IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wigilia 2009

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość
Friedrich Northeim

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 01/09/1984
ORIGIN : Hohburg, Holzlant
Age (2016) : 33
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 3:44 pm

Słysząc ich rozmowę, jebnął chyba najbardziej pokerface'owego pokerface'a, Odwrócił się tyłem, spuścił łeb i udawał, że go nie ma. W końcu jednak nie wytrzymał i jebnął głośnym śmiechem, że dopiero musiał sobie rękę w usta włożyć, aby przestać się drzeć. Spojrzał kątem oka na Karinę i Neciraisa i odwrócił się do nich przodem, już ze zwykłym uśmiechem.
- Nie martw się, Kari. Jeśli się nie oddalisz za daleko, to ja ci pomogę. - powiedział przeczesując dłonią swoje srebrne włosy.
Podszedł do drzwi, otworzył je powoli i równie wolno wyszedł na korytarz. Prawie, że na palcach podszedł do drzwi pokoju Matta, kucnął i przysłuchiwał się temu, co dzieje się w środku. Chwilowo nie wyłapał nic niepokojącego, więc zawrócił do roomu.
Podskoczył kilka razy w miejscu niczym bokser przygotowujący się do walki.
- To jak? Idziemy odbić twoją przyjaciółkę z łap oprawców... i jej męża? - spytał i zaśmiał się, dalej podskakując dla rozgrzewki.
Problem w tym, że rozgrzewkę to dostanie na miejscu, jak panowie z R+ go podgrzeją swoimi miotaczami.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 3:45 pm

Kari na pewno strzeliła bardziej pokerface'owego pokerface'a po śmiechu Friedricha.
- Nie mam zamiaru się oddalać. Nie wtedy, gdy mogą mnie spalić, pociachać i... cokolwiek innego. - Oznajmiła, krzyżując ręce na piersiach.
Wiedziała, że na razie przez humory lisa nic z nim nie załatwi. Chyba że za trwający długo pairing. Najgłupsza rzecz, jaka mogła spotkać kogoś, kto jest i forever alone, i stawką za coś.
Gdy wyszedł z pokoju, popatrzyła tylko z WTF'em, ale gdy wrócił, uśmiechnęła się i przytaknęła.
- Czemu nie. Chociaż trochę obawiam się tego, co tam ujrzę. - Dodała, facepalmując.
Nie wiedziała, co tam się dzieje, bo omijała pokój Sandersa szerokim łukiem. A poza tym jest przysłowie - What was seen, cannot be unseen.
- Nec, ty pilnuj Emila. Jak coś mu się stanie, to normalnie cię wykastruję bez znieczulenia. - Powiedziała radośnie-sadystycznym głosem w myślach do Neca, zanim podeszła do drzwi.
Nie ma to jak troska o przyjaciół.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 3:53 pm

Kiedy tamci się już ustawiali pod drzwiami, w progu pojawiła się Mar. Miała ogromne rumieńce na twarzy, spódniczkę wyraźnie krzywo założoną, nie miała jednego rękawa oraz jednego buta, ale za to na głowie dzyndzała jej papierowa korona. W kilku miejscach miała też czerwone ślady, tzw. "malinki". Cóż, zaszalała sobie trochę z Niclasem.
- Cholera jasna, chodźcie tam. Zajebiście jest. - powiedziała z szerokim uśmiechem, poprawiając papierowy szajs na głowie.
Złapała ich za ręce i podskakując niczym jebany czerwony kapturek, dotarła pod drzwi "Imprezowni", które szybko otworzyła z buta. Oczywiście od razu przywitały ich wielkie płomienie, ale Mar się przyzwyczaiła na tyle, że nawet nie odskoczyła. Ufała Arthurowi i reszcie na tyle, że sądziła iż jej nie przyjarają. Podbiegła do jakiejś półki i wróciła z dwoma piwami, które wręczyła Karinie i Friedowi. Sobie wzięła małą puszkę Heinekena, po wypiciu kilku łyków zaczęła się rozglądać.
- Kari, zdejmij to, bo się spocisz. - powiedziała głośno, gdyż przez rozmowy, śmiechy i głośną muzykę mogła jej nie dosłyszeć.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 3:55 pm

Zobaczyła Mar i... Nie wiedziała już, co myśleć o pomyśle samego pójścia tam. Miała wręcz minę z grupy "Dobra, kurwa, nie podoba mi się to". Ale że Mar już ich złapała i tam zaciągnęła, odwrotu nie było. Przynajmniej piwo dostała.
Faktycznie po chwili ściągnęła polar i walnęła na parapet.
- Ta, ciepło tu. - Mruknęła sarkastycznie, wzruszając ramionami.
Cóż, zmieniła sobie tryb językowy, przynajmniej chwilowo.
- W co ja się wpakowałam... - Burknęła do siebie, rozglądając się po pokoju Matta. Tym lepiej, że jego samego teraz tu nie było.
Otworzyła swoją butelkę podręcznym otwieraczem z krawata (Chryste, można by pomyśleć, że ona w tym krawacie ma dosłownie wszystko), po czym znowu go tam wplotła.
- Jeśli tutaj przeżyję, to będę się ubiegać o Order Beara Gryllsa. - Oznajmiła, robiąc typowy "Freddie Mercury Win Pose" i wzięła duży łyk piwa.
Miała tylko nadzieję, że nie skończy jak Emil na korytarzu.
I miała nawet plan, by po niedługim czasie się zmyć z tego roomu, bo nie zakluczyła swojego pokoju, a jak wiadomo - Dwóch pierdolniętych psychicznie facetów wciąż krąży po studiu.
Powrót do góry Go down
Arthur Degenhardt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 04/01/1975
ORIGIN : Lipsk, Niemcy
Age (2016) : 42
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 3:59 pm

Wesołym, pląsającym krokiem podszedł do Friedricha i Kari. Oczywiście też uczestniczył w wymianie koszulkami, więc miał na sobie odzienie Ivana. Na oczach miał (damską!) maskę karnawałową (z brokatem, cekinami i innym szajsem), w dłoni oczywiście miotacz ognia, którym wystrzelił jeden krótki płomień w górę. Jego ramię było rozcięte, ale wydawał się nie zdawać sobie z tego sprawy. Choć tyle bawił się ogniem, wciąż nie był poparzony, co było dość zaskakujące. Dodatkowo na głowie też miał papierową koronę, ale dużo większą niż ta Mar. W końcu on był królem, a ona księżniczką, czy tam królewną. Chuj wie.
- Witam w naszych skromnych progach! - ryknął tak jak śpiewał na koncertach i jebnął w sufit kolejnym płomieniem.
- Jak się czuje twój kochanek, hm? O ile dobrze pamiętam, odpadł dość szybko. - zaśmiał się głośno na wspomnienie Emila po "alcoolo powa!".
Złapał dziewczynę za krawat i zaczął owijać go sobie wokół palca, rozplątywać, znowu owijać i znowu rozplątywać, prawą dłonią zaś opierając się o pobliską ścianę. Był tak pijany, że łatwo mu było się teraz przewrócić. Spojrzał na Friedricha z chytrym uśmieszkiem.
- A właśnie... Gordon cię szukał. - powiedział i zagwizdał cicho na znak, że pewnie mu wpierdolą zaraz.
Ledwo jednak skończył to zdanie, a został tak popchnięty do przodu, że praktycznie mógłby zgnieść Amerykankę stojącą przed nim. Na szczęście udało mu się tego nie zrobić, więc "wyplątał" dłoń z jej krawata i spojrzał, kto był winowajcą.
- Naaaviiitskiii, szmatooo! Przegiąłeś, chujkuuu! - powiedział, po czym zaśmiał się głośno i pierdolnął płomieniem w Mikhaila, który już zaczął zapierdalać w tłum.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 4:05 pm

Arthur podszedł, a ona już miała złe przeczucia. Innych nie mogło być, chyba że przeczucie trzebaspierdalania.
- Kochanek?! Chciałbyś. - Syknęła głośno, patrząc na niego zmrużonymi oczami.
Kari nazywania Emila per jej "kochankiem" tak bardzo nienawidziła, jak ludzie mogą nienawidzić Justina Biebera, albo bardziej. Przywalić to mu nie przywaliła, bo Brennentier miał pewną przewagę. Chociażby dlatego, że miał miotacz. Ale i tak miała mu ochotę trzasnąć w rękę za tykanie jej krawata.
Sprytnie zdążyła się odsunąć, zanim Niemiec ją prawie przygniótł, ale skoro były już tego typu akcje, to był znak dla niej, by powoli się zwijać. Zebrała trochę many do czakry ognia (Gdyby próbowała z wodą, byłoby nieciekawie w takich okolicznościach), toteż jej tęczówki przybrały kolor czerwieni, a nawet jej głos uległ nieco zmianie. Można go było porównać do żeńskiego głosu Raphaella, gdy darł ryja. Pewnie Nec rzekłby "chropowaty" i porównał do żeńskiego Mr. Puffina.
W każdym razie gdy już zrealizowała etap pierwszy planu, podbiegła tylko szybko po bluzę.
- No to nakurwianie time! - Rzekła w tejże nowej "tonacji" i z bluzą w jednej, a z piwem w drugiej ręce jebnęła salto przez płomienie do drzwi, które zresztą wykopem jak otworzyła, tak i zamknęła.
Rozejrzała się po korytarzu. Niespodzianek ciąg dalszy - nie dość, że usłyszała kroki i rechotanie pod nosem, to jeszcze patrząc na prawo dostrzegła błyśnięcie stali... I już wiedziała, że trzeba spierdalać.
Tak więc zakręciła na lewo z poślizgiem, przy okazji wrzeszcząc jak opętana i wleciała do swojego pokoju.
Gdy już była w środku, ciągnęła klamkę przez bluzę w swoją stronę stojąc oparta o ścianę, by jej brat ani nie otworzył drzwi, ani nie przypierdolił jej w najgorszym wypadku toporem, gdyby już chciał wleźć siłą.
Z kolei nie zakluczała, by w razie czego ktoś z jej sprzymierzeńców mógł wbić.
- Zajekurwabiście. - Wydyszała wciąż "nowym" głosem, rozglądając się po pokoju, czy nic nie ucierpiało, ani nie zginęło.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 4:07 pm

Ralph akurat przechodził się korytarzem rozmawiając przez telefon, kiedy nagle zauważył w mroku pijaną postać Raphaella. Znał już dość ciekawą historię miłości jego do Kariny, więc od razu uświadomił sobie, że pewnie chce się dostać do pokoju, w którym właśnie jest dziewczyna i prawdopodobnie coś jej zrobić.
Uśmiechnął się więc ironicznie i rozłączył z rozmówcą. Komórkę schował do kieszeni spodni, gdyż marynarkę gdzieś zostawił, a swoją koszulę wymienił na niechlujny T-Shirt Simona.
Niczym ninja pojawił się za blondynem, używając capoeiry przewrócił go, ukucnął obok i unieruchomił go wprowadzając w stan odrętwienia. Jednak użył tak na prawdę bardzo małą część swojej mocy, dlatego też Raphaell prawdopodobnie miał być "sztywny" przez jakieś dziesięć, dwadzieścia minut góra.
Portugalczyk podniósł się, poprawił ubiór i kopnął lekko w drzwi kilka razy, co u niego było "pukaniem". Następnie obrócił się w prawo, oparł plecami o ścianę i skrzyżował ręce na piersiach.
- Tu Ralph, na razie go unieruchomiłem. Nic ci nie jest? - spytał wystarczająco głośno, aby dziewczyna go usłyszała.
Przez moment zastanawiał się, dlaczego ma aż tak dobre serce, aby pomagać komuś, na kim mu nie zależy. Uświadomił sobie jednak, że na swój sposób zależy mu na Friedrichu ze względu na to, że traktował go jak brata i nie mógł pozwolić, aby jego przyjaciele ginęli. Szczególnie z rąk swoich pojebanych braci.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 4:08 pm

Przy pukaniu się trochę wystraszyła, ale po usłyszeniu głosu Ralpha odetchnęła z ulgą, rzuciła bluzę na łóżko i otworzyła drzwi, po czym się zza nich wychyliła.
- Nie, nic. Tak myślę. - Oznajmiła trochę spokojniejszym głosem i wyszła na korytarz.
Spojrzała na prawo, ale ledwo dostrzegała sylwetkę Raphaella leżącego jak rozjechana żaba.
- Dzięki. - Powiedziała jeszcze uśmiechając się i momentalnie próbowała pozbyć się jakichkolwiek resztek many z czakry ognia tak, jak zrobiła to z wodą, ale najwidoczniej nie mogła - Za bardzo się w pokoju Matta stresowała, a emocje również wpływają na magię. Pozostało jej próbowanie ogarniania swojego głosu, by nie drzeć niepotrzebnie mordy.
Chwilę stała wryta z pokerface'm patrząc w stronę leżącego brata.
- Cholera, a mówiłam Friedowi, że się nie oddalę. - Mruknęła, strzelając double facepalma z wzdechem zażenowania względem siebie.
- Ale z drugiej strony... Nie zakluczyłam pokoju, a Raph był już tutaj. - Dodała, próbując się pocieszyć durnym faktem, że gdyby nie wyleciała na czas z pokoju wokalisty A7x, to jej brat wbiłby albo do tego samego roomu, albo od razu poszedł do jej "siedziby".
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 4:10 pm

Kiedy Karina wyjrzała z pokoju, przeniósł na nią swój wzrok, a słysząc, że wszystko OK, skinął głową, nie zmieniając postawy.
- Nie ma sprawy. Jestem coś winny Northeimowi po tym, jak go pobiłem kilka godzin temu. - odparł wyraźnie dając jej do zrozumienia, że robił to TYLKO ze względu na Laberianina, a na nią samą nie.
Uświadomił sobie jednak, że strasznie dziwnie mówi, więc zrobił przez kilka sekund WTFa.
- Weź sobie może jakiś Cholinex, co? Jak nie masz, to pewnie Dragunov ma. - zaproponował przenosząc wzrok na rozjechanego Raphaella.
Prychnął krótko, co zabrzmiało też jak wredny śmiech. Kiedy Karina powiedziała mu o swojej "obietnicy" w stosunku do Frieda, pokręcił lekko głową, spojrzał w górę gestem "Boże, dlaczego?" i poszedł do pokoju Matta, z którego wyszedł prawie równie szybko.
- Obawiam się, że dzisiaj to już nie będzie zdolny do dosłownie niczego. Kretyn zaczął chlać. - powiedział tonem przypominającym jednocześnie syczenie.
Zaklaskał jednak trzy razy.
- Ale jestem pod wrażeniem, że tak długo utrzymałaś go od powtórnego najebania. W Laberii pamiętam, że był nie tylko królem krainy ale też królem szybkiego upicia. - dodał, a przez jego twarz przemknął cień uśmiechu.
Spojrzał jeszcze raz na Rapha, a w jego oczach pojawił się tajemniczy błysk.
- Jak chcesz, to mogę go zahibernować. Sobie poleży jeszcze kilka(naście) dni, to może mu się odechce. - zaproponował i strzelił kośćmi palców.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 4:12 pm

Skinęła tylko na okoliczności pomocy, co nie zmieniało faktu, że i tak była wdzięczna. Wolała nie walczyć 1v1 z bratem, a szczególnie na korytarzu.
- Nie trzeba, to chwilowe. - Powiedziała, starając się przywrócić chociaż głos do normy, ale to nie jej wina, że tak na nią czakra ognia oddziaływała. Wolała to, niż brzmieć jak jakaś smarkula, gdy posiadała nadmiar many w czakrze wody. To było wręcz wkurwiające.
- Jak bym się tego nie spodziewała. - Syknęła, kręcąc głową w zażenowaniu.
Gdy usłyszała jeszcze jeden "przydomek" Friedricha, przeniosła wzrok na Ralpha.
- I pewnie utrzymałabym dłużej, gdyby nie to, że moi koffciani rodacy postanowili sobie uprowadzić Mar na popijawkę, a więc poszliśmy z Friedem po jakimś czasie sprawdzić, czy wszystko dobrze. No i Mar nas wciągnęła. Tyle, że ja wyparowałam tuż po durnych zagrywkach Arthura, a potem wiadomo już, co się działo. - Zdała relację z tego, co się działo w ostatnim czasie, strzelając facepalma.
- Nec chyba w jakiś sposób umie obniżać poziom alkoholu we krwi, patrząc na to, jak w miarę szybko wytrzeźwiałam. Ale robi to tylko w moim pokoju, bo mu się kity nie chce ruszyć. - Oznajmiła jeszcze, na chwilę zaglądając do pokoju, po czym znowu go zamknęła i spojrzała na swoją butelkę piwa.
- W takim razie Emil niedługo powinien poczuć się lepiej. - Dodała z uśmiechem, po czym zaczęła zastanawiać się nad tym, czy warto brata jeszcze hibernować. - Myślę, że powinno się raczej zahibernować jego popieprzonego daemona.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Wto Gru 24, 2013 4:14 pm

Słuchając urzekającej opowieści dziewczyny, wyjął papierosa podjebanego Northeimowi i zapalił. Nie proponował dziewczynie, bo wiedział, że nie pali, więc po prostu włożył resztę do kieszeni.
- Tak, Arthur jest zagrożeniem dla otoczenia jako pijany Niemiec, ale wydaje mi się, że nie jest aż takim kretynem, aby kogoś spalić za pomocą tego swojego miotacza ognia. Z resztą jego kumple chyba też są dość "ogarnięci", nawet po pijaku. - powiedział opierając się tyłem głowy o ścianę i przymykając oczy.
Spojrzał na Karinę kątem oka, kiedy opowiadała o swoim Daemonie.
- Nie chce mu się ruszyć, bo trochę podziałał wieczorem, nie? - odparł znów spoglądając przed siebie.
Wiedział o tym całym zajściu w schowku, bo oczywiście szczęśliwy Friedrich musiał opowiedzieć to zarówno jemu jak i Gordonowi.
- Emil? Sprawdź jego bok, bo Athanasakos klął pół godziny przez to, że się potknął o niego. Mógł więc go kopnąć ze dwa razy, znając go. - powiedział zaciągając się mocno.
- Co do daemona... Jak chcesz to się nim zajmę. - zaproponował, gdyż w zasadzie i tak mu się nudziło, to przynajmniej mógłby wreszcie sobie poćwiczyć moc bez narzekań innych.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:14 am

Gdy usłyszała od Ralpha to, co wiedział o Necu, zrobiła suchą fontannę.
- O Chryste, ty też już wiesz? - Spytała, strzelając szczododszcza z butelką piwa.
Miała przeczucie, że zaraz szczeniaczki Zigi i Neca staną się głównym tematem rozmów wszystkich osób w budynku. Jak będą miały na imię, jak będą je wychowywać, jaki będą miały kolor... Pierdolca dostać można.
- W każdym razie... między innymi. - Odrzekła, robiąc wzruch ramionami i łyknęła trochę piwa z butelki.
Przytaknęła na propozycję sprawdzenia boku Emila.
- Pewnie tak zrobię, a przy okazji zakluczę pokój, by jakieś pijańce się tu nie wbijały. - Dodała, po czym zaśmiała się cicho.
Cóż, trzeba było w tym momencie podjąć kroki samoobrony, skoro jej Wigilijne Kółko Towarzyskie poszło się najebać.
- Wolna ręka. Maruseria będzie pewnie wdzięczna, bo znając Listraesza po pijaku próbował się do niej dobrać. A ona nie bardzo go koffcia. - Stwierdziła, spoglądając na Portugalczyka.
Głos powoli wracał jej do normy, ale wciąż widoczne były wpływy ognia na jej osobę. Zwłaszcza po czerwonych tęczówkach. Kto popatrzy w oczy Kari, ten się dowie z jakich żywiołów obecnie korzysta. I tak mało kto ma na to odwagę.
True Story.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:16 am

Zaśmiał się cicho i pokręcił głową, trzymając papierosa w ustach. Wyjął go i strząsnął popiół.
- Tak, wiem. Gordon też. Ba, dowiedzieliśmy się nawet wcześniej niż ty. - powiedział znów spoglądając na nią kątem oka.
- Pamiętaj, jeśli chodzi o informacje dnia od Northeima, to my jesteśmy pierwszymi odbiorcami. Co prawda dla mnie to bynajmniej nie była informacja dnia, ale wiedzieć warto. - dodał tonem wyraźnie dającym do zrozumienia, że to akurat powinno być oczywiste i w żaden sposób nie powinno być zaskakujące.
- Obawiam się, że teraz będą głównie pijańce. W zasadzie nie głównie, ale tylko. Może ktoś wytrzeźwieje w międzyczasie, ale pewnie niezbyt prędko. Może zamknij sobie pokój i idź spać jak grzeczne dziecko? - zaproponował i zaśmiał się "wewnętrznie", praktycznie nie otwierając ust.
Informacja o możliwości udupienia Listraesza pobudziła go lepiej niż napój energetyczny. Wyszczerzył się niczym posiadacz ognia piekielnego w swoim ciele.
- Z wielką chęcią. Jak się pojawi w moim pobliżu to pogonię skurwysyna. - "ucieszył się", gdyż uwielbiał udupiać wszelkie istoty żywe na dłuższy czas.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:18 am

- Domyślam się, w końcu "bracia" to priorytet. O swoim jednakże tego powiedzieć nie mogę. - Dodała, spoglądając na ofiarę ataku unieruchamiającego ze śmiechem.
- Chociaż jest nadzieja, gdy jest trzeźwy. - Dodała, biorąc znowu łyk piwa.
Gdy dowiedziała się o stanie ludu w budynku, lekko się skrzywiła.
- Na razie wiem, że Alandzki Sensei jest trzeźwy, bo patroluje. - Oznajmiła.
W końcu ochroniarz trzeźwy być musi.
- A więc muszę teraz sama pilnować, by Matt nie wrócił za wcześnie z "zakupów". Coolio. - Mruknęła, wywracając oczami i ponownie wzięła łyk piwa, które zresztą się powoli kończyło.
W końcu nawet dwóch Islandczyków, Estończyk i Ameryknin mogą nie potrafić zatrzymać Sandersa przez szybkim powrotem.
Na propozycję znowu odwróciła wzrok na Ralpha.
- Zmieszczę się chyba obok Emila. - Stwierdziła z uśmiechem.
- A jeśli jakiś pijak spróbuje mi do pokoju wbić, to Nec mu obniży poziom alkoholu we krwi, skoro wiem, że potrafi. - Zaśmiała się jeszcze, po czym ironicznie spojrzała na butelkę trzymaną w ręce.
- Jak z chęcią, to miło. I tak sama jestem mu winna wpierdol, ale nie mam zamiaru teraz się męczyć. - Uznała strzelając minę "Mam teraz wyjebane".
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:20 am

- Ta... bracia. Trzyosobowa wataha, kurwa mać. - odparł i opierając się plecami o ścianę, "zjechał" po niej tak, że osiadł na podłodze z prawą nogą zgiętą, a lewą wyprostowaną przed sobą.
Pamiętał jakby to było wczoraj, gdy Friedrich wskoczył do sali w której siedział on i Gordon, po czym wydarł się, że kiedyś myślał o sobie jak o jednoosobowej watasze, ale teraz zrozumiał, że powiększyła się ona o dwie osoby.
- Mam prawo jednak twierdzić, że jeden Böril nie poradzi sobie z około pięćdziesiątką upitych facetów. - podsumował drapiąc się po głowie lewą dłonią i po raz kolejny zaciągając papierosem.
- Nie sądzę, aby wrócił przedwcześnie. Może ten wasz Walmart i jest otwarty całą dobę, ale pewnie nie znajdzie tam wszystkiego, co wymyśliliście. - stwierdził spoglądając wgłąb korytarza.
Doskonale wiedział, że Northeim darł się za niego i Athanasakosa o wino i papierosy. Jednak nie miał nic przeciwko free wine, więc nie robił też z tej przyczyny żadnej afery. Słysząc jednak o planowaniu spania koło Emila, zaśmiał się cicho.
- Postaw się w jego sytuacji i pomyśl, co on pomyśli jeśli się obudzi koło ciebie w jednym łóżku. - powiedział spoglądając z grymasem (będącym prawie uśmiechem) na twarz Kariny.
- Ah, i pamiętaj też, że niektórzy są groźni nawet bez alkoholu. Więc jak nawet twój kudłacz obniży im ten poziom, nie oznacza to, że od razu będą potulni jak baranki. - dodał i spojrzał na Raphaella lekko przymrużonymi oczyma.
- ...dawno nikogo nie "zatrzymywałem", więc muszę przyznać, że trochę mi tego brakuje. - dodał tłumacząc, co kryje się pod wyrażeniem "z chęcią" w tym wypadku.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:22 am

- True story. - Skomentowała tylko z pokerface'm, bo... Takie były fakty, no. Przynajmniej wiedziała, że Alandczyk głupi nie jest, wręcz przeciwnie, toteż na pewno nie rzucałby się z kijem na pięćdziesiąt osób... w przeciwieństwie do Raphaella pakującego się non-stop w kłopoty.
- Mam prawo potwierdzić. - Powiedziała i zaśmiała się głośno.
A nie tylko Walmart był w okolicy. To jeszcze bardziej ułatwiało przytrzymanie Sandersa z dala od studia.
Gdy usłyszała, co Ralph ma do powiedzenia na temat zacnego pomysłu, facepalmnęła chyba z takim impetem, że padło nawet ciche echo.
- Cholera, faktycznie. Mogłabym się nawet postawić w miejscu Mar, która o tym się dowiedziała, albo Neca. W końcu Nec supportuje dwa pairingi ze mną... - Zaczęła mówić, ale szybko przerwała, przypominając sobie dokładniej jakie to pairingi Nec chciał głosić, więc wręcz ugryzła się w język.
- ...W każdym razie Mar by zaczęła o tym trąbić naokoło, twierdząc, że stało się to, co się stało, a Emil nie ogarniałby psychicznie kompletnie zaistniałej sytuacji. Biedak. - Dokończyła, biorąc sprawę dość filozoficznie.
- Daruję se pomysł. - Oznajmiła, śmiejąc się głosem typu "Ojej, ale ja głupia".
- Cóż, Li chyba za bardzo wpływa na Neca, a teraz chętnie mu bym wpierdoliła, więc... Jak ktoś chce, proszę bardzo. - Stwierdziła, biorąc łyk piwa, po czym pokazała kciuk tym słynnym, Jimowym stylem.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:24 am

- Oczywiście, że true. Ja tylko taki "cud" widziałem raz w życiu, Gordon załatwił około pięćdziesięciu gości, ale były inne warunki. Tamci byli trzeźwi, kiepsko wykształceni w walce i po długiej podróży. A on... wkurwiony. Sama rozumiesz. - powiedział wspominając, jak to był jeszcze księciem i wraz z rodzicami pojechał do Yary, aby porozmawiać z Athanasakosem, który kilka dni wcześniej odziedziczył tron po zmarłym ojcu.
Doskonale pamiętał, jak jechał na koniu po drodze między górami i na pewnym wzniesieniu dostrzegł jak w oddali przyszły członek "trzyosobowej watahy", pełen furii kasował wręcz przeciwników.
Kiedy dziewczyna zaczęła mówić o reakcjach jej przyjaciółki i Daemona, nie wyglądał na przejętego ani trochę. Nie pytał też o te pairingi. W końcu co go to obchodziło? W ciszy wciągnął jeszcze dym do swoich płuc dwa razy i chwilę przyjrzał się Raphaellowi. Debil.
- Zajmę się tym skurwysynem, ale najpierw wypalę. - mruknął i kciukiem lewej dłoni zaczął naciskać na poszczególne palce, aby postrzelać kośćmi.
Następnie zrobił coś takiego też drugiej ręce i po raz kolejny zaciągnął się i wypuścił szary obłoczek, ani trochę nie myśląc o tym, aby pobawić się w jakieś kręgi, tak jak robił Friedrich.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:27 am

- Osoby pod wpływem emocjonalnym mogą wszystko. Kurwa, like, wszyściutko. - Oznajmiła, spoglądając w sufit.
Ciekawił ją samą fakt, że wszystko zaczęła brać na pogląd bardzo logiczny i filozoficzny. To było wręcz niepokojące. Obawiała się, że zacznie gadać jak Alexstrasza, Ysera, czy ktokolwiek by tam nie był ważniejszy na Azeroth.
Kątem oka dojrzała, że Ralph nie wygląda na przejętego i ją to szczerze trochę ucieszyło. Chodziło głównie o pairingi - wszyscy prawie się jej czepiali, szczególnie jeśli chodziło od Emila. Poważnie, w takiej sytuacji można było rzygać wszystkim (nawet tęczą), a gdy się już zobaczyło osobę, która nie bierze w tym wszystkim udziału, to kamień spadał z serca.
A przynajmniej ona to tak postrzegała jej tokiem myślenia.
- Dobra. Tylko uwaga na Maru, jeśli jest w pobliżu Li, a jestem prawie tego pewna. - Powiedziała jeszcze, po czym wypiła ostatniego łyka piwa i z całej siły pierdolnęła pustą butelką w stronę leżącego Raphaella tak, by nie wycelować w niego, a szkło roztrzaskało się gdzieś blisko ofiary o podłogę.
- Chuj z butelką. - Mruknęła jeszcze do siebie charakterystycznym głosem, próbując wyładować czakrę, co się częściowo udało poprzez emocje.
Pozostało jej teraz chwilowe skupienie, czy tam wyciszenie się.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:51 am

- Tak, wszystko... szczególnie, jeśli to Gordon. W obronie królestwa wszyscy jesteśmy gotowi spuścić wpierdol innym, chociaż mamy wojska. Ale co to za władca, jeśli swoich żołnierzy pcha na śmierć, a sam stoi gdzieś daleko albo idzie jako ostatni? W Uta-Dej dużo jest takich, ale my zawsze jedziemy na przodzie. - powiedział i westchnął tak cicho, że aż niesłyszalnie.
Tęsknił za Endą, ale oficjalnie po za "watahą" nigdy się do tego nie przyznał. Chciał zrobić z siebie kogoś, kto jest niezależny i nigdy za niczym nie tęskni. Tak na prawdę jednak tęsknił, ale tylko za swoim królestwem lub za braćmi.
Skinął głową na prośbę o uwagę na Maru.
- Postaram się. - mruknął tylko, spuścił głowę i zamykając oczy znowu wciągnął dym.
Kiedy usłyszał butelkę, podniósł gwałtownie łeb i spojrzał na rozbite szkło. Nie spodziewał się tego, a kiedy był zamyślony to przestawał myśleć o świecie i po prostu został jakby "wyrwany" z własnych myśli. Nienawidził tego, ale skoro tak...
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:53 am

- Skąd ja to znam... A tak, smoczyska z Azeroth. Większość robi tak, jak opisujesz. Jeśli będę musiała zostać tym jebanym aspektem, to na pewno nie będę postępować jak inne osobniki tej rangi. Z wyjątkami. - Stwierdziła, przypominając sobie, że często mniejsze dragonflighty nasyłały na Wyrmrest Temple swoich żołnierzy (którzy zresztą szybko ginęli), a Malygos znany jako aspekt magii - Obstawił wręcz całą tą świątynie wzdłuż i wszerz swoimi wojskami. I te wojska wcale nie służyły do obrony budowli, a wręcz przeciwnie.
Kari nie chciała zostać aspektem między innymi dlatego, że nie wiedziała, czy nadaje się na rządzenie. W końcu aspekt to coś adekwatnego do króla i królowej.
Uśmiechnęła się tylko na odpowiedź w związku z Maruserią, ale po pierdyknięciu butelką spojrzała od razu na Ralpha.
- Sorry. - Mruknęła tylko ciut normalniejszym głosem, na wszelki wypadek.
Wolała nikogo nie wkurwiać, a przynajmniej nie teraz.
Było widać nawet po jej oczach, że wszystko wraca do normy, dlatego też w tym momencie na chwilę się skupiła, po czym pstryknęła palcami tak jak wtedy, gdy leżała na kanapie podczas Wigilii, by poszedł z tego mały płomień. I to wystarczyło, by sprytnie wyjebać niepotrzebną manę.
- No, w końcu. - Odezwała się w normalnym już dla siebie głosie z typowymi dla siebie zielonymi tęczówkami.
Pozostało bardziej uważać na to, w jakich okolicznościach używać tych cholernych czakr.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:58 am

Skinął głową. Nie miał żadnego szacunku do władców, którzy wysyłali swoich ludzi a sami trzęśli portkami. Dla niego były to zwykłe szuje i wolałby zginąć niż być pod dowództwem kogoś takiego. Honor tak mu nakazywał.
Skinął głową na przeprosiny. Nie wymagał ich, bo sam rzadko przepraszał. Dlatego też praktycznie go ani trochę nie ruszyły.
Zamknął się znów na moment w swoich myślach, ale spojrzał na Karinę, kiedy ta wróciła do normalnego głosu.
- Gratuluję. Widzę, że Cholinex nie był potrzebny. - mruknął trochę ironicznie i skrzyżował nogi w kostkach.
Czujnym okiem spoglądał na Raphaella, czy skurwysyn nie wstaje z tym swoim toporem i nie zacznie zaraz nim wymachiwać jak skończony idiota.
- Mam go "ogarnąć" na dłużej, zostać tu czy zostawić zarówno jego jak i ciebie? - spytał.
Chwilowo postanowił się "zaopiekować" Sullivanami, ale oczywiście wszystko po to, aby później Friedrich nie miał do niego pretensji przez chuj wie jak długo. Oczywiście jakiejkolwiek decyzji by nie podjął, zrobiłby to dopiero po zakończeniu papierosa. Tego, albo następnego. Ale po zakończeniu.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 11:00 am

Gdy Ralph znowu zarzucił Cholinexem, Kari zrobiła ciche "Heh" i skrzyżowała ręce na piersiach, patrząc na Raphaella. Miała nadzieję, że w końcu przestanie mu palma odbijać, ale chociaż wiedziała, że to przez szurniętego Listraesza.
Ona nawet sobie nie zdawała jeszcze niedawno sprawy, że zwykły daemon może tak najebać w życiu.
- Myślę, że nawet jeśli ta pierdoła się ruszy, to powinien się chwilowo ogarnąć. A jak chcesz jeszcze posiedzieć, to mi to nie przeszkadza. - Oznajmiła, uśmiechając się.
- Ale gdybyś był pijany tak, jak wcześniej, to chętnie bym uciekła. - Dodała, śmiejąc się głośno.
I już jej wrócił humor. Próbowała wydarzenia z jakiegoś czasu temu obrócić w sprośny żart.
Na chwilę postanowiła wyplątać z krawata telefon, by sprawdzić, czy nikt się nie dobijał, ale najwyraźniej miała spokój. A przynajmniej jego chwilę. Wplątała znowu komórkę do krawata, po czym oparła się plecami o zamknięte drzwi.
Zakurwiście spokojny kwiat jebanego lotosu na pierdolonej tafli jeziora.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 11:02 am

Siedzenie na korytarzu po mocnym piciu, w stosunkowej ciszy i palenie papierosa górowało wręcz na jego liście ulubionych czynności. Dlatego też nie planował chyba zmyć się zbyt szybko, bo mimo iż siedział na podłodze w półmroku, było mu stosunkowo... przyjemnie. Owszem, siedzenie na dachu jednego z najwyższych budynków w mieście również było niesamowite, ale postanowił wreszcie się... przestać alienować. Przynajmniej tego wieczora, bo miał dobry nastrój przez czynniki wymienione w pierwszym zdaniu.
- Skoro tak mówisz... Cóż, w zasadzie nie chce mi się wstawać, więc gdyby się ogarnął, to nawet by mi to było na rękę. - odparł i uśmiechnął się półgębkiem.
Kiedy usłyszał, że Karina spierdalałaby przed nim gdyby był pijany, wydał z siebie zduszony dźwięk, który na swój sposób mógłby być u niego śmiechem. Nie pamiętał aż, kiedy śmiał się tak prawdziwie, jak to robią ludzie prawdziwie szczęśliwi.
- Nie musisz się bać. Po pijaku w zasadzie znęcam się tylko nad Friedrichem. Znaczy owszem, zawsze może być ten... "pierwszy raz"... - prychnął cicho, krzywiąc się lekko, bo wiedział, że takie wyrażenie tutaj kojarzy się tylko z seksem.
Przyzwyczajony do słownictwa Endy, nigdy nie potrafił się przyzwyczaić do zboczeństw XXI wieku.
- ...ale piję prawie co tydzień i według danych statystycznych obrywają głównie Northeim, Northeim, Northeim, przypadkowi mężczyźni i Northeim. - zakończył spoglądając na dziewczynę wzrokiem "dostań skojarzeń, a dane statystyczne lekko ulegną zmianie".
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:10 pm

- Ja zaś nie lubię wyganiać ludzi. A małe towarzystwo mi wcale nie przeszkadza. - Powiedziała jeszcze z uśmiechem.
Wbrew pozorom była osobą tolerancyjną. Jedyne trzy wyjątki wyganiania to pijactwo osób drugich, wróg agresywny i ekstremalne wkurwienie się na coś. W innych wypadkach nic nie robiła, choćby siedział obok niej skinhead, murzyn, czy nawet pierdolona Chupacabra, która nie atakuje.
Słysząc o zachowaniu Ralpha po pijaku faktycznie dostała skojarzeń, które tak właściwie mentalnie odmachnęła ręką. Przez Mar nie była taką zwolenniczką posiadania skojarzeń, chociaż przez nią również je częściowo miała. Drugie częściowo zaś było po Avengedach.
Po dowiedzeniu się o statystykach przeniosła znowu wzrok na Ralpha.
- No proszę. Swoją drogą trochę współczuję Friedowi. Magia empatii, psiamać. - Mruknęła, przenosząc wzrok zarówno przez siebie, jak i na podłogę.
Czasami nie lubiła swoich empatycznych zdolności, bo często czuła się winna, że nie może w czymś pomóc i takie tam. Zawsze miała pocieszenie, że mistrzem w empatii był Tino, a nie ona.
- Ale przynajmniej się nie poddaje, zawsze wstanie po wpierdolu. Z punktu obserwatora... godne podziwu. - Dodała z lekkim uśmiechem, przypominając sobie, że Northeim został skopany jeszcze tej nocy podwójnie i się tym nie przejął. Oczywiście spojrzała po tym na Raphaella, który najwyraźniej nie miał siły teraz wstać. Albo ochoty.
- A mówi to dziewoja, która sama nie umie się pozbierać, gdy życie spuszcza jej łomot. - Prychnęła jeszcze do siebie z nutą ironii, odchylając z zamkniętymi oczyma głowę w tył, do ściany.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:13 pm

Tak na prawdę, pewnie gdyby Karina nawet próbowała go wywalić, to i tak by "chęci" jej gówno dały. On idzie sobie kiedy chce, a nie, kiedy inni chcą, aby sobie poszedł. I aby to udowodnić był gotów nawet użyć siły, przemocy fizycznej wręcz.
Jednak aby dodać dziewczynie nadziei, skinął głową, że niby się zgadza.
- Nie współczuj mu. To go tylko osłabi. Jak będzie twierdził, że nikt mu nie pomoże w żadnej walce między innymi z powodu współczucia, to nie będzie na nikogo liczył i się od początku lepiej skupi na swoich zadaniach. - mruknął patrząc na ścianę przed sobą, jakby ktoś tam był.
- Charakter ma po ojcu. Znałem go, klawy gość i wybitny władca. Dobrze, że przekazał Friedrichowi swoje geny, bo gdyby miał po matce, to... dobra, jego matka też była świetną kobietą, ale zbyt delikatna... zbyt czuła... zbyt... no wiesz, opiekuńcza, rozpamiętująca i tak dalej. Gdyby taki był, to poległby już na pierwszej wojnie. - dodał i zaciągnął się tak mocno, że aż kaszlnął raz.
Słysząc "wyżalenia" Kariny, spojrzał na nią, lekko przechylając głowę na bok.
- Nie wiem, jak wy, Ziemianie działacie. Znam się na charakterach osób urodzonych w Uta-Dej, ale tutaj nie jestem w stanie ci w żaden sposób pomóc. Może też musisz się "odczepić" od tłumu znajomych i ich współczucia? - zaproponował na chwilę spoglądając jej w oczy.
- Nie, to u ciebie raczej nie podziała. - mruknął i przeniósł wzrok na leżącego blondyna.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   

Powrót do góry Go down
 
Wigilia 2009
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 7 ... 11, 12, 13, 14, 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: