IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Goldleaf Avenue 66

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:02 am

Charakterystyczny budynek należący do Avenged Sevenfold znajduje się pod adresem Goldleaf Avenue 66. Posiada trzy piętra oraz ściany pomalowane z zewnątrz na niebiesko. Na pierwszym piętrze są pokoje dzienne, na drugim pokoje. Jest ich o kilka za dużo, ale daje to korzyść możliwości robienia imprez. Na trzecim piętrze znajduje się gigantyczny strych z instrumentami. Na zewnątrz jest bardzo kolorowo. Nie brak także sporej tabliczki z logo Avenged Sevenfold, Deathbatem, która symbolizuje, czyja posiadłość tutaj stoi. Na dużym polu trawy jest jeden prostokąt z asfaltu, porysowany przez Karinę. Na rysunku widnieje cały zespół i podpisany jest skrótem nazwy zespołu wymyślonym przez Zacky'ego - A7x.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:15 am

Jak na marzec było przyjemnie. A przynajmniej w USA - Bo w Polsce, z której wróciła... Pizga wiatrem, trochę śniegiem, a ludzie łażą pozawijani w szaliki, poubierani w czapki i rękawiczki. O kurtkach nie trzeba wspominać. Kari dawno się już rozpakowała, pomimo ogromu swego bagażu. Postanowiła na swoją "Sweet 18" polecieć spotkać się z Polską częścią rodziny. Jest na tyle troskliwa, że nie mogła po prostu o nich zapomnieć. Nie zmienia to faktu, że w Ameryce również je obchodziła – zdążyła dzięki strefom czasowym. Dostała garść upominków, z czego pełno złotówek. Na dolary to było mało, ale zawsze coś. W Kalifornii już nieco więcej otrzymała, a jednym z tych prezentów miała się właśnie pochwalić tego dnia. Bez wahania wbiła do pomieszczenia zwanego potocznie Salonem z uśmiechem na twarzy.
- Ha, patrzcie co mam, bitches! Trzy biletensy na Islandię! – Zza pleców wyjęła jedną z rąk, w której trzymała owe świstki. To nie są tanie podróże, więc należało się cieszyć. Na dodatek były „dwustronne”, więc nie trzeba było się martwić, że osoba towarzysząca zostanie na wyspie, a nawet mogą z Kariną lecieć takie dwie.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:16 am

Marianna wraz ze swoimi przyjaciółmi często przesiadywała w salonie. Zazwyczaj ona, Niclas, Konstantin oraz Simon grali w "Chińczyka" lub również siedząc na podłodze, nawalali w jakieś gry multiplayer. Jedynie Mark nie chciał z nimi spędzać czasu, choć zawsze mu to proponowali. Po pewnym czasie jednak przyzwyczaili się.
Tak i tego dnia, cała czwórka siedziała skupiona nad Chińczykiem, brat Simona natomiast siedział na kanapie i czytał książkę. Nad Niemcami, Rosjaninem oraz Duńczykiem wisiały potężne emocje, bo mimo iż o nic się nie zakładali, każdy chciał udowodnić, że jest mistrzem. Z ust Mar najczęściej padały hasła typu FFFUUU- oraz ciche wiązanki przekleństw. Sięgnęła po stojącą obok niej butelkę Tiger'a i napiła się łyk schłodzonego odpowiednio napoju energetycznego. Następnie znów przejechała wzrokiem po twarzach współgrających. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy na moment zawiesiła wzrok na siedzącym obok niej blondynie. Był to jej już odruch bezwarunkowy, przez koleżanki nazywany "obsesją", której zaprzeczała. Czasami.
Z gapienia się jak sroka w gnat wyrwało ją dopiero wejście Kariny. Niemka lekko się wystraszyła, co spowodowało u niej nienaturalne drgnięcie. Następnie odwróciła się do przyjaciółki przodem i wyszczerzyła może dość tępo, ale było to u niej już normalne.
- Guten Morgen. - powiedziała przerzucając grzywkę na lewą stronę. Wysłuchała wyraźnie uhahanej Polki, po czym przeciągnęła się z cichym ni to stęknięciem, ni to westchnięciem, mruknięciem czy innym takim szajsem.
- Islandia? Ciekawy pomysł, nie sądziłam, że zależy ci na podróży w tamte strony. Cóż, tak czy siak, gratuluję. - rzekła wbijając swoje spojrzenie w zielonooką.
Dla Mar... Islandia chyba nie była niczym specjalnym. Wyspa wielkości zwiniętej chustki do nosa pełna wulkanów. Mimo wszystko nie miałaby nic przeciwko odwiedzeniu tamtych zakątków.
Powrót do góry Go down
James Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 09/02/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:20 am

O tej porze jedyne, co Jim mógł robić, to obijać się i popijać swoje ukochane 40's. Gdy nie było nic do roboty w ciągu dnia, to tylko mu to pozostało, ewentualnie iść się zdrzemnąć, lecz przy jego energii ciężko o to. A tak poza tym, nie ma nigdzie zakazu na to, czyż nie? Nie zmienia to jednak faktu, że nie spodziewał się nagłego wparowania do pomieszczenia swej kuzynki. A tym bardziej nie spodziewał się czegoś typu bilety.
- Oho, czyli że bierzesz ze sobą jeszcze dwie osoby? Nice. Ciekawe kogo. - Rzekł nieco sarkastycznie do Kariny, jako że się spodziewał, że jedną z tych dwóch osób będzie on, byli po prostu na swój sposób nierozłączną rodziną od zawsze. Nie wspominając już o tym samym "zawodzie". Rozmyślał więc kto mógłby być drugi. Johnny? Raczej nie. Brian? Definitywnie nie. Matthew w ogóle odpada. Poważnie, okulary przeciwsłoneczne na Islandii? Pozostali Zacky i Marianna. I tu już pewność została rozwiana.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:21 am

Mar spojrzała na Jimmy'ego, kiedy się wypowiadał. Również była ciekawa, kogo Karina weźmie ze sobą, lecz nie znała jeszcze doskonale wszystkich tutejszych osób i nie potrafiła dobrze wywnioskować. Mimo wszystko: olśniło ją. Na klęczkach podpełzła trochę do Polki i strzeliła w nią "wzrok rekina". Jednym delikatnym (albo i nie) szarpnięciem gwizdnęła jej bilety, po czym wróciła do "kółka wzajemnej adoracji" (jak to nazywała jej koleżanka) i zaczęła chwilę rozmawiać z Niclasem po niemiecku. Mówili bardzo szybko i widocznie slangiem, gdyż kilka razy nawet mieszkający już w Niemczech od paru lat Konstantin nie raz i nie dwa strzelił minę "WTF". Walnęła też jakieś pytanie do również znających niemiecki Duńczyków. W końcu skinęła głową z uśmiechem, wstała z podłogi i wróciła do przyjaciółki, by oddać jej kolorowe świstki.
- Cóż, nie będziecie mieli nic przeciwko, jak się z wami zabierzemy? - spytała krzyżując ręce na piersiach. Mówiąc "my" miała na myśli tylko siebie, Niclasa i Kostię, gdyż Mark nie chciał tam jechać, a Simon postanowił z nim zostać "tak na wszelki wypadek".
- Niclas ma kumpli w tych liniach lotniczych, to mogą nam załatwić bilety. Zdarzają się loty niepełnych samolotów, w sensie, że nie wszystkie miejsca są zajęte, to wtedy my byśmy się wcisnęli na nie. - dodała poprawiając dzyndzający na jej szyi krzyż żelazny oraz koszulkę, która troszeczkę się na niej zmiętoliła od siedzenia.
Cóż, jak już było wspominane: wyspa wulkaniczna wielkości chustki do nosa, ale... jednak coś na nią ciągnie!
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:24 am

Jak ona mogła nie wyczuć sarkazmu w słowach wypowiadanych przez swojego kuzyna? To było oczywiste, że weźmie go ze sobą. Mimo wszystko nie spodziewała się, że ktoś jej gwizdnie bilety prawie na wstępie. I tak nie miała wyboru, obserwowała tylko nawijankę z uwagą, pomijając fakt, że ona slangu również nie ogarniała. Po zwrocie wygranej nie wiedziała, jakim to cudem paczka Mar chce z nią jechać, skoro został tylko jeden wolny bilet, lecz po chwili wszystko było jasne.
- Oho, fajnie by było. Jeśli macie skilla na zdobywanie sobie biletów, to po prostu ekstra. - wyraziła swoje zdanie, będąc nieco pod wrażeniem. Avenged Sevenfold, zupełnie jak każdy (lub prawie) zespół ma loty za friko tylko tam, gdzie mają koncert, a ta szmata Larry jakoś nie raczył zgodzić się na koncert w krainie wulkanów i gejzerów. To zupełnie tak, jak Polska - Nie było tam nigdy jeszcze koncertu A7x przez tego leniwego menel-dżera. A raczej nie leniwego, a po prostu wybrednego - myśli, że polskich fanów jest bardzo mało. Kto tu powinien mieć rację? Amerykanin, czy rodaczka tych wielbicieli?
- Pozostaje mi tylko wiedzieć jeszcze jedno. Kto w końcu jeszcze ze mną leci? Jakieś propozycje? - Spytała w bezradności, podnosząc do góry ostatni wolny bilet.
Powrót do góry Go down
Konstantin Matveyev

avatar
{ kaptain }



BIRTHDAY : 18/05/1989
ORIGIN : Wołogda, ZSRR
Age (2016) : 28
Liczba postów : 25


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:28 am

Gra w Chińczyka owszem, była pasjonująca, ale ciekawa historia rozpoczęła się dopiero, kiedy Karina wbiła do roomu przerywając "podniecającą" ciszę. Bądźmy szczerzy, wystraszyła go, co spowodowało, że przewrócił swoje pionki przez dziwny odruch. Szybko je poustawiał i podczepił się do rozmowy poprzez słuchanie tego, o czym gadali pozostali. Zarechotał cicho, gdy Mar rozpoczęła dość podejrzaną akcję, ale jak zaczęła gadać z Niclasem, od razu stracił powód do rechotania i po prostu zamknął dziób. Informacja o wyjeździe na Islandię szczerze przypadła mu do gustu.
- ME GUSTA! - wrzasnął wstając i wykonując "ekstremalne" gesty oznaczające jego zaciesz. Odbębnił chwilę jakiś dance dla jaj, aż w końcu uspokoił się cicho dysząc przez delikatne zmęczenie.
- Kochana Karinko, ty jeszcze nie wiesz wielu rzeczy o nas! Na przykład tego, że Mar się.... - w ostatniej chwili uświadomił sobie, że był bliski wydarcia się o podkochiwaniu Mar w Niclasie właśnie przy blondynie. I pewnie Marianna by mu tego nie wybaczyła do końca życia, więc po prostu zamknął gębę po raz kolejny.
- A, nie ważne! - machnął ręką olewająco i zaśmiał się drapiąc w tył głowy, po czym "krokiem raka" (bokiem) odsunął się trochę na prawo. Jednak zaraz stanął obok dziewczyny i oparł się łokciem o jej ramię.
- Tak czy siak, skille w zdobywaniu biletów mamy na najwyższym poziomie, kochana! - dodał i lekko kujnął ją palcem w bok.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:30 am

Wzdrygnęła się lekko na krzyk Kostii w tle, obserwując jego dziwne gesty, które zresztą już znała od jakiegoś czasu. Zdążyła się przyzwyczaić do tych dziwnych odpałów przez te parę lat. Nagle usłyszała jednak coś, co Konstantin uciął w połowie zdania. Przechyliła lekko głowę, chociaż nie zamierzała nawet dociekać, co chłopak miał na myśli, skoro uznał, że to nie jest ważne.
- Najwyraźniej nie. - odpowiedziała cicho, podnosząc nieco brew do góry. Jakoś nie miała zwyczaju dociekać o wszystko, o czym nie wie, więc zostawiła sprawę w spokoju. Niespodziewanie została podpórką Rosjanina.
- Domyślam się - Karina znowu podniosła brew i lekko się zaśmiała, a po chwili również zrobiła gwałtowny, lecz nieduży krok w tył na szturchnięcie. Nie jej wina, że była na takie gesty wrażliwa - łaskotki zawsze były słabą stroną. Nagle coś ją olśniło. Charakterystycznie zadarła głowę do góry, a po chwili szeroko się uśmiechnęła.
- Wiem już chyba kogo zabiorę. - Ogłosiła, a wznak zwycięstwa z problemem stanęła z rękoma skrzyżowanymi na piersiach w lekkim rozkroku i wyszczerzyła się. Po chwili jednak pojawił się następny problem, a więc "Poza Wygranej" od razu zniknęła.
- Tylko... Co my będziemy tam robić? Jak zwiedzimy wszystko przed czasem, nie będzie chyba już nic do roboty. - Dodała z małą gestykulacją.
Powrót do góry Go down
Niclas von Heerwagen

avatar
{ boss }



BIRTHDAY : 06/11/1989
ORIGIN : Hilden, Niemcy
Age (2016) : 28
Liczba postów : 78


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:33 am

Siedział tak przy chińczyku słuchając i obserwując przyjaciół. Atak Mar na Karinę chyba już go nie zdziwił, to było normalne. Ale kiedy Kostia rozpoczął swój rytuał, Niclas szczerze się zdziwił i zrobił minę "WTF". Od razu dostrzegł, że butelka Marianny z napojem energetycznym stała dużo bliżej dawnego miejsca szatyna niż dziewczyny. A to oznaczało jedno: Kostia podpił trochę, co oczywiście dało się we znaki.
- Simon, lepiej popilnuj tego. - powiedział cicho do Duńczyka, po czym wstał i ruszył w kierunku Kostii. Gdy zaczął gadać o Mar zatrzymał się na moment, jednak gdy ten zaczął jeszcze Karinę maltretować, złapał go za kołnierz i odciągnął trochę do tyłu. Zaśmiał się cicho, gdy Rosjanin zaczął próbować się wyrwać. Założył mu "haka" i odczekał aż się biedak trochę odtleni, po czym puścił go i odsunął się parę kroków, bo Rusek glebnął na podłogę.
- Tak będzie bezpieczniej dla wszystkich. - mruknął i otrzepał dłonie. Wyjął komórkę i napisał wiadomość, dostał odpowiedź kilka sekund później.
- Dobra, bilety na Islandię załatwione. A co do zajęć po zwiedzeniu... Sam nie wiem. Zrobimy se Oktoberfesta i najebiemy tak, że zapomnimy co zwiedziliśmy i zaczniemy zwiedzanie jeszcze raz. - dodał kucając obok Konstantina i przewracając go na bok, żeby się nie udławił jak coś.
Powrót do góry Go down
James Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 09/02/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:35 am

Olewał sobie chwilowo rozmowę, bo był zajęty rozmyślaniem nad sensem życia i popijaniem tego, co stało najbliżej. Co chwila najwyżej zerknął naokoło, co się dzieje. Dobudził go dopiero fakt, że Konstantin wcale nie zachowuje się według jego standardów, robiąc z Kari podpórkę i szturchając ją. Lekko zerwał się, a niemalże wstał, by go z czegoś walnąć, lecz Niclas na szczęście opanował naładowanego napojem energetycznym chłopaka. Skoro tak, znowu wygodnie rozsiadł się w fotelu, a i tak nie na długo.
- Bilety załatwione? Super! Piwna najebanka? Zajebioza! - Powiedział głośno, robiąc błogą, kocią minkę, jak na tego piwosza przystało. Zapewne jego kuzynce pomysł się nie spodobał, ale cóż - Haters gonna hate. Wziął dużego łyka 40's i jeszcze raz rozejrzał się po pomieszczeniu, bo miał już taki zwyczaj.
- Za nawigator może nam posłużyć to. - wskazał palcem wolnej ręki na śpiącego kawałek dalej liska.
- Necirais trochę przesiedział na tej wyspie, więc na pewno jest obczajony. - zaśmiał się, znając tą kupę futra tak dobrze, jak Karina. Nec to wieczny podróżnik - Wszędzie go pełno.
- Z drugiej strony - Ponownie zaczął. - Można by się też kogoś spytać o "plan wycieczki". - Powiedział, robiąc palcami znak przenośni. Westchnął cicho i znowu wziął łyk piwa.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:36 am

- ...Albo można wpisać w Google "plan wycieczki po Islandii". - zaproponowała jak zwykle stylem jestem uzależniona od Internetu i nic z tym nie zrobię.
Spojrzała na Konstantina dość spokojnie, nie w ogóle nie przejęła się działaniami Niclasa, gdyż też znała ten sposób. Oczywiście na blondyna też spojrzała i skinęła głową na znak "dobra robota".
- Tak na wszelki wypadek: kiedy Konstantin wypije za dużo napoju energetycznego, to działa gorzej niż upity. U nas w szkole zrobił sobie cel zgwałcenia wszystkich dziewczyn w budzie, ale udało nam się go JAKOŚ powstrzymać. - opowiedziała urzekającą historię Rosjanina. Była to dziwna historia, bo po kawie na przykład tak nie miał. I alkohol działał na niego delikatniej. Ale taka reakcja na energetyka była raczej niespotykana.
- Wracając do tematu Islandii. Wydaje mi się niemożliwym objechać dosłownie wszystko. Madera jest dużo mniejsza, a z rodzicami objechaliśmy ją w dwa dni naokoło troszeczkę zahaczając o ciekawsze miasta, ale zawsze jest coś, co się ominie. Tak więc wydaje mi się, że zbyt szybko miejsca nam się nie skończą. - dodała spoglądając na wszystkich.
Przeciągnęła się i zastanowiła jeszcze chwilę, czy chciałaby coś dodać. Nie będzie pytała o Wi-Fi, bo liczyła, że tam jest. Lotnisko to już dawno widziała w Google. W zasadzie co ją więcej obchodziło? Chyba nic, wszystkiego dowie się na miejscu, więc postanowiła po prostu przeczekać. Podeszła do Simona i wzięła od niego swoje picie i od razu gulpnęła se trochę.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:39 am

- A tam plany wycieczki... - machnęła ręką w geście olewki. Wolała polec na przyjacielu. Takie własne widzimisię.
- Zgwałcenia wszystkich dziewczyn w budzie? Nieźle. Naprawdę nieźle. Pogratulować pomysłu. - burknęła z lekko przechyloną głową patrząc na ruska.
Nawet mniej drastyczne cele posiadało się na uniwerku, czy w college'u. Przynajmniej w Ameryce.
- W każdym razie achievement zaliczony - powstrzymanie psychola. - dodała jeszcze łagodząc słowo "psychol", bo aż taki jebnięty to on chyba nie był. Chyba...
- True story. De facto, poznamy tam pewnie jeszcze nie jedną, nie dwie osoby na miejscu. Osobiście znam tam więcej niż jedną personę, ale mniejsza o to. Ważne, że jedziemy. - podsumowała z zacieszem i szturchnęła Jima w ramię.
- Co do naszej szóstki, jeżeli biletów zabraknie, coś się wymyśli. - mruknęła cicho i palnęła eyeroll, lekko się odsuwając. Kuzyn tylko przytaknął.
- Właściwie, to ciekawe ile tam na miejscu spotkamy Chińczyków. - zadumała na głos i dodała na koniec krótki śmiech.
No bo podobno skośnoocy są wszędzie.
Powrót do góry Go down
Niclas von Heerwagen

avatar
{ boss }



BIRTHDAY : 06/11/1989
ORIGIN : Hilden, Niemcy
Age (2016) : 28
Liczba postów : 78


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:40 am

- Racja, kogo obchodzą plany wycieczki? Co zobaczymy to zobaczymy. Czego nie zobaczymy to nie zobaczymy i kurwa koniec historii. - wzruszył ramionami i schował dłonie do kieszeni.
Z prawej wyciągnął swoją komórkę i szybko dostał się do kalendarza.
- Swoją drogą, kiedy jedziemy? - spytał wbijając swoje brązowe oczy w malutką tabelkę dni i tygodni.
Marianna nagle wybuchnęła głośnym śmiechem przez burknięcie Kariny.
- Uwierz mi, że udałoby mu się to, gdyby nie Niclas. - powiedziała i niby dla zabawy, ale bardziej dla swojej przyjemności przytuliła się do blondyna "od tyłu", ale opierając się brodą o jego ramię.
Chcąc-nie chcąc była zmuszona do stanięcia na palcach, ale tylko troszeczkę potrzebowała tych centymetrów, aby dosięgnąć i właśnie tak się ustawić za Sedlaczkiem.
- Powstrzymanie psychola: część pierwsza. On wcale tak szybko się nie poddaje, skubaniec jebany. A z resztą... zobaczysz za jakieś dziesięć minut, jak już wstanie. - wyjaśnił blondyn i delikatnie kopnął Rosjanina w plecy.
- Należy nacieszyć się tym momentem, bo jedyny czas kiedy Kostia jest spokojny to właśnie gdy śpi. - mruknął, lekko mrużąc oczy.
- Oho, Karina zaraz nas zapozna kurwa z całą tamtejszą ludnością. - mruknęła Mar i zrobiła z ust "kaczy dzióbek", taki, jaki robiły dziewczyny do swoich "$ł!t foOoĆi" w lustrze.
- Mogę załatwić jeszcze trochę biletów w razie czego. Simon... na pewno nie chcecie z nami jechać? Przekonaj brudera. - uśmiechnął się do Duńczyka, Mar z resztą też.
Kvamm'owie chwilę porozmawiali ze sobą w swoim ojczystym języku, w końcu starszy uśmiechnął się szeroko.
- Możemy pojechać w zasadzie... tylko Mark ostrzega, że nie bierze udziału w jakiś towarzyskich grach. - powiedział i spojrzał na złotookiego, jednak od razu tego pożałował z powodu jego psychopatycznego spojrzenia.
Tak jak Konstantin bokiem odchodził, tak teraz Simon się bokiem odsuwał z niewinnym uśmiechem.
- Znając życie, Chińczyków będzie tam więcej niż rdzennych mieszkańców. - stwierdził Sedlaczek, odwracając lekko twarz ku wiszącej na nim dziewczynie.
Powrót do góry Go down
Matthew Sanders

avatar



BIRTHDAY : 31/07/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 6


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:43 am

- Z planem czy bez, poradzimy sobie. - Matt z wyszczerzem i w okularach przeciwsłonecznych na nosie oznajmił triumfalnie, czochrając krótkie włosy kurdupla-Sewarda.
- Sevenfoldowa Familia razem dojedzie wszędzie i wytrzyma wszędzie, nawet na cholernej Saharze. Bratersko-siostrzana miłość, czy coś. - Jimmy zaczął sobie dumać na głos, jak to miewał zazwyczaj, a i tak część zespołu przytaknęła.
- Kiedy? Pewnie w czerwcu, chociaż kto wie, czy nie wcześniej. Trochę to też zależy od szkoły. - Kari odpowiedziała blondynowi, próbując dogłębnie zastanowić się nad terminem, jednak dokładniej nie umiała go opisać. Szkołę trzeba było skończyć i mieć potem luz na długi czas. I tak było już wystarczająco ciężko, skoro każdy w szkole ją znał. Masakra.
- ADHD, nie oszukujmy się. - Johnny wtrącił swoje trzy centy na temat Kostii i umilkł ponownie.
- Przestań. Nie z całą ludnością. Zaledwie z kilkoma osobami. Drama. - Kari prychnęła cicho i machnęła ręką.
- Na moje to więcej jest tam polaków, niż chińczyków. - Zacky też wbił się do dyskusji, próbując przypomnieć sobie trochę faktów o tym kraju.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:47 am

- Tylko na wszelki wypadek nie pytajcie Googli o to, jak gdzieś dojść, bo każe nam opłynąć świat kajakiem, gdy to miejsce będzie zaledwie po drugiej stronie wyspy. - przypomniał Simon i poprawił zapięcie swojego zegarka.
Słysząc dumanie Jimmy'ego, wszyscy po za Mark'iem zrobili Yao Ming'a, natomiast blondyn przewrócił oczami, gdyż wyraźnie nie był zbytnio fanem takich przemyśleń. Z resztą wydawało im się, że nie był fanem dosłownie niczego.
- A czemu by na wagary nie pójść? Nie chce mi się gnić w budzie, już wolę tą Islandię. - powiedziała Marianna, odklejając się od Niclasa i kładąc na brzuchu, na podłodze.
Blondyn usiadł obok niej i przez chwilę wymieniali spojrzenia, jednak zaśmiali się cicho przez Konstantina z domniemanym ADHD.
- Nie no, ADHD może jeszcze nie. Jak przyjdzie co do czego to umie się zachować, nie, Kostuś? - Niclas odezwał się jakby do wciąż śpiącego ruska i poczochrał mu hełm.
- Kilka osób to na tej wyspie mieszka. - odparła Mar i przewróciła się na plecy.
- Polacy ewidentnie spieprzają przed swoim premierem, nie, Kari? - spytał Niclas i odgiął się do tyłu, podpierając o ręce.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:52 am

- True story. - Zacky skomentował, robiąc gest jak w memie.
- Nec byłby za. - Jimmy walnął eyeroll i pokręcił bezradnie głową.
Ale jego by to nie zmęczyło, więc on się nie liczy.
- Wagary? Nie, wolę uczciwie skończyć naukę. Niedużo czasu zostało, wytrzymam jakoś. A poza tym i tak dosyć usprawiedliwień daję za nieobecności przez trasy et cetera. - Kari wyjaśniła i zakończyła efektywnym facepalm'em.
Jeżeli miałaby stracić część reputacji przez durne wagary, to już wolała przemęczyć tą resztę.
- To może schizofrenia? - Johnny mimo zbytniej nieznajomości chorób psychicznych się wtrącił, lecz reszta zespołu odpowiedziała mu Yao Ming'iem.
- Weź nie narzekaj na durne stereotypy, bo się porzygam. - Karina prychnęła i przymknęła oczy, moment później je otwierając.
- Ach tak, polski premier is shit. Caly rząd to shit. - dorzuciła jeszcze, próbując jak najmniej rozmyślać o tych bałwanach z Platfusa Obywatelskiego oraz Pokrak i Samobójców.
Chuje i tyle. Welcome to Duckland.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:55 am

- Ale z ciebie kujon. - mruknęła Mar i ziewnęła głośno, przeciągając się.
Dziewczyna strasznie nie lubiła szkoły i tylko kombinowała, jak się z niej wyrwać. Simon został wzięty za jej tymczasowego prawnego opiekuna, dlatego też co chwilę przychodziła do niego po usprawiedliwienia czy zwolnienia z wf-u na wypadek lenia czy niedyspozycji.
- Schizofrenia raczej też nie. Po prostu jest... dziwny. - podsumował Simon i spojrzał na brata oczekując potwierdzenia swej tezy, lub chociaż zaprzeczenia.
Nie mruknął nic, nawet na niego nie spojrzał. Typowe, aż za bardzo. Dziwnie się czuł, gdy jako starszy w rodzeństwie praktycznie jego życie ciągle wisiało na włosku przy Mark'u i jego na prawdę psychopatycznym usposobieniu.
- To jest szczera prawda. A żebyś ty wiedziała ile stereotypów pasuje do ciebie... - odparła Niemka i położyła sobie dłoń na oczach tak, jakby na twarz świeciło jej słońce, a ona chciała w spokoju usnąć.
- Miejmy nadzieję, że w miarę szybko oddeleguje się z tej posady, bo jak czytam notatki o Polsce to szczerze żal was. - stwierdził Simon i podszedł do ona.
Otworzył je na oścież, usiadł na parapecie i odpalił papierosa. Trochę stęsknił się za nikotynowym dymem.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 11:57 am

- Pojęcia nie zna, a używa. Lame. - Kari sarkastycznie mruknęła i usiadła sobie na sofie obok Matt'a.
Nie przepadała za systematyczną nauką, ale postanowiła uczciwie zakończyć to, co uczciwie zaczęła. The way of Sullivans. Chociaż nie do końca, bo Mr. James został wyjebany z paru klas. a nawet szkół i był przynajmniej siedem razy aresztowany. No cóż.
- Przyjąłem. - Seward odpowiedział i na krótko zasalutował, mimo że na siedząco.
- Ach tak? Ile? - Sullivanka spytała znowu z małym tonem ironii. Była świadoma tego, że jakieś stereotypy muszą pasować i już, koniec kropka.
- Trzy kaczki w rządzie. To o trzy za dużo. - Skomentowała jeszcze polską politykę, strzelałąc na koniec lekki kaczy dzióbek, by sparodiować sytuację.
- ...I like ducks. - Jimmy nieco odpłynął w myślach i jedyne, co wyłapał to "kaczki", za którymi od czasu do czasu lubił ganiać. Piękny offtop.
Karina zareagowała na ten fakt Yao Ming'iem, razem z Johnny'm.
C'mere you fuckin'...Stallion duck!
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 12:00 pm

- Odezwał się bażant jebany. - odparła.
Z Kariną się niby przyjaźniły, ale wyjątkowo często sobie dosrywały. Prawdopodobnie było tak dlatego, że Niemka przyzwyczajona do atmosfery w swoim gimnazjum tak okazywała to, że kogoś lubi. Przynajmniej przedstawicieli swojej płci, jak lubiła chłopaka to... eh, no znacie tą historię. Wystarczyło spojrzeć na ją i Niclasa czy Simona. Jedynie w stosunku do Mark'a trzymała się z dala, ale nie spieszyło jej się do grobu jakoś nadmiernie.
Na "przyjęcie" i zasalutowanie Simon jedynie skinął głową. Nie czuł potrzeby dalszego gadania o problemach psychicznych Rosjanina. Po prostu to Rosja, tak?
- Wystarczająco dużo, abyś się nimi udławiła. - prychnęła cicho i obróciła się tak, aby głowę mieć na nodze Niclasa.
Było to bowiem dużo wygodniejsze niż wbijanie łba w podłogę. No, a po za tym mogła się spokojnie gapić na twarz blondyna i nie było to w gruncie rzeczy nic dziwnego, bo leżąc chcąc-nie chcąc ma się w jakiś sposób ograniczone pole widzenia.
- Właśnie, Niclas! Pani Merkel coś odwaliła ostatnio? - spytała dziewczyna.
- Uhm... nie, nie specjalnie szczerze mówiąc. Chyba, że telewizje milczą na ten temat, ale akurat w to wątpię. - odparł.
Simon i Niclas nieznacznie zaśmiali się z Jim'owego odpłynięcia.
- Narobiliście mi smaka tą Islandią, a teraz kurwa czekamy do czerwca. Ja pierdolę, idę się pociąć. - mruknęła Mar i złapała blondyna za rękę, po czym zaczęła bawić się jego palcami.
Pasjonujące zajęcie na długie popołudnie.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 12:02 pm

- Cluck cluck, huge bitch. - Mruknęła jeszcze, zadzierając głowę do góry.
Amerykańskie szkoły... ach tak, dla Kari najbardziej pamiętliwa była podstawówka, gdy nie była jeszcze sławna. To zwykłe życie z grupką może trzech, czterech najbliższych przyjaciół. Potem dziwny fart sprawiał, że trafiała zazwyczaj do najspokojniejszej klasy w każdej następnej szkole. Oczywiście w wyższych szkołach zaczynała się mania na "zaliczanie". Not really amusing.
- Jak miło. - Sarkastycznie uśmiechnęła się, po czym świsnęła jedną z otwartych butelek piwa ze stołu, biorąc łyka i zwracając ją na miejsce.
- Cheer up, przed nami jeszcze Wielkanoc. Nie mogę się doczekać! Zrobi się Egg Hunting, czy coś... - Kari zaczęła już fantazjować na temat nadchodzącego kwietnia. Znowu wesołe rozmowy, wspomnienia, wyżerka...
- Ojciec obiecał wziąć mnie na lot szybowcem trzynastego kwietnia, a potem może jeszcze skok ze spadochronem. To będzie coś. - Dodała jeszcze, i wzniosła zaciśniętą w pięść rękę w górę, by podkreślić swoje podekscytowanie.
- Będziesz pilotować szybowca? - Matt spytał z zaciekawieniem.
- A tego nie wiem. - Odpowiedziała i opuściła rękę z zamyśloną miną.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 12:03 pm

- Gly-gly, flat pussy. - prychnęła Niemka i spojrzała na Simona oraz Mark'a.
Konstantin wciąż się nie budził i zaczynała się o niego martwić, jednak Niclas widząc jej spojrzenie na Rosjanina, sięgnął do niego i sprawdził mu puls. Był prawidłowy.
Żadne z Niemców ani Simon jakoś nigdy nie jarali się Wielkanocą, nie kręciło ich szukanie jajek, a jedyne co uważali w tym za fajne to głównie jedzenie. Mark podchodził do tego jak do wszystkiego innego, natomiast Konstantin jako fan wszelkiej ekstremalności był zawsze za, jednak widać było, że w tym wszystkim to najbardziej żarcie go kręci i rywalizacja. Mimo wszystko właśnie dlatego nikt nie odezwał się w żaden sposób słysząc o tych świętach.
- Trzynastego kwietnia? Cool, to dzień po urodzinach mojej przyjaciółki. Oho... trzeba wymyślać życzenia. - mruknęła Mar i przeciągnęła się wyciągając łapy do tyłu.
- Szybowiec wbrew pozorom wcale nie jest taki łatwy, trzeba odnajdywać te wszystkie prądy unoszące w górę i sobie po nich krążyć. - wtrącił się Niclas jako "znawca".
Kiedyś już próbował szybowcem, wcześniej ćwicząc na symulatorze, ale jednak wolał sterować samolotami ultralekkimi. Mając silniki czuł się pewniej, jednak nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł zasiąść za sterami samolotu odrzutowego.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 12:05 pm

- Era płaskości minęła pięć lat temu. Try harder. - Burknęła jeszcze i oparła się o oparcie kanaposofy.
Kari to nie jakieś wielce religijne dziecię, ale Wielkanoc to Wielkanoc - Słodycze, rodzinka, trochę rozrywek. No i oficjalne dłuższe wolne. Git gitara.
Gdy Mar wspomniała o urodzinach, Kari tylko lekko uśmiechnęła się pod nosem i założyła ręce za głowę a'la Zacky.
- Wuja Charles to miszczu szybowców i spadochronów. Nie dziwię się, że chce wziąć Kari. Może też się wkręcę, pooglądam, czy coś. - Jimmy oznajmił i wyszczerzył się, będąc dosyć nakręconym na ten pomysł. I tak wtedy nie miałby nic innego do roboty.
- Ta, strażaków też, ale oczywiście on woli samoloty. - Kari dorzuciła jeszcze i znowu sięgnęła po piwo ze stołu, tym razem go nie odstawiając.
- Będziesz cykorzyć, nie? - Johnny spytał i cicho się zaśmiał, na co Sullivanka zareagowała równie cichym syknięciem.
- Nie. Ty nawet byś nie wsiadł do szybowca. - Odpowiedziała mu i strzeliła typową, "szlachecką" minę, lekko i z wdziękiem popijając z butelki piwo.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 12:07 pm

- Strażaków? Jakie to szlachetne. - przyznała nagle i podrapała się po brodzie w lekkim zastanowieniu, bowiem jej rodzice nie mieli żadnych nadzwyczaj interesujących zawodów, więc zastanawiało ją jak to jest gdy twój ojciec zapieprza wśród ognia niczym Till z Rammstein.
Spojrzała następnie na Niclasa oraz Kostię, po czym wspólnie zaczęli próby cucenia Ruska. Zakończyły się one sukcesem, dlatego też chwilę później Konstantin siedział już trochę jakby zamroczony, ale nie miał dziwnych pomysłów.
- Witamy z powrotem w świecie żywych. - powiedział tylko Niclas i poczochrał brązowe kudły Sukonina.

***

W końcu nastąpił upragniony przez wszystkich czerwiec. Wszyscy wstali stosunkowo wcześnie, gdyż wylot jak się okazało był przygotowany na parę minut przed trzynastą, a jak wiadomo wszelkie odprawy to co najmniej dwie godziny kręcenia się w te i we wte z bagażami lub później bez nich. Konstantin na dole był pierwszy, po nim przyszli Mar i Niclas, a zaraz za nimi Kvamm'owie.
- Okay, ogarnąć, czy wszyscy mają paszport, wystarczająco ciuchów, aparaty, komputery, cokolwiek... - powiedział Sedlaczek i zaczął się obmacywać po kieszeniach w celu wyczajenia gdzie i czy w ogóle wsadził telefon oraz swój plik dokumentów.
Kiedy w końcu stwierdzili wszyscy, że niczego nie zapomnieli, Niemcy, Konstantin i Simon usiedli na podłodze oczekując Avengedów, natomiast Mark ukucnął i zajął się usuwaniem zbędnych wiadomości ze swojego telefonu.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   Sob Gru 14, 2013 12:08 pm

To było do przewidzenia, że pierwsza wstanie Karina. Niedobudzona już chciała skakać z radości, więc między innymi pizgnęła w drzwi z hukiem i donośnym polskim przekleństwem na pięć liter, które pewnie obudziło niejednego śpiącego amerykana. Dziewczyna była już praktycznie spakowana od zeszłego dnia, tylko obecnego jeszcze sprawdzała, czy czegoś nie pominęła. Prawdopodobnie pozostali jej "bracia" również się tak przyszykowali, bo jakaś organizacja musiała być. Gdy już wszyscy się pobudzili, oczywiście nastał czas na podstawowe ogarnianie się, a więc łazienka była non-stop przez kogoś okupywana, na szczęście dało się przeżyć kolejkę. Gdy prawie wszystkim udało się już zebrać na dolę, przybiegł jeszcze Nec.
- Przecież cię nie zabiorę. - Kari mruknęła i kucnęła przy lisie.
- Jak to nie? - Podważył zdanie swojej daemianki, a następnie zmienił się w myszkę.
- Uparty sierściuch z ciebie. - Stwierdziła jeszcze z cichym chichotem i wpakowała go do kieszeni spodni, gdzie mógł w miarę oddychać.
- Jasna cholera, JC jak zawsze się grzebie. Pośpiesz się! - Jim wrzasnął jeszcze przez pół studia, po czym cicho odetchnął i dołączył do grona siedzących z dupą na podłodze. To samo moment później zrobiła Karina, przysiadając się do niego.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Goldleaf Avenue 66   

Powrót do góry Go down
 
Goldleaf Avenue 66
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: