IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sylwester 2009

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Nepeta Leijon

avatar



Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 7:27 pm

- Fair Enough. - Sullivanowie zgodnie odpowiedzieli Mar na sugestię prowadzenia dziennika, bo do głupich pomysłów to nie należało.
- Scheeecteeer... - Teraz darcie ryja Briana przypominało radosną rozpacz.
Zacky widząc cierpiącego kolegę poklepał go po ramieniu. A Johnny... tępo się gapił. Jak sroka w gnat.

Valdis nie dopieprzała się namolnie do kuzyna. To nie było w jej stylu, chociaż większość by tak właśnie pomyślała. Gdy było trzeba - Podeszła. Gdy nie było - Obserwowała, prawie jak Kamile. Podsumowując - Czekała sobie na odpowiedni moment.
A panna rogata słysząc otwierane okno od razu scykorzyła, orientując się, że widać przez szkło jej ogon, iż został umyślnie tknięty. Szybko chwyciła zeszycik w zęby i próbowała spieprzyć na czterech łapach, ale najwyraźniej wiecznie wkurzona osobowość była szybsza. Wierciła się i piszczała, zwłaszcza przez to, że właśnie ludzie będą sobie czytać notatki o sobie, sporządzone przez kotowatą. Tak właściwie przerażał ją wiecznie jednakowy wyraz twarzy Dåvøy'a, ale jakąś chwilę po złapaniu przestała się szarpać. po prostu wisiała ze swoją kocią minką - ni to uśmiechniętą, ni to smutną. Zatrzymali się przed czymś, w rodzaju "ludzkiej szefowej" dla Nepety.
- Czekaj czekaj... znam cię. - Sullivanka zmrużyła oczy i przysunęła się bliżej rogatej. Gestem ręki poprosiła też Marka, by chociaż jeszcze przez chwilkę potrzymał ją w powietrzu - Szczególnie dlatego, że była dość niska, a Kari nie chciało się schylać. Postukała lekko palcem wskazującym w jeden z rogów, po czym delikatnie przejechała ręką po ogonie, a następnie jeszcze na moment się oddaliła, by obejrzeć wszystko.
- Nepeta? Nepeta Leijon, prawda? - Uśmiechnięta stwierdziła i przybliżyła się z powrotem, przy okazji czochrając czuprynę kotowatej, która również wyszczerzyła się słodko wiedząc, że przynajmniej chwilowo nic jej nie grozi.
- :33 < Tak! Purrfekcyjnie, że poznajesz! - Odpowiedziała charakterystycznym dla siebie akcentem, robiąc słodki wymach ogonkiem.
- A tak czułam, że trolle nie wytrzymają długo. - Kari dodała, robiąc nieco sadystyczny uśmieszek. Ale nie spodziewała się, że pierwsza będzie panna Leijon.
- :33 < Mogę swój notesik? - Spytała przybyszka, robiąc "proszący" gest łapką.
- Błagam. Nie mów, że tam masz... Pairingi. Pełno pairingów. - Sullivanka patrząc na zeszyt jeszcze rzuciła z nadzieją zaprzeczenia tego faktu przez trollicę, ale... bez skutku, bo ona tylko to potwierdziła. Tym samym Kari wydała z siebie ciche "FFFFUUU-", podleciała do Mar i wyrwała jej notatnik, sama spoglądając na to, co tam się znajduje. I była w szoku.
- Od kiedy ty to wszystko spisujesz? - Dopytała.
- :33 < Od około tygodnia. - Przyznała się, spuszczając głowę w dół.
- Mother of God. I jest tego aż tyle. Tyle wariantów kwadrantów. Poskreślanych i nieskreślonych, z adnotacjami i bez nich. I wszystko co robiliśmy nawet po pijaku. - Karina zaczęła opisywać, ale w końcu nie wytrzymała mentalnie i z głośnym wdechem oddała notatnik trollicy nie patrząc na nią.
- Przeczytam później. - Stwierdziła jeszcze mrukliwym głosem.
A więc... Istniało coś gorszego, niż supportujący zaledwie dwa pairingi Nec.
Powrót do góry Go down
Kamil Krymarys

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 09/05/1981
ORIGIN : Warszawa, Polska
Age (2016) : 36
Liczba postów : 7


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 7:41 pm

Kamil cały czas w gruncie rzeczy spędzał czas z Jerzym i Konstantinem. Oczywiście pijali sobie wódkę i spoglądali na wszystko, co się działo. Walka Marka z Gordonem zrobiła na nich wrażenie, a gdy słup ognia zaczął dawać im po gałach, założyli okulary przeciwsłoneczne, które zajebali w międzyczasie Mattowi.
Kamil odwrócił się od kumpli dopiero, gdy Duńczyk wprowadził za karczycho jakieś dziwne stworzenie. Po przyjrzeniu się mógł stwierdzić, że to forma żeńska, ale wcale by nie ruchał. Z tępawym uśmiechem na twarzy podszedł bliżej zgromadzenia, akurat, gdy Karina wypowiadała godność dziewoi.
- Napletem lej ją? Dobrze usłyszałem? - ryknął głośnym śmiechem, gdyż po polsku takie wyrażenie miało... dość dziwny sens.
A on, jak zwykle zboczony, już dostał "cudownych" myśli. Jako iż Marianna i Niclas znali już "przydatne" słowa po polsku, także zaśmiali się głośno. Kiedy odczuł na sobie wzrok Marka, pacnął go dłonią w ramię... i od razu zaczął spierdalać z szybkością kurwa geparda, ponieważ chwilę później w pościg za nim rzuciła się pantera Duńczyka i jeszcze minęło go parę płomieni. "Napletem" oczywiście została niezbyt delikatnie upuszczona na podłogę, gdy Mark postanowił się oddelegować, Niemcy zaś wciąż nie mogli się powstrzymać i chwilę później już praktycznie płakali ze śmiechu.
- Jeśli Krymarys to przeżyje, to chyba mu postawię paczkę fajek. - stwierdziła dziewczyna, patrząc jak Polak wyskakuje z balkonu (chwała Bogu, że byli na pierwszym piętrze), a pantera dalej za nim.
- A ja dorzucę wódkę. - przyznał Niclas.
- A ja wino! - wtrącił się Jerry, który również był dość rozbawiony akcją z Bizarre.
- No proszę, niedługo facet jeszcze wygra darmowy pogrzeb. - stwierdził stojący przy oknie i palący Simon.
Szatyn spojrzał w dół i zobaczył, jak Krymarys zwinnie przeskakuje przez płot. Pantera jednak nie dała za wygraną i tak oto ta urocza dwójka pobiegła w głąb miasta.
- Oby wrócił do północy. - mruknął Dåvøy i porządnie się zaciągnął.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 7:50 pm

Słysząc rozumowanie Kamila, Kari jebła histerycznym śmiechem, chociaż nie miała na celu śmiać się z kotowatej. Zamknęła się akurat wtedy, gdy zaczęła się gonitwa. Pomogła wstać niefortunnie upuszczonej trollicy, która sama się już otrzepała z wszelakich kurzów z lekko nadętymi policzkami.
- Dorzucę od siebie pudełko najebanych alkoholem żelków. - Kari dodała także coś od siebie, patrząc na Neca tak, że bez słów zrozumiał, że może sobie ich już nie powpierniczać, przynajmniej dzisiaj.
- Zaczyna się... Nep, jeśli nie chcesz patrzeć, jak rozwalamy przypadkiem studio, to zaprowadzę cię do mojego pokoju. - Kari zaproponowała, by panienka Leijon przypadkiem nie ucierpiała. Może i obserwowała cały lud jakiś czas, ale jak widać - Wszystko może się stać, tydzień nie wystarczy.
- :33 < Jest okej. A jeśli się martwisz, zawsze możesz pomruczeć ze swoim moirailem! - Kari otrzymała bardzo pozytywną odpowiedź, chociaż przez chwilę nie mogła jej ogarnąć.
- Chwila. Ale ja nie mam moiraila. Pokićkało ci się coś? - Spytała w tonie retorycznym, ale nagle uświadomiła sobie, że zaczęła używać Nepeciastych "kocich punów", więc zachichotała na koniec, by to podkreślić.
- :33 < Nie? Jesteś pewna? A ten tam? - kocia spytała wątpliwym głosem, wskazując lekko na tłum (Jako że nie ogarniała wszystkich ludzi obecnych po imieniu), w tą samą stronę Kari też odwróciła głowę i wytężyła wzrok.
- A. Friedrich? Nie, skądże. Z czego wnioskujesz? - dopytała normalnie, bez oburzeń i bulwersów.
- :33 < Zanotowałam w wigilię... A-ale... Nie siedziałam pod twoim oknem c-cały czas i... - odpowiedziała niepewnie motając się z lekkimi wymachami ogonka.
- Dobrze, spokojnie. - Kari poklepała kocią po ramieniu z przyciszonym śmiechem. A myślała, że w oczach innych jest teraz wredniejsza, nieco oziębła i w ogóle przybrała garść samych negatywnych cech. Innymi słowy - Moirail? Bitch please.
- A właśnie, jeśli można... - wzięła jeszcze na moment zeszyt trollicy i przewróciła kartki tak, by otworzyć na sekcji poświęconej Moirallegiance. Faktycznie, Nepeta miała zapisane swoje "przypuszczenia", których nie było mało, doliczając kombinacje z resztą trolli. Sullivanka wyciągnęła wsunięty w okładkę długopis i zakreśliła w kółko parkę "Valdis <> Mark", po czym oddała z wsuniętym już długopisem notatnik właścicielce.
- Nie wiem chwilowo, czy mogę uznać twoją wersję pairinga zapoczątkowanego z winy Neca, ale to, co zaznaczyłam - z pewnością. - zakończyła i poczochrała krótkie włosy Leijon.
Żadna z nich nie zauważyła, że w okolicy czaił się Valbi i podpatrzył akurat zaznaczanie pairingu, a jego reakcją było przywalenie High Five z Jimem.
Szczęśliwy braciszek jest szczęśliwy. Chyba.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 7:58 pm

- Zacznijcie już zbierać te datki, może jak wróci to dostanie przyspieszenia i zgubi tego wielkiego kota. - zaproponował, dogaszając papierosa i zamykając okno.
Peta kulturalnie zostawił w popielniczce i podszedł bliżej zbiorowiska "jarającego się" Napletą. Poprosił Mar o szybkie wytłumaczenie o co chodzi z tym notesem, po czym stanął za Kariną i spojrzał jej przez ramię jak zakreśla Valdis z Markiem. Uśmiechnął się słabo, bo wiedział, że gdyby jego brat to zobaczył to oni wszyscy zaraz by mogli dołączyć do Kamila i nie wracać przynajmniej przez najbliższe trzy miesiące. Na wszelki wypadek rozejrzał się i zobaczył kochanego braciszka na horyzoncie.
- Ożeszkurwa. - mruknął cicho i przeniósł szybko wzrok na notes.
Szybkim ruchem wyrwał go dziewczynie i równie błyskawicznie, całkiem delikatnie aby nie zniszczyć całego, wyrwał tą część, którą przed chwilą jarali się wszyscy w kółku.
- HEJ, Gordon. Jestem pewien, że nie trafisz latającego celu! - krzyknął do Greka, może nawet nie będąc samemu pewnym, czy to dobry pomysł.
Kiedy tylko zobaczył, że Athanasakos wyjął pistolety i na prawdę jest gotowy do strzału, od razu rzucił zmiętoloną karteczką najdalej jak mógł, oczywiście chwilę później leżała już ona zrobiona ogniem w drobny pył.
- Ok... Zwracam honor, jesteś wielki. - uniósł dłonie w geście "Watch Out, We've Got..." i przeniósł wzrok na Marka, przed którym właśnie posunął się do kroku o nazwie "wyzwij Gordona".
- Mark, bracie mój kochany! Próbowałeś już trunków tego wieczora? - spytał wymuszając na sobie sztuczny, bo sztuczny, ale szeroki uśmiech.
W odpowiedzi dostał jedynie widok środkowego palca Marka, gdy ten wyszedł z sali z nieznanych mu przyczyn, odetchnął z ulgą.
- Przepraszam za to, ale wiecie... wolałbym nie zrobić sobie bieżni wokół Los Angeles. - powiedział ściszonym tonem.
Złapał piwo, szybko otworzył leżącym obok otwieraczem i wziął trzy porządne łyki.
- I w ogóle która to już godzina? Chyba niedługo powinniśmy zacząć rozstawiać fajerwerki. - zainteresowany czasem, wskazał jednocześnie kciukiem na drzwi.
Powrót do góry Go down
Dave Strider

avatar



BIRTHDAY : 03/12/1991
ORIGIN : Houston, Texas, Stany Zjednoczone
Age (2016) : 25
Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 8:44 pm

On również podpatrywał notki Nep. Wiedział o nich dłużej niż Kari, ale o zawartości też miał tyle pojęcia, ile może być witamin w Coca-Coli. Jej "OTP" był pairing... "Nepeta <3 Karkat". Dokładnie - Najsłodszy troll i Najbardziej-drący-mordę troll. Ale podobno przeciwieństwa się mogą przyciągać, nie?
Patrząc na tą całą akcję z rozwalaniem kartki z pairingiem aż lekko podniósł okulary (Tak, żeby nikt nie patrzył na jego gały, rzecz jasna) i wzrokiem podążał za kartką do momentu jej rozwalenia.
- Spoko. - Dave podsumował, opuszczając na nos sunglassesy.
Karina jeszcze na chwilę wzięła zeszyt i spierdoliła na schody, by ukradkiem na czystej kartce w sekcji Moirallegiance znowu dorysować "zniszczony" pairing, by Leijon nie miała do nikogo żalu. Tym razem jednakże zagięła kartkę tak, by nie było go widać od razu jak się tylko rzuci okiem. Powróciła po tym do tłumu i już przy Nepecie znowu otworzyła notatnik - Tym razem na sekcji Matespritship i drugim kółkiem zakreśliła pairing "Mar <3 Niclas".
- To takie oficjalne, że mózg rozjebany. - Dodała i cicho zaśmiała się, po czym wsunęła długopis i dała sobie chwilowy spokój z maltretowaniem notatek, oddając zeszyt kotowatej. Najwyraźniej spodobała jej się zabawa w "Sprawdzanie Mitów: Pairings Edition", tylko bez przesady.
- Nic nie szkodzi. A, godzina... - Kari zaczęła mówić, ale nagle usłyszała nienormalny trzask drzwiami, jakby je ktoś z Chucka Norrisa wyjebał.
- Pójdę to sprawdzić. - Matt zaproponował i poszedł do drzwi, jednakże dosłownie mniej niż 10 sekund później wrócił sprintem do pomieszczenia, po drodze nakurwiając przewrót po podłodze. Powodem była blondynka z krótkimi włosami i opaską na głowie, która stanęła wkurwiona w wejściu do pomieszczenia.
- STRRRRIIIIDERRRRR! - wrzasnęła przez całe pomieszczenie, patrząc na blondyna.
- Rose!? - Zaskoczeni Kari i Dave razem w podniesionym tonie spytali i spojrzeli na siebie, a w ciągu sekundy blondynka cisnęła w chłopaka jedną ze swoich igieł (na dodatek niemałą), którą udało mu się uniknąć kucnięciem. Broń utknęła w ścianie, na szczęście nikt więcej nie stał na jej drodze.
Kari od razu zareagowała i podbiegła do niej, chwytając za rękę z drugą igłą.
- Do cholery, co on ci zrobił? - Spytała mrużąc oczy i drugą ręką wyrwała Rose igłę z ręki.
- To nieistotne. I tak nie zrozumiesz przyczyny. - Niezbyt uspokojona blondynka wciąż wzroczyła na Dave'a, na co Sullivanka zareagowała cichym "sigh'em".
Cóż, była zawsze taka tajemnicza, ale nigdy się na Stridera nie wściekała. Kari nie widywała już tej dwójki codziennie, więc wszystko mogło się zdarzyć.
- A niech cię Cthulhu zeżre na obiad! - Prychnęła jeszcze głośno w stronę Dave'a i chociaż niezbyt chciała znajdować się w jego pobliżu, Karina przyprowadziła ją do "Nepeciastej gromadki".
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 8:49 pm

- Nie wiem, czy to bezpieczne dodawać to jeszcze raz, gdy wiesz... sama widziałaś jak potraktował Naple... Nepetę jak ją złapał. Oby już się nie dostała w jego ręce z tym notesem, bo ewidentnie ona może stracić coś więcej niż zeszyt. - powiedział, gdy Karina wróciła.
Cóż, może gdyby dziewczyna nie była trollem tylko człowiekiem, lepiej by to przeżyła. Simon doskonale wiedział, że jego brat nie przepada za innymi ludźmi, ale za to stworzeń z innych planet nienawidzi już kompletnie.
- To, że ja z Niclasem mamy serduszko jest bardziej oczywiste nawet niż to, że Mark to brat Simona. Bez urazy, Sim, ale twój braciszek zachowuje się, jakby był z zupełnie innej rodziny. Eh, te homozygoty recesywne! - Mar jak często pocisnęła hasłem zapamiętanym z biologii.
- Żadnej urazy nie ma, wiem o tym. - odparł i zaśmiał się krótko.
Wszyscy dość dziwnie spojrzeli na blondynkę, która właśnie przybiegła. Oh, czyżby kolor włosów u kobiet zobowiązywał? Na twarzach Niemców i Duńczyków (Kasper wciąż stał obok) pojawiły się sztuczne uśmiechy mające na celu złagodzenie sytuacji.
- CTHULHU? GDZIEEE-?! - krzyknął Jerry, podbiegając do nich.
Łowca guimonów zawsze gotowy do walki, to się ceni. Ale czy nie przeradzało się to już w fanatyzm?
- Nie tutaj, spokojnie. Idź się może swoim Guimonem zajmij? - zaproponował uspakajającym tonem Niclas.
Czarnowłosy zaśmiał się, odwrócił i odszedł kawałek. Z połączenia dobrze przygotowanej podróbki pierścienia dla zastępcy oraz pudełka padło intensywne światło. Gdy pudełko otworzyło się, przed Jerry'm stał jego towarzysz, który przez "okiełznanie" jego bronią zrobił się... słodki? Z wyglądu na pewno, ale w głębi niego prawdopodobnie wciąż drzemała bestia, którą był i wciąż jest.
- SIMON! - wszyscy usłyszeli nagle głośny krzyk i szybkie tupanie.
Dwie sekundy później przez drzwi wpadł Kamil i wskazał palcem na sufit. Dåvøy od razu zrozumiał o co chodzi i splótł palce dłoni, robiąc z tego "podstawkę". Kamil odbił się od jego rąk i uwiesił na dość sporym żyrandolu. Za nim oczywiście wbiegła pantera Marka, która już nie potrafiła aż tak wysoko wskoczyć. Albo może była na tyle inteligentna, że czekała, aż jej ofiara sama spadnie.
- Ej, przygotowujcie swoje dary! Może Kamil przeżyje! Chociaż... - urwał i spojrzał na zwierzę, które wyraźnie było nakręcane negatywnymi emocjami Marka.
- Bądźmy dobrej myśli. - podsumował i Yao Mingnął.
Powrót do góry Go down
Nepeta Leijon

avatar



Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 10:52 pm

- Czego człowiek nie widzi, to go nie boli. - Karina podsumowała krótko z optymistycznym uśmieszkiem.
- Wiem, że to oczywiste! Captain Obvious! Jak dla mnie jest oczywisty "treflik" ze mną, Emilem i Dave'm, ale co do całej reszty mam leciutkie wątpy. Chwila. Właśnie w pewnym sensie zatwierdziłam oficjalnie pairing ze sobą. Dumb bitch. - Orientując się w tym, co jeszcze dodała uwieńczyła wypowiedź podwójnym facepalmem, chociaż wiedziała, że to co mówi to True Story i już.
Rose spojrzała z przekrzywionym łbem na Jerry'ego. Nie spodziewała się, że ktoś w ten sposób nagle podejdzie do tematu.
- O szlag, le żyrandol. - Zacky z zażenowaniem spojrzał w górę, gdy tylko Polak uwiesił się na owym przedmiocie.
- Będę dobrej myśli. Ironicznie. - Dave mruknął i wsadził ręce w kieszenie spodni, patrząc na uwieszonego Kamila.
Nepeta wpadła nagle na genialny, aczkolwiek pomysł w stylu harakiri - Skoro była pół-kotem, to może chociaż trochę udałoby się jej uspokoić Bizarre? To trochę jak rzucić się z dachu ula Equiusa prosto w paszczę Lususa Vriski. A jej Lusus to wielgachna pajęczyca, która kocha wpierdalać inne trolle. Ale co tam, spróbować nie zaszkodzi, W najgorszym wypadku zostałby z panienki Leijon niebieski kłaczek.
Powoli odwróciła się w stronę pantery i podeszła mały kawalątek, ale na taką odpowiednią odległość, żeby w razie agresji od drugiej strony mieć jeszcze szansę na ucieczkę i przykucnęła. Nie mówiła nic, tylko patrzyła na zwierzaka i ewentualnie machała lekko ogonem.
Tylko. Kurna. Spokojnie.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 10:57 pm

Szczerze mówiąc, to zaczął się śmiać gdy Kamil tak fajnie dzyndzał. A więc jednak dobrze, że nie pozwolił, aby Mark zobaczył notes Nepety, gdyż w tym wypadku chyba wszyscy w tej sali musieliby sobie znaleźć żyrandole i walczyć z grawitacją. Kamil podciągnął się tak, aby móc objąć główny przewód i sobie siedzieć.
- Całkiem przyjemnie, choć byłoby przyjemniej, gdyby JAKIŚ WIELKI KOT NIE PRÓBOWAŁ MNIE ZABIĆ. - krzyknął Kamil dodając ironię i podnosząc głos pod koniec.
Bizarre warknął głośno i usiadł, wbijając ślepia w wiszącego Polaka. Simon wybiegł z pomieszczenia, chcąc znaleźć brata i poprosić go, aby już zabrał zwierzę, lecz go nie znalazł. Wyraźnie gdzieś się poszwendał.
- Cholera jasna. - mruknął i wrócił do salonu akurat wtedy, gdy nowa dziewoja zaczęła... uspokajać zwierzę z pudełka?
Uśmiałby się, ale w tym wypadku nie ma żadnego powodu do śmiechu.
- Nap... Nepeta... - zaczął spokojnie, znowu myląc przez Krymarysa jej imię. - Niestety sugerowałbym zostawić Bizarre, gdyż nasze zwierzątka z pudełek mają podobny charakter co ich właściciele i sama rozumiesz... - palcem wskazującym zrobił gest poderżnięcia gardła.
Zwierzak spojrzał na dziewczynę dosłownie na moment i zaraz po tym wrócił wzrokiem na Polaka. Srebrne "naramienniki" kota połyskiwały wciąż kolorem pierścienia blondyna.
- Cały Mark, nic go nie zmusi by oderwał wzrok od tego, co ma zabić. - mruknął i od razu zrobił pokeransigt, gdyż wiedział, że Kamilowi nie spodoba się to stwierdzenie.
Owszem, nie spodobało.
- Masz, napij się wódki chociaż. Tylko postaraj się nie spaść, póki nie uspokoimy panterki. - sięgnął po najbliższą butelkę, stanął na palcach i jakoś udało im się dokonać transakcji.
Duńczyk zaczął rozglądać się, czy przypadkiem "ukochany braciszek" nie wraca, jednak miał niezbyt dobrą nowinę - nie wracał.
- Jak coś, to umiesz tam spać? - spytał Simon z kolejnym Yao Mingiem.
- Bardzo kurwa śmieszne. - odparł Krymarys i zaczął się dziwnie roić, aby sprawdzić, czy może się jakoś ułożyć w miarę wygodnie.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:27 pm

Nepeta jednakże niezbyt chciała się poddać. Mimo bycia świadomą jakie ryzyko niesie takie coś, chciała spróbować - pokazać przy okazji, że nie jest tylko trollową ozdóbką, a że ma w sobie także lwią odwagę. Usiadła po kociemu i nie spuszczała wzroku ze zwierzątka Dåvøy'a. Póki Marka nie było w pobliżu, to chyba innego wyjścia poza Nepetą nie było. Chociaż...
- Ty, Skoro tak, to może zamienimy Valdis w coś kociego? - Triinu nagle wyjechała ze swoim pomysłem po wytłumaczeniach Simona, lecz Valbi z wątpliwą miną popatrzył na panterę, a potem na Estonkę. Kvaranowa nie miała nic przeciwko, tylko trzeba by było poprosić Brenna o pomoc. O eliksir, albo coś. Chwilowo pomysł został zawieszony.
- :33 < Jak nie ja, to tylko Moirail może chyba pomóc. I właściciel. - Panna Leijon stwierdziła jeszcze, potwierdzając częściowo pomysł Triinu, nadal nie spuszczając oliwkowych ślepi z pantery.
- Magia Moirallegiance? - Emil spytał, spoglądając na kotowatą, która przytaknęła.
Teraz to już nie było wątpliwości. Klucz na większość problemów - Znajdź sobie Moiraila!
Niespodziewanie okazało się, że trollica ma przy sobie ukryty mikrofon i głośniczek, żeby w razie czego móc porozumieć się ze swoimi kumplami. Z tychże głośniczków rozległ się wyraźny i krzykliwy głos jakiegoś osobnika męskiego.
- JA PIERDOLĘ. NEPETA. CO TY DO CHOLERY ROBISZ? TO COŚ CIĘ ROZSZARPIE JAK TY ROZSZARPUJESZ SWOJE ZDOBYCZE LUB GORZEJ, A POTEM ZJE, WYRZYGA I ZAKOPIE W JEBANYM LUDZKIM OGRÓDKU, BY TWOJE ZWŁOKI SETKI LAT PÓŹNIEJ JACYŚ CHUJOWI ARCHEOLODZY WYKOPALI I EWENTUALNIE WRZUCILI DO MUZEUM. - Gdy tylko skończyła się litania, lekko zdezorientowana Nep wyciągnęła z kieszeni swojej kurtki mikrofon i odpowiedziała, próbując nadal skupić się na wkurwionym zwierzaku.
- :33 < Ale Karkitty! Ale ode mnie zależy chwilowo sytuacja! Chcę pomóc ludziom!
- CHRZANIĆ TO. MUSZĘ WYSYŁAĆ GAMZEE, ŻEBY CIĘ UPILNOWAŁ?
- :33 < Nie!
- TO DOBRZE. ALE I TAK MAM CIĘ NA OKU. WSZYSCY MAMY CIĘ NA OKU. KARKAT BEZ ODBIORU KURWA MAĆ.
Sullivanka, Strider i Heidrun szczególnie przykuli uwagę do rozmowy, jako że nie mieli okazji jeszcze usłyszeć, lub zobaczyć pana drę-ryja-forever, Kari i Dave jedynie pisali z nim na Pesterchumie, a Emil co najwyżej słyszał pogłoski.
- Wszystko, tylko nie ten psychoklaun. - Kari dodała od siebie, nawiązując do "rozmowy" trollicy z jej kumplem.
Powrót do góry Go down
Markus Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 02/06/1984
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 33
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:34 pm

- O-ooo... - mruknęli jednocześnie Simon i Niclas i chwilę później na siebie spojrzeli, gdy tylko usłyszeli propozycję Estonki.
Co do tego to mieli bardzo złe przeczucia. Mark bowiem gdyby tak się przyjrzeć olewał Valdis jak i wszystkich, choć jej może by nie zabił w porównaniu do osobników płci męskiej. Bizarre natomiast wciąż nie zwracał najmniejszej uwagi na Nepetę.
Słysząc głos z mikrofonika, Marianna wręcz padła ze śmiechu. Już za same te teksty lubiła to drące ryjka stworzenie.
W końcu jednak zwierzak Marka nie wytrzymał i rzucił się na trollicę, ale tylko po to, by trochę ją postraszyć. Tak więc gdy dziewczyna odskoczyła kawałek, pantera wróciła na swoje miejsce. Prawdopodobnie gdyby to był Mark, Nepeta byłaby już pod postacią kamienia.
I zaraz po tym do pomieszczenia wrócił blondyn, spojrzał na Krymarysa i... wcale nie odwołał pantery. Z jej pyska natomiast buchnął mały, różowawy płomień, który na pewno zniszczyłby żyrandol gdyby nie to, że tam nie doleciał. Było to wyjątkowo cierpliwe zwierzę, które za to lubiło postraszyć, jednak pewnie prędzej czy później było gotowe ukatrupić ofiarę.
Sam Mark podszedł do parapetu na którym w gruncie rzeczy cały wieczór przesiedział i zabrał się z powrotem do lektury książki, którą miał przy sobie.
- Raz kozie śmierć. - mruknął Simon i ruszył w kierunku brata.
- Nej. - odpowiedź na jeszcze niezadane przez starszego Dåvøy'a pytanie padła, zanim w ogóle doszedł do blondyna, dzielił ich wtedy jeszcze z jeden krok.
Simon zatrzymał się w połowie kroku, z prawą w nogą w górze i obrócił o sto osiemdziesiąt stopni, więc wrócił do Drużyny Problemu Kamila.
- No niestety, Kamil, miłego sylwestra życzę. - powiedział do Polaka, chowając ręce do kieszeni.
W zasadzie mógł im o tym od razu powiedzieć, od początku w gruncie rzeczy był świadom, że chłopak się nie zgodzi.
- Czyli on tu już zostaje? - spytała Mar.
- W pewnym sensie tak. Jak będzie potrzebny do czegoś to sobie pójdzie i wróci. Póki Mark go nie odwoła to tak będzie cały czas. - wyjaśnił Simon.
- FFFFUUUU-! - wrzasnął Kamil i rozejrzał się.
- Hej, podajcie mi kanapkę jakąś, głodny jestem. - poprosił.
Jerry westchnął głośno i z pomocą Guimona zebrał kilka kanapek na jeden talerz i podał przyjacielowi.
- Dzięki. - mruknął i zapchał się kanapką.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:40 pm

Przez niewypał Triinu, Kamile i Rosalie zaczęły się za jej plecami chichrać. Nieco rzadki widok, ale czasami pomysły Estonki rozwalały je po prostu od środka.
Nepeta zdążyła odskoczyć, chociaż na miejscu, w którym stała po odskoku znowu usiadła i gapiła się na panterę, wydając z siebie cichy pomruk - Ni to agresywny, ni to kawaii.
- KARINA. - Karkat znowu odezwał się wiedząc, że Karina na pewno słyszy jego darcie ryja. Ba, widział to przez swoją Trollianową kamerę.
Sullivanka podeszła powoli i kucnęła przy kotowatej, by odebrać od niej mikrofonik.
- Tak, panie Vantas?
- POWIEDZ COŚ TEJ TWOJEJ SKRETYNIAŁEJ PSIAPSIÓLE. BO MNIE WKURWIA. - Skomentował zachowanie Mar, a po jego wypowiedzi w tle dał się jeszcze słyszeć lekko chrapliwy śmiech innej trollicy. Odpowiedzią Sullivanki było zakrycie ust dłonią, żeby również nie parsknąć śmiechem. Mar na pewno to słyszała, więc Kari tylko obróciła się w stronę przyjaciółki z typową miną "U mad, bro?".
- Kar.
- CO?
- Przekaż jeszcze tylko Eridanowi, że magia istnieje, tylko on nie umie jej używać. Drama Queen! - Po wypowiedzeniu tego Kari cmoknęła mikrofon, by wpieprzyć gdzieś jeszcze ironię.
- BĘDZIE RYCZAŁ CAŁY PIERDOLONY TYDZIEŃ.
- Haters gonna hate.
Na tym Sullivanka zakończyła rozmowę i oddała Nepecie urządzonko.
Ubolewanie Kamila spowodowało u Rose odruch "Pffft-", próbując powstrzymać śmiech, mimo że moment wcześniej próbowała pierdolnąć headshota Striderowi.
A Valdis obserwując to wszystko wzięła głęboki wdech i powoli ruszyła do Marka. BARDZO powoli. I przystanęła w odległości większej, niż Simon, na wszelki wypadek.
- ...Proszę? - Spytała krótko, zwięźle i wiadomo na jaki temat, próbując nie robić ani maślanych oczek, ani przesłodzonego głosu, żeby jeszcze bardziej nie wkurwić kuzyna.
Powrót do góry Go down
Markus Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 02/06/1984
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 33
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:50 pm

Marianna podeszła kawałek i spojrzała w ekranik. Gdy ujrzała jak wyglądały owy drący ryja stworek, przygryzła dolną wargę.
- Jaki on słodki. - szepnęła do Kariny, dłonią zasłaniając mikrofon, żeby w razie czego żaden nie usłyszał.
Oh, czyżby zaczynała się kolejna obsesja? Kto ją wiedział, nie byłoby w tym raczej nic dziwnego. Gorzej z tym, że wtedy posypałby się jej idealny skrót ELSKER.
Dziewczyna przysłuchiwała się jeszcze chwilę tym rozmowom, ale potajemnie (choć może nie do końca) gapiła się na Karkata. Gdy sprzęcik został oddany "zielonej", Marianna przeniosła wzrok na Marka, aczkolwiek kiedy zobaczyła podchodzącą do niego Valdis, przez zęby wydała  cichy syk.
Blondyn spojrzał na kuzynkę dopiero, gdy skończył jedną stronę. Nie chciał bowiem czytać po raz setny tego samego zdania.
- Co cię ten idiota obchodzi? Nie ratuje kucyków. - odparł tylko obojętnym głosem i dosłownie na sekundę spojrzał na Bizarre.
Trzeba było przyznać, że to zwierzę tolerował bardziej niż wielu ludzi na tym świecie. Z drugiej strony ta pantera to część jego charakteru, więc ciężko by było go nie lubić, szczególnie, gdy jest zmuszony do wypełnienia jego wszystkich poleceń.
Powrót do góry Go down
Valdís Kvaran

avatar



BIRTHDAY : 31/05/1990
ORIGIN : Kópavogur
Age (2016) : 27
Liczba postów : 6


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:52 pm

Karkat widział ten moment z Mar gapiącą się w ekran i nie mogąc usłyszeć co szepce, pierdolnął gigantyczne "FFFFFFUUUUU-".
Widać, że Vantas nie był fanem związków, chociaż nie zabijał za lepienie się do niego. Odganiał różne napalone trollice (A obecnie także ludzkie dziewczyny) "subtelnymi słowami", tj. "NIE. WYPIERDALAJ. ZOSTAW MNIE JUŻ W SPOKOJU TY PSYCHOPIZDO". Tak, bardzo subtelne.
Słysząc reakcję Marka na podchodzącą Valdis, Nepeta lekko przechyliła głowę w stronę kuzynostwa, nadstawiając swoje szpiczaste uszka. Sama Kvaranowa się nieco zdziwiła, że od razu nie została odesłana z krzyżykiem na drogę tak, jak drugi kuzyn.
- No może i nie... - Mruknęła cicho i spojrzała w stronę żyrandolu.
Próbowała chwilę pomyśleć jak jakimś argumentem, który miałby sens, iż "Bo tak" niezbyt przekonuje.
- ...mógłby się chociaż przerzucić na szafę czy coś. Ale dobra, jak nie chcesz, to nie. - Kvaranowa po momencie zastanowienia powiedziała i powoli obróciła się w stronę żyrandolu całym ciałem, zamiast tylko głową.
To się nazywa perfidne wywieszenie białej flagi.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:57 pm

Przyglądał się całej "rozmowie" Valdis i Marka, kiedy blondynka się wycofała, zrobił Yao Minga. Po raz kolejny tego wieczora.
- Ta wasza "magia Moiracośtam" jednak gówno daje. - stwierdził i spojrzał na Bizarre. - Psik! Zły kotek! - pomachał rękami, jakby chciał odgonić zwierzę.
Pantera jednak ani drgnęła.
- WYPIERDALAJ GAMONIU! - wrzasnął i zatupał w miejscu, jednak zamarł, gdy "Puszek Okruszek" na niego spojrzał. - Jest chujoza, jest impreza. - podsumował Duńczyk i machnął olewająco ręką.
Wyjął papierosa i odpalił go, nie podchodząc do okna, żeby nie dymić w środku. I tak nikt na to nie zwracał uwagi, już całe Rammstein zdążyło się najarać i jeszcze kilka osób, szczególnie panów z Uta-Dej.
- To co? Jakiś plan B, C, D, K jak Kurwa? - spytał, podnosząc łeb do góry i spoglądając na Krymarysa. - Dobrze jest! - uniósł kciuk do góry.
- Nie pierdol, Simonku, dobrze?! - prychnął głośno Polak i popił kanapkę wódką.
- Faja?
- Jasne, dawaj. I ognia proszę.
Szatyn podał cały asortyment Kamilowi i pozwolił mu go zatrzymać, fajek już i tak zostało nie wiele, a zapalniczkę znalazł dawno temu na schodach jakiegoś centrum handlowego, to była zwykłym plastikiem a nie jakimś złotym Zippo czy chociażby z "okładką" Jacka Danielsa.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 11:58 pm

- :33 < Purrównując dwa podejścia, to coś daje. - Nepeta powiedziała, chociaż nie była zadowolona z tego, że Valdis tak szybko zrezygnowała. Nie była nietykalna, ale wielka krzywda jej by się nie stała raczej.
Po nieudanych próbach przegonienia kota Valdis jednak zaryzykowała ponownie.
- A może jednak? Nikt nawet do środka sali nie może się zbliżyć. - Kvaranowa jeszcze powiedziała, próbując przekonać Marka do odwołania pantery ze znikomą nadzieją.
- I tak go zeżre, prędzej czy później. - Jimmy dość mało optymistycznie jak na siebie mruknął, co spowodowało wzrost wskaźnika bulwersu u Johnny'ego, który wyraźnie nie chciał, by Jim tak się nastawiał, więc podszedł do Sullivana, i wspinając się nieco na palcach (Ten element akurat dla jaj) trzepnął go w tył głowy z otwartej ręki. Dość lekko, ale odczuwalnie. Jima wcale to nie ucieszyło.
- Ty...
- Fuck.
Oczywiście nie minęły dwie sekundy, a James rzucił się w pogoń za kurduplem. Nie chciał go udupić, ale pouczyć, że uwagi słowne toleruje, ale takie zachowania... nie, po prostu nie. Wbiegli na schody, tym samym znikając reszcie z oczu.
- Somebody get me through this nightmare. - Kari oczywiście strzeliła facepalma, bo właśnie wszystko zaczynało wymykać się spod kontroli. Aż ją korciło, żeby użyć mocy i ponakurwiać płomieniami między innymi w dupę Johnny'ego, ale postanowiła przynajmniej na razie nie "magikować" na byle pierdołę.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 4:17 am

- Coś daje, bo ona jest dziewczyną! - odparł robiąc "szczodoszcz".
Na ponowną prośbę Kvaranowej Mark wcale nie zareagował, jakby to nie było do niego.
- Wyraźnie go książka wciągnęła. - mruknął Simon i pokazał mu język, jednak w tym momencie usłyszał warczenie Bizarre.
Głośne warczenie. Co gorsza w jego kierunku. Od razu więc zrobił kolejne "Watch out..." i odsunął się dwa kroki bez podnoszenia nóg do góry. Spojrzał na Jimmy'ego, gdy usłyszał jego zdanie i wcale się nie dziwił, był tego świadom.
- Dlaczego te zwierzęta nie mają odruchów zwierząt? DLACZEGO KURWA ONE NIE REAGUJĄ NP. NA ŚWIEŻE MIĘSO?! - starszy Dåvøy wyraźnie już tracił cierpliwość, zamachnął się i wyglądało na to, że chce kopnąć panterę, ale zatrzymał się w połowie ruchu i powoli opuścił stopę na podłogę.
Siedzenie z Krymarysem przez najbliższy miesiąc na żyrandolu odpada, w ogóle nie ma takiej opcji. Spojrzał jeszcze na Jimmy'ego i Johnny'ego.
- No patrz, już nas wyprzedzają w spierdalaniu na czas. - mruknęła Mar.
Simon zaciągnął się papierosem i wydmuchał z siebie tyle dymu na raz, jakby co najmniej trzy wciągnięcia brał.
- Niclas, a Nuts?
- Odpada, Bizarre by go wpierdolił na śniadanie.
- A co ja mam powiedzieć z tym psem, który nawet nie wygląda jak owczarek? - mruknął spoglądając na swoje błękitne pudełko przyczepione do paska.
- Pewnie jedyne zwierzę odpowiednie do tego starcia to Ligra Gordona, ale sami rozumiecie... - szepnęła Marianna dając wszystkim do zrozumienia, że to domostewko byłoby całkowicie w gruzach po tym starciu i lepiej wymyślić coś mniej... destruktywnego.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 4:20 am

- Dziewczyną, co? - Valdis wątpliwie spytała, patrząc na Simona. - Ciekawe co by było, gdyby teraz Tri spróbowała. - Dodała i wskazała palcem na Estonkę, która od razu odskoczyła lekko w bok i machała łapami w stylu "Do not want".
Mówiąc o świeżym mięsie, tym razem Necirais nadstawił uszu i zaczął się rozglądać za żarciem.
- Świeże mięsko? Mmm-hmm! Gdziee? - Spytał jeszcze, wciąż się rozglądając, ale gdy już pojął, że to tylko przykład dziwactw zwierząt z pudełka, położył uszy wzdłuż łba i cicho prychnął, bo coś by chętnie wszamał.
- Uśpijmy go i będzie po ptokach. - Aaron mruknął, próbując wymyślić coś na łatwiznę.
Nagle przemyślenia przerwał kolejny bieg Seward-Sullivan (SS, Very fucking funny.). Johnny biegł i skakał po krzesełkach, a to po stole, szykował się nawet jako drugi na żyrandol, ale zrezygnował ze względu na Bizarre i Kamila, więc obrał bieg po sofie, aż w końcu Jim zapędził go w kozi róg i podniósł go tak, że wyglądał jak belka, którą Jim trzyma za plecami bez pomocy dłoni. W ten sposób Jimmy przekroczył przynajmniej ćwierć pomieszczenia, by wrócić do towarzystwa.
- No, to noworoczny trening z głowy. - James orzekł z uśmiechem i w końcu puścił szarpiącego się Sewarda na ziemię.
- :33 < On wygląda jak Tavros! - Nepeta zapiszczała i podbiegła do Johnny'ego, obczajając go z każdej strony.
- Ale niestety to tylko Jonathan. A Tav nawet by tu nie zajechał ze swoim paraliżem. - Kari skomentowała i spojrzała na niziołka.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 4:22 am

- Min Gud, wiesz, o co chodzi. Masz jeszcze punkta za rodzinę. Jeśli sądzisz, że on cię polubił, to niestety mam dla ciebie złą wiadomość. - odparł, przymykając oczy i znów zaciągając się papierosem.
Przeniósł wzrok na Estonkę i mógł stwierdzić jedno: dziewczyna spierdalałaby przed dość sporawą falą ognia i mogłaby źle skończyć, ale może jeszcze by jej nie zabił. Jeszcze.
Następnie spojrzał na Aarona, ale pokręcił przecząco głową.
- Nie da rady, zwierzątka nie chorują i nie ma też dla nich żadnych takich rzeczy jak do uśpienia. Ran ich też się nie leczy, wspomagać je można tylko płomieniem. - wyjaśnił i podniósł dłoń na wysokość klatki piersiowej, wtedy też jego pierścień jakby zapłonął na niebiesko.
- Noworoczny trening? Jimmy, uważaj na siebie, bo przez brak rozgrzewki możesz dostać przepukliny! - ostrzegł go Niclas, może dla żartów raczej, ale to co powiedział było też prawdą.
Marianna natomiast spojrzała na Karinę.
- Kiedy ten słodki rogatek przyjedzie do nas? - spytała cicho, tak na wszelki wypadek, gdyby jeszcze jakiś przedstawiciel tej rasy ich słuchał.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 4:24 am

- Rodzinę... Tia, Valbiego to by przy najbliższej okazji ujebał. - Valdis znowu szukała wymówek, patrząc na podłogę.
Aaron na odpowiedź Simona tylko przeciął powietrze zaciśniętą pięścią.
- Cholera. Jakie to durne. - Oznajmił jeszcze i strzelił eyerolla.
... Powiedziała to osoba, która osobiście posiada przerośniętego ducha mitycznego kruka, który wpierdala krew, noworodki i w ogóle masakra.
- Szlaag. - Jimmy mruknął tylko niechętnie przeciągając na wiadomość o przepuklinie i walnął facepalma.
Akurat to mu było najbardziej kurna potrzebne w tym momencie. Ironicznie.
- Który rogatek? Kar, Tav? Bo nie ogarniam już. Zwłaszcza, że facetów-rogatków jest łącznie dwanaście. - Kari dopytała i jebła Yao Minga.
Poza tym "słodki rogatek" szczególnie się właśnie z Tavrosem kojarzył. A przynajmniej od strony męskiej, bo od damskiej pewnie Nepeta w tej kategorii wygrywała nagrody. I tak Kari, Emil i Dave nie znali kompletnie wszystkich trolli póki co, więc nie bardzo dało się oszacować.
Powrót do góry Go down
Simon Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 18/02/1980
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 24


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 4:26 am

- Owszem, zrobiłby to. Ale Valbi nie jest dziewczyną. Paradoks kurwa i mindfuck. - przypomniał i poczochrał Valdis hełmik.
- Co ty nie powiesz. - odpowiedzieli jednocześnie Simon, Niclas i Marianna na stwierdzenie Aarona.
To było durne, choć trochę też przydatne. Przynajmniej nie trzeba było na przykład z panterą czy lwem zapierdalać do weterynarza i się spowiadać, skąd się ją ma. Niby oni mieli Ivana, lekarza i weterynarza w jednym, ale jednak gdyby jego nie było...
- Spokojnie, nie nadwyrężaj się, a powinno być dobrze. - poradził Heerwagen z szerokim uśmiechem i krzyżując ręce na piersiach spojrzał na Mar, która zaczęła maltretować Karinę.
- Kar chyba... no ten, co się tak uroczo darł. Jezu, jaki on śliczny! Te czerwone oczkaaa! - dziewczyna mówiła wciąż szeptem, ale chyba powoli zaczynała się Karkatem "jarać".
No cóż, w gruncie rzeczy leciała na wszystko co czerwonookie, ale nie tylko. Simon na przykład miał niebieskie, Niclas brązowe, a Mark złote, więc jak widać czerwone to nie podstawa, lecz gdyby Karkata dopisała do tej listy NSRMDK, to byłby już drugim przedstawicielem tego oto koloru gał.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 5:20 am

Przez chwilę patrzyła na całe Dåvøyo-Kvaranowe zamieszanie, zupełnie jakby jej się loading zatrzymał na 93%. I taka mina nie zniknęła jej z twarzy nawet podczas słyszalnych komentarzy o zwierzakach z pudełek. Co tu dużo mówić - Ci mają zwierzaki z pudełek, a grupa Kari miała kilka daemonów, nie wspominając o znalezionych podczas podróży zwierzakach. Wzajemny mindfuck i tyle, jedni nie ogarniali drugiego, drudzy pierwszego.
Na poradę Niclasa Jimmy tylko skinął, lekko się uśmiechnął i jeszcze odwrócił, by poczochrać kudły kurdupla. Tak dla zasady.
- Kolejna obsesja. - Kari mruknęła tylko cicho i zrobiła znaczek "checked" w powietrzu palcem wskazującym.
- Zaraz wyjdzie na to, że niedługo też znajdę sobie jakiegoś kretyna, na którego widok będę się śliniła. - również szepnęła i cicho się zaśmiała, z jednej strony podkreślając sarkazm, a z drugiej... prawdę? Who knows, nie miała jeszcze nigdy takich jazd na widok kogokolwiek, jak Niemka na obecnie 7 osób.
- Ta, ciekawe kogo. - Dodała już na sam koniec i podkreśliła to eyerollem.
Takie true story, że mind = blown.
Powrót do góry Go down
Thomas Stenkløv

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 10/01/1974
ORIGIN : Kopenhaga, Dania
Age (2016) : 43
Liczba postów : 10


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 2:02 pm

- E tam obsesja od razu. Przecież wiesz, że Niclasa... i Simona... i resz... kurwa. - odparła Mar.
Dziewczyna chciała wymienić kogo by nie oddała za nic w świecie, ale uświadomiła sobie, że całe jej NSRMDK to coś, bez czego by nie wytrzymała. Choć świadoma była tego, że mimo wszystko to Niclasa loffciała najbardziej. Prawidłowo.
- Sądzisz, że znajdzie się ktoś taki? - spytała unosząc brwi do góry, udając zaskoczenie większe niż jak Heerwagen jej się oświadczał.
Zaśmiała się cicho na ostateczne stwierdzenie Kariny i już chciała się rozejrzeć za siebie, kiedy uświadomiła sobie, że czyjeś ciało totalnie zasłania jej widok. Uniosła twarz i uświadomiła sobie, że przed nią stał nie kto inny jak Thomas, który wigilię postanowił spędzić z rodziną, ale jak widać na sylwestra wrócił do swej mafii. Oczywiście przytuliła się do niego na moment, krótki dość, ale jednak.
- Dobry wieczór wszystkim. - przywitał się z uśmiechem.
Pojawił się dosłownie parę minut wcześniej i już zdążył "hello'nąć" ze wszystkimi po za tą grupką Podżyrandolowców. Z tymi osobami też szybko uścisnął ręce, przybił piątki, żółwiki itp.
- Dobry, dobry. Zajebisty, kurwa. - mruknął Krymarys, dalej przeżuwając kanapkę.
- Wiesz, Kamilku... porozmawiałbym z nim, ale chcę zobaczyć, jak sami dacie sobie radę. - powiedział do Polaka i zaśmiał się cicho.
Lubił nieznacznie podkreślić od czasu do czasu, że on jako jeden z niewielu, a w tym pomieszczeniu jedyny może normalnie porozmawiać z Markiem. Jak z kumplem. Co prawda miał na pieńku z Gordonem, ale na szczęście obywało się bez przemocy fizycznej.
- A towarzyszka Valdis nic nie kombinuje? - spytał nagle, spoglądając na blondynkę i jako, iż znali się w zasadzie prawie tak długo jak on znał Dåvøy'ów, na moment przyjaźnie ją uścisnął w geście przywitania.
- A właśnie, Mar... wspominałaś coś o krojeniu ciasta i że noża nie możesz znaleźć, ja? To masz, użyj noża z tej słynnej akcji pod Kopenhagą. - dodał wręczając dziewczynie sporawy, ruski nóż w zamykanej na tasiemki torebce próżniowej.
Marianna co prawda nie mówiła o tym na głos, ale myślała tak "głośno", że to usłyszał, a akurat miał ze sobą ten dowód zbrodni, gdyż miał go oddać FBI, w tym wypadku jednemu z tutejszych przedstawicieli, Jerry'emu.
Wręczając nóż dziewczynie sprawił też w kilka sekund, że Niemka przypomniała sobie cały "kissing scene" z młodszym Dåvøy'em, dlatego też chwilę później zrobiła gest typu "FMWin".
- Kari, ogarnij to - pamiętam ten zajebisty wieczór! - szepnęła do Polki i zaczęła podskakiwać niczym zajączek wielkanocny ze szczęścia z całą twarzą oblaną porządnym rumieńcem.
Zaczęła jednak przy tym wymachiwać gwałtownie nożem, dlatego też mąż szybko ją złapał za rękę, zabrał przedmiot i pozwolił dalej pląsać.
- Cóż... ile jeszcze czasu zostało do fajerwerków? Nie wypada się spóźnić, w końcu taka północ jest tylko raz w roku. - spytał, wkładając dłonie do kieszeni.
Czasem tak bywało, że zapomniał i telefonu i zegarka z pokoju. Zdarza się.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 2:04 pm

Podczas powolnego wymieniania przez Mar ludu bez którego nie mogłaby żyć, Kari strzeliła minę pomiędzy Awesome Face'm, a Fuck Yea. Była pewna, że nie da rady wymienić tylko jednej osoby. Takie True Story.
- Nie wiem, czy jeszcze sądzić. Jakieś pomysły? - Spytała i zachichotała w tonacji "I doubt it". - Bo czuję się przy tobie totalnym odludkiem. - Dodała jeszcze i nadal chichocząc strzeliła facepalma.
Gdy ogarnęła już swój śmiech, Thomasa przywitała nie inaczej jak prostym skinięciem głowy.
Valdis ucieszyła się na widok Schaedera. Ale kto by się dziwił - Ona prawie na widok każdego może się cieszyć.
- Nie, Próbowałam tylko jakoś pomóc Kamilowi. - Zeznała do kolejnych akt z serii "O co proszę Marka" i uśmiechnęła się niczym niewinny baranek... czy coś w tym guście.
Gdy Mar wspomniała o "zajebistym wieczorze", Kari mruknęła tylko pod nosem ciche "Oh hell no." i zrobiła minę pokroju "Znowu czuję się jak odludek".
Oczywiście gdy przyjaciółka zaczęła skakać z nożem, Sullivanka schyliła się na wszelki wypadek i wyprostowała dopiero wtedy, gdy narzędzie znikło z zasięgu rąk Mar.
Dave po zadanym pytaniu od razu zrobił wymach łapami w akcie zaprzeczenia.
- Nie chwytać jeszcze za zegarki. Znowu ktoś będzie chciał podać godzinę, a tu hyc, jeb, łubudu, jakaś pierdoła wlatuje do studia i robi rozpierdziel. - Podsumował krótko-długo i poprawił okularki na nosie.
...No bo kto by chciał gościć kolejną wściekłą dziewuchę w studiu?
Powrót do góry Go down
Thomas Stenkløv

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 10/01/1974
ORIGIN : Kopenhaga, Dania
Age (2016) : 43
Liczba postów : 10


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 2:07 pm

- Na prawdę powinnaś przygarnąć Emila pod swoje skrzydła. On taki samotny się wydaje, że aż mi go żal. Zobaczysz, w końcu go do siebie wezmę. - odparła, oczywiście ostatnie zdanie było żartem, co podkreśliła miną prawie podobną do Yao Minga.
Mimo wszystko takie zdanie miała o Heidrunie, który ewidentnie był... prawie emo. Przynajmniej w jej domniemaniu.
- Odludkiem? Cóż no... nic nie poradzę na to, że otaczają mnie takie ciacha. - dodała robiąc usta w dzióbek i szybciutko ogarniając wzrokiem najbardziej podobających się jej facetów.
- O, a my się jeszcze nie znamy... Thomas Schaeder z tej strony. - przedstawił się i swoją pozycją zaczął sprawiać takie wrażenie, jakby chciał wszystkim uścisnąć dłonie z okazji poznania. - Próbujesz mu pomóc? No, panie Agencie Bezpieczeństwa Wewnętrznego, powinieneś się wstydzić. A Jerry, co z tobą? - Thomas spojrzał na Wasilewsky'ego dość zdziwiony.
- Postanowiłem zrobić dla Kamila noworoczne wyzwanie. Jak to przeżyje to dostanie sporo nagród, już tu się licytowaliśmy. - odparł z szerokim uśmiechem.
- Ciekawe... - przyznał, zdejmując szaliczek, który na jego karku wisiał z powodu tego, że odkąd przyleciał z Danii jeszcze się nie przebrał, a noce w Kalifornii tez nie należą do najcieplejszych. - Cóż, Valdis... z psychologicznego punktu podejścia powiem ci tyle, że gdy Mark skończy rozdział tej swojej książeczki i obali do końca winiacza przy sobie trzymanego, to jak go ładnie poprosisz całym zdaniem to powinno się udać. - zwrócił się ponownie do blondynki i poklepał ją po ramieniu.
Nie wtrącał się w tą sprawę, dawał tylko wskazówki. Na prawdę był ciekaw czy im się uda, on w końcu nie miał takich problemów z Dåvøy'em, choć ewidentnie i tak chodził własnymi ścieżkami i nie zwracał najmniejszej uwagi na prośby, błagania czy cokolwiek ze strony Schaedera, jeśli uważał, że mu to nie odpowiada. Thomas zauważył wcześniej, że tak samo jest z Niclasem, po części Simonem, ale tylko ich trójka miała jakiekolwiek szanse normalnej rozmowy. Mimo tych długich lat na psychologii, bycia na wszystkich wykładach i poznaniu tylu przypadków w policji, wciąż nie potrafił rozkminić psychiki Marka, którego przecież znał prawie od dzieciństwa.
- Cóż... okay. Ale wolałbym się dowiedzieć która jest godzina zanim zaczną strzelać fajerwerkami beze mnie. - odparł do Dave'a.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Sro Sty 01, 2014 2:09 pm

- Łał, czyli w takim razie mój anty-harem właśnie wzbogacił się o jedną osobę. Jeszcze około pięciu i ci dorównam. Cool story. - Mruknęła i znowu strzeliła minę człowieka, który wątpi w jakiekolwiek szanse, by znaleźć choć jeszcze jedną osobę, a ewentualnie dwie do takiej "grupy", czy cokolwiek by to nie było.
- Exactly. Odludkiem. Chyba się zwrócę do jakiegoś psychologa, żeby mnie wyleczył z mojej anty-faceciastej psychozy. - oczywiście powiedziała to półżartem domyślając się, że w pobliżu jest osoba o takiej specjalizacji.
- Okej. - Valdis posłuchała rad Thomasa i radośnie (Jak zwykle) przytaknęła.
- Wszyscy chcieliby się dowiedzieć. Na moje to spokojnie pół godziny jeszcze mamy, jak nie więcej. - uznał Dave i uniósł kciuk w górę.
- ...Odezwał się Knight of Time. - Rose prychnęła szyderczo pod nosem wzrocząc Stridera. Oczywiście większość ludu mogła nie wiedzieć o co chodzi panience, ale w tym gronie znajdowały się przynajmniej cztery osoby, które ogarniały schemat.
- ...Mądrzy się Seer of Light. Bluh bluh, huge witch. - Dave odparł i wytknął język w stronę Lalonde, wciąż utrzymując czarną chmurę wiszącą nad nimi.
Czyżby mieli zepsuć zajebiście cudny klimat sylwka?
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   

Powrót do góry Go down
 
Sylwester 2009
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: