IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sylwester 2009

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Brian Haner Jr.

avatar



BIRTHDAY : 07/07/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 3


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 3:38 pm

Patrzył jak dziewczyny rozmawiają, bo znalazł w końcu to, czego szukał na telefonie. Patrząc jak Kari kręci przecząco głową tak, jakby się broniła przed zabójstwem czy czymś miał trochę wyrzuty sumienia przez tą fotkę na komórce, ale przez to, że nie wywołał niczego większego wśród Avengedów... musiał to zrobić, w ramach własnych zapotrzebowań na Rofla.
- To w takim razie, An... Jak mi, lub nam wytłumaczysz to, z zeszłej nocy? - Powiedział i z radosnym uśmieszkiem porównywalnym do emotikonki "c:" odwrócił w jej stronę telefon i przybliżył jej go do twarzy.
Kari zbladła na miejscu widząc, że Brian uchwycił to, że drzemała sobie praktycznie wtulona w Emila, a dokładniej on wtulił ją w siebie przez sen, gdy obydwoje leżeli na boku skierowani w tą samą stronę. Nieumyślnie położył rękę na jej brzuchu, przysunął do siebie i tak "trzymał". Nawet trochę za blisko.
Brian wiedział jak było, ale interpretował to po swojemu. Jak zwykle.
- I chyba jakieś białe ślady też żem widział. - Dodał i spojrzał niewinnie w sufit z pogwizdywaniem.
Definitywnie, interpretacje wg. Hanera Juniora. Pojebane jak on sam.
Nawet sam nie wiedział, cóż to. Ale było białe. Aluzja zamierzona...
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 3:40 pm

Widząc zdjęcie, zrobiła suchą fontannę, z których to normalnie Karina była znana. Wow, tego się nie spodziewała. Dlatego też podniosła ręce w górę i wydarła się na całą salę:
- Wiedziałam, kurwa! Wiedziałam! - oczywiście po tym nikt się nawet na nią nie spojrzał, bo ona dość często tak się darła z byle czego i po prostu można było się już przyzwyczaić.
Jej wzrok poszedł drastycznie na Polkę, złapała ją za ramiona, potrząsnęła kilka razy i oczywiście puściła przez przypadek kiedy? Kiedy za dziewczyną lazł Emil. Więc od razu padli na siebie. Ze sobą.
- Ups, przepraszam. - powiedziała robiąc "awesome face'a", bo akurat z tej wpadki wcale jej nie było przykro.
- Ona będzie ściemniać, Bri. Masz te zdjęcia śladów? - spytała gapiąc się na Briana z trollface'm.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 3:50 pm

Instant zbladnięcie było oczywiste, bo nie spodziewała się, że Brian akurat taki chujowy moment uchwyci. Oczywiście próbowała coś wymyślić, by się ratować, bo rozumowania Synystera nie było ani poprawne, ani logiczne. Ale... miał nawet fotę białych śladów, którą pokazał, więc spojrzała na nią i jebnęła potężnego facepalma, a po chwili jeszcze została wjebana na drugą ofiarę wkrętu, więc razem z Emilem leżała chwilę na podłodze, ale momentalnie Sullivanka się podniosła, otrzepała i pomogła wstać Islandczykowi.
- Ja pierdolę, jakie to głupie. - Mruknęła tylko z przymkniętymi oczyma.
- Dobra, zacznijmy od tego, że do niczego nie doszło, więc nie ciesz mordy. - Powiedziała do Mar po chrząknięciu z miną typowego ważniaka, całkowicie opanowana i spokojna.
No, może nie do końca, bo co chwilę zerkała kontrolnie na Jima, czy on przypadkiem też nie wpadł w durny żart Briana, ale wyglądało na to, że nie. W końcu znał go dłużej od Kari. I też zapewne znał tró scenariusz.
- A te białe ślady, które uchwyciłeś, drogi Synnie, to pasta do zębów, którą Nec w nocy maltretował. Musiał się na czymś wyżyć w nocy i akurat padło na pastę, po której jeszcze człapał. Ta-dah. - Oznajmiła, strzelając pokerface'a, po czym wciąż ze zmrużonymi gałami skrzyżowała ręce na piersiach.
Była gotowa na wszelkie scenariusze.
Powrót do góry Go down
Ziga Ulrichdätter

avatar



BIRTHDAY : 24/08/1986
ORIGIN : Sturmkap [Laberia]
Age (2016) : 31
Liczba postów : 8


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 3:54 pm

- Ale przecież Necirais całą noc przesiedział ze mną na dachu. - wtrąciła się nagle.
Niby tak krótko była człowiekiem, ale przez towarzystwo Mar i innych świrów (np. swojego dotychczasowego opiekuna) już zaczynała nabierać wigoru i wkręcanie innych zaczynało być jej stylem życia: tak jak innych z KF.
Tego dnia Ziga jak zwykle była na obcasach, miała na sobie bardzo krótką sukienkę z dużym dekoltem i odsłaniającą plecy. Obszyta była srebrnymi cekinami, więc wilczyca świeciła się jak psu jaja na wiosnę, szczególnie, że skórę potraktowała kremem z brokatem. Do tego srebrnawy cień do powiek, czarny tusz do rzęs oraz ciemno-różowa szminka. Natomiast jej włosy tego dnia były ułożone w "fale" czyli takie lekkie loki.
Uśmiechnęła się słodko, schyliła trochę by powiedzieć coś Mar na ucho, następnie skinęła głową na pożegnanie wszystkich i ruszyła uświadomić wciąż nieskapniętego Friedricha, że to ona była jego wilczycą przez te wszystkie lata.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1498
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 3:58 pm

Obok Jima siedział również Nec i przyglądał się wszystkiemu. Dla niego nic w tym momencie nie było logiczne. Poza tym, że Kari drzemała z Emilem. I nie chodzi tu już o sens pairingu.
- Yo Kari, I know you've got a problem and I'mma let you finish, but Ziga is right. - Powiedział niczym Kanye West na rozdaniu nagród.
W sylwestra na szczęście uspokoił swojego pairingowego pierdolca, co nie oznaczało, że później znowu nie będzie darł japy na temat jednego pairinga, za moment na temat drugiego, a potem jeszcze trzeciego. Bywa.
- W każdym razie wiem, kto to mógł zrobić. - Oznajmił z lisim uśmieszkiem, po czym spojrzał na Jima ze wzrokiem "Nie komplikuj tylko sprawy". A że Jimmy nie zamierzał, przytaknął tylko do liska.
- Wolfie. To ten jebany rumuński hybrydziak zapierdalał po twoim pokoju i rozpieprzył tą pastę do zębów. - dodał, po czym szybko zamienił się w człowieka, wstał i podszedł do grona zebranego wokół telefonu, po czym palcem wskazującym nakierował na jedno "puste" (tylko umazane pastą) miejsce na łóżku.
- A tu widzimy odcisk łapy, bardzo charakterystyczny dla czegoś, co jest lisowilkiem. I jest kurwa mać biały. - Zakończył, robiąc typowe "fuck yea", po czym poklepał Kari po plecach i znowu stał się lisem.
Kształt odcisku na łóżku wskazywał tylko na jedno, więc... Nie było o czym już gadać.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:02 pm

- Mówiłam, że będzie się próbowała bronić. - powiedziała do Briana i zmrużyła oczy, wracając wzrokiem do Kariny.
Wysłuchała obrony Neciraisa i zamyśliła się, gdyż przecież nie mogła tak tego zostawić.
- Jest jeszcze opcja, że po "skończonej sprawie", Wolfie rzeczywiście się pojawił i przelazł po tym, jednocześnie robiąc ślad i ścierając spod łapy wasze dowody. - odezwała się, krzyżując ręce na piersiach.
Teraz więc na jej twarzy pojawiło się fuck yeah, choć krótkie, bo jednak musiała wciąż wytężać myślenie, aby nie dać się zagiąć ewentualnemu kolejnemu argumentowi. Tak czy siak chwilowo znów punkt przechodził na "zwolenników Kari x Emil".
Spojrzała na Hanera wzrokiem "zrób coś, bo mi się zaraz skończą pomysły na riposty", po czym jak gdyby nigdy nic rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu Uta-Dejskiej Trójcy. A po co jej byli? W zasadzie po nico, ale jeżeli byli jeszcze trzeźwi, to dobrze, bo inaczej zrobiliby tu taką rozpierduchę jak Arthur z Richardem i Mikhailem. Czyli aż strach się bać, bo tak na prawdę po tym Northeim znów byłby zagrożonym gatunkiem.
Powrót do góry Go down
Emil Heidrún

avatar



BIRTHDAY : 12/09/1991
ORIGIN : Reykjavík
Age (2016) : 26
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:06 pm

Nie wierzył w to, co słyszał. To było takie... absurdalne, bo inaczej tego nazwać nie można było. Nie miał zamiaru się wtrącać do tego wszystkiego i udawał, że tego nie słyszy, ale w końcu nie wytrzymał.
- Nie, nic się nie wydarzyło. - Potwierdził wersję Sullivanki robiąc eyeroll tak, jakby to była jakaś błaha drobnostka.
- Zaś co do tych białych śladów... rano znalazłem w pokoju tubkę po tej paście, leżała nieopodal łóżka. - Oznajmił, po czym spojrzał na Jima, a raczej koło niego, by sprawdzić czy przypadkiem Wolfie gdzieś tu się nie kręci.
- Nie każcie mi prosić Jima by zaszantażował Wolfie'go do pokazania "narzędzia zbrodni", które zwinął, gdy Kari jeszcze spała, a ja na chwilę wyszedłem z pokoju. - Dodał jeszcze ze wzdechem i zakończył facepalmem.
To było dość logiczne, a tak ogólnie to nawet Brian mógł nasłać Czeriezowa, by tak rozpętać dramę. Jimmy na pewno tego nie ustawił, bo co prawda kuzynostwo wycinało sobie co jakiś czas kawały, ale nie aż takie.
Boże, jeszcze by pomyśleli, że Karina jest w ciąży... czy coś.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:07 pm

Normalnie uważała Emila za dobrego kumpla. Tym razem jednak nie miała zamiaru dać tak łatwo spokoju zarówno sobie, jak i im. Team MarBri kontra KarEmi. Marianna postanowiła jednak obronić kolejny punkt.
- Opakowanie po paście? Cóż, to tylko mogło oznaczać, że była dobra zabawa. - odparła wlepiając w blondynka morderczy wzrok.
- Nawet, jeśli zwinął, pewnie je zgubił. Dalej nie będziecie mieli dowodu. Równie dobrze mógł mu zabrać ktoś z moich ludzi, a wtedy nawet szantaż wam gówno da. - dodała szczerząc się jak prawdziwy złoczyńca.
Rozmawiać o seksie i innych zboczeniach: czyli jak z Mar pełnej wesołości i "spokoju", zrobić trÓ zboczeńca walczącego o swoje zdanie, jeśli to miało potwierdzić ewentualny stosunek. Brawo, Marianna: jesteś kozak.
Powrót do góry Go down
Emil Heidrún

avatar



BIRTHDAY : 12/09/1991
ORIGIN : Reykjavík
Age (2016) : 26
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:08 pm

Spodziewał się, że Mar będzie twierdziła swoje. Wiedział też, że Brian znał prawdę i długo stanowiska Mar nie zdołałby utrzymać.
- A więc to tak. - Powiedział i naśladowawczo spojrzał na Mar podobnym do jego brata wzrokiem, po czym podreptał kilka kroków do Jima, powiedział do niego coś po cichu, a po wzajemnym przytaknięciu wrócił i uśmiechnął się.
Jimmy po chwili przyniósł ów obiekt, razem z Wolfie'm przy nogach jego właściciela. Czeriezow uważał Sullivana za swojego guru w pewnym sensie, więc nie przyszło mu na myśl stawiać się. A już w ogóle, gdy chodziło o kuzynkę Jima.
Po chwili ci, co wiedzieli o tej tubce i przynajmniej przez chwilę ją widzieli albo w pokoju Kari, albo w pysku hybrydy zaczęli mamrotać "tak, to ta tubka", "no, o to chodziło" i tym podobne.
- No, to by było na tyle. - Dodał jeszcze z uśmiechem, po czym obejrzał się za Mr. Puffinem, który najwyraźniej oddalił się już od Radio Jack'a i obecnie coś zżerał. Zapewne coś rybnego.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:11 pm

Prychnęła głośno niczym rozjuszony kot i skrzyżowała ręce na piersiach. Wyraźnie nie podobał jej się ten cały "dowód". Oczywiście wciąż myślała swoje, ale planowała to wykorzystać w zupełnie innym czasie.
Na jej twarz jednak wrócił taki uśmiech, jakby zupełnie nic się nie stało. Po prostu potajemnie opracuje taki plan wkopania ich, że nie będzie żadnych uniewinniających dowodów. Spojrzała następnie na instrumenty, od których oczywiście Rammsteinowcy już dawno odeszli, następnie przeniosła wzrok na Avengedów.
- Cóż, to teraz wy chyba wchodzicie. - powiedziała odgarniając sobie włosy z ramion.
Kątem oka dostrzegła w tle Richarda, wiedziała, że na niego może liczyć jeśli chodziło o wkręcanie Emila i Kariny. Tak więc postanowiła niezwłocznie się do niego udać. Pomachała ręką i tak też zrobiła, aczkolwiek będąc za Heidrunem powiedziała cicho:
- Zobaczysz, jeszcze się zemszczę. - a po tym oczywiście go jebnęła tak, aby wpadł na Karinę, ale aby wyglądało to jakby sam się potknął.
Uśmiechnęła się do siebie i w podskokach ruszyła do Niemca.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:19 pm

Ulżyło jej trochę, gdy Emil podjął się rozwiązania tej "zagadki". Większość ludu może i znała prawdę, ale Kari nie dałaby się wkopać, a tym bardziej Emil.
Gdy Mar wepchnęła na nią Islandczyka, zamortyzowała się tylko delikatnie rękoma, po czym razem obydwoje rzucili na Mar jeszcze typowy, krótkotrwający "deathstare". Następnie wróciła wzrokiem już do reszty swoich bandmates.
- Już zapomniałam co mieliśmy teraz grać. - Powiedziała, po czym strzeliła Yao Minga.
Przypomniała sobie jednakże, tak też A7x utworzyło małe kółko i wszyscy naraz wrzasnęli "Almost Easy" i zaczęli przybijać hi5 jak to zwykle, każdy z każdym, a Kari zaczęła od Zacky'ego i skończyła na Jimie, którego jeszcze dodatkowo przytuliła. Zajebiście rodzinna atmosfera.
A Raphaell i tak stał gdzieś dalej i wkurwiał się, że Kari tak do niego się nie lepi.

---

Po zakończeniu songa cały zespół znowu się zszedł na pogaduchy, chociaż by dołączyć do Arina. Biedaczysko na razie nie miało jak się muzycznie wykazać, bo miał pietra, ale z drugiej strony wolał też, by Jimmy i Karina grali zamiast niego.
- Rozpocznę challenge'a później, bo chyba jeszcze dość sporo czasu do północy. - Oznajmiła rzucając wzrokiem na zegarek i skinęła potwierdzając swoje zdanie.
- God, nie dość, że mnie nadgarstki pobolewają, to jeszcze gardło boli od darcia ryja. - Zaczęła narzekać, bo nie zdążyła zrobić rozgrzewki przed występem, a to się zawsze wiąże z pewnymi komplikacjami.
Tak więc przeszła się z Zacky'm i Jimem do parapetu, na którym znajdowały się przytargane wcześniej przez Sullivanów leki, zażywane również przez nich. Przechodząc obok reszty teamu przy okazji pokazała im jedną ręką gest w stylu "Jeszcze żyję, ludziska".
Musiała zażyć parę drobnych tabletek, o których oczywiście wcześniej zapomniała, tak więc też zrobiła i popiła przyniesioną przez Bakera wodą.
Od teraz ban na alkohol przez dłuższy czas. Coolio.
Powrót do góry Go down
Richard Weißkreuz

avatar



BIRTHDAY : 24/06/1979
ORIGIN : Wittenberge, Niemcy
Age (2016) : 38
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:27 pm

Po wysłuchaniu Marianny zaczął z nią knuć intrygi, ale chwilę później wszyscy Rammsteinowcy oczywiście zaczęli szykować kolejny występ. Co prawda musieli dopiero ustalić sobie, jakie piosenki planują, bo w ogóle wcześniej o tym nie myśleli. W końcu została wybrana taka kompilacja:
1. Sonne
2. Engel
3. Du Hast
4. Moskau
5. Pussy
6. Amerika
7. Ich Will
8. Haifisch
9. Mein Teil
10. Buck Dich

a na zapas, gdyby pozostało czasu mieli:
11. Keine Lust
12. Ich Tu Dir Weh
13. Liebe ist fur Alle da
14. Wollt Ihr das Bett in Flammen sehen?
15. Mein Land


Według planów więc zaczęli ustawiać się do Engel. Oczywiście powstał półmrok, a dwie osoby z dużymi latarkami udającymi reflektory wskazały na niego, gdy zaczął gwizdać tak jak na początku piosenki. Gdy była już przygrywka wszystkich instrumentów, na środku pola wytyczonego na scenę jebnął głośny huk i powstał dym, a na środku stał Arthur z mechanicznymi skrzydłami (prawdopodobnie teleportacją zajął się Niclas, który niby już potrafił się przenosić jak ninja, ale tutaj akurat tego nie potrzebowali). Teksty Erst wenn die Wolken schlafengehn [...] śpiewały Mar z Nadią pojawiając się na boku w strojach aniołków (wtedy reflektoro-latarki świeciły na nie). Ogólnie przez cały występ w zasadzie Brennentierowi skrzydełka się powoli poruszały, a na ostatnim Gott weiss Ich will kein Engel sein... zaczął z nich strzelać ogień, który oczywiście osoby mające moce i pierścienie związane z ogniem kontrolowały na taką skalę, aby było efektownie, ale aby nic nie zjarać. Należy też dodać, że wszystkie poprzednie takie teksty Arthur wymuszał na publiczności, co oczywiście kończyło się Gott nfrbfeujbsuibfrueb Engel sein. Niestety takie realia. Po zakończeniu piosenki złożyli instrumenty i... poszli na kielona, like a Rammstein.

- Zaraz wasza kolej. - powiedział z uśmiechem, podchodząc do Avengedów z papierosem w ustach i dłońmi w kieszeniach.
- ...I rozumiem, że jutro robimy afterparty. - dodał wesoło, podnosząc ręce w górę.
On tak miał: jeszcze samo PARTY się nie skończyło, a on już myślał o AFTERparty. Typowy imprezowy (albo raczej alkoholowy) fan.
Powrót do góry Go down
Zachary Baker

avatar



BIRTHDAY : 11/12/1987
ORIGIN : Olympia (Washington)
Age (2016) : 29
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 4:54 pm

Cały występ przesiedział z resztą lesser perverts of Avenged Sevenfold, tak na wszelki wypadek. Bacznie obserwował występ oczywiście.
Po nim odwrócił się w stronę okna i zamyślił.
- Mam pomysł. Wciśniemy w naszą listę A little piece of heaven, wciśniemy Kari w śliczną su... su... su... - Zaczął się jąkać gadając do Jima gdy ujrzał kątem oka, że Kari już się nie podoba jego wypowiedź, tak też nie dokończył zdania i strzelił facepalma. Chciał jakiś efektywny występ, a tu... dupa, no.
Ale go olśniło, jako że nadchodził idealny wręcz song. Tak więc wrzasnął "narada" i tak oto Avengedzi stali zebrani pod parapetem i obgadywali coś, co może zawierać Arina. Udało się, plan idealny. Arin zgasił światło i wszyscy lecieli po to, co im było potrzebne. Jim po kilka drobnych, tradycyjnych, drewnianych bębenków, Kari poleciała zebrać manę, Zacky się kopsnął po klasyka, a trójca daemonów obmyślała kto gdzie idzie i kogo będzie trzeba wziąć do pomocy.
***
Tak więc po zebraniu wszystkiego, Kvaranowie zrobili ze swoich błyskotek użytek - zebrali ich tyle i zamknęli tak, że były z tego cztery zajebiste reflektorki HD.
Kari stanęła w miarę blisko swojej perkusji, choć nie było jej widać. Zaczęła przez cały pokój słać słabą burzę piaskową. Zaiste odczuwalną i słyszalną, ale tak słabą, by nikogo nie zranić podczas występu. Starała się trzymać ją myślami przez resztę songa, więc usiadła już przy instrumencie, gdy tylko na oświetlone pole wpełznął Nec w roli tytułowego gada... tylko nieco większego. Obok klęczał "jednonożnie" Matt ze spuszczoną głową, z mikrofonem w prawej, a rewolwerem drugiej dłoni. Postanowił połączyć dwie piosenki w (prawie) jedną. Gdy tylko Brian zaczął przygrywać gitarą do pustynnego rytmu, Nec wpełznął po jednej z rąk wokalisty tak, by lekko przewisać przez przeciwne ramie - to bliższe broni, przy okazji potrząsając swoją ogonową grzechotką i sycząc. Gdy Zacky dołączył się do głównego riffu razem z perkusją, Sanders zerwał się na nogi i obrócił tyłem do publiczności, wciąż ze spuszczoną głową.. Na drugim riffie charakterystycznie wyprostował rękę tak, że teraz pistolet skierowany był na siedzącego na krześle z klasyczną gitarą Arina. Dopiero przy przejściu do pierwszej zwrotki odwrócił się do publiczności z podniesioną już głową. Zgrywał typowego węża, lub też mordercę, jak kto woli. Wymierzał nawet rewolwerem w publiczność co jakiś czas. Można było też dostrzec Maru i Li również pod postacią Grzechotników Rogatych, pełzających po oświetlonym polu. Oczywiście w refrenie śpiewało całe Avenged Sevenfold, a właściwie drugie połowy każdego z wersów refrenu (i parę innych części piosenki). Kari i Jim idealnie imitowali na talerzach odgłos "grzechotki" do refrenów. W końcu nastało zajebiste solo, a song nagle się uspokoił. Arin w końcu zaczął przygrywać na klasyku, a Kari zajebała Mattowi werset i do tego momentu zaśpiewała z idealnie odpowiednią tonacją "Can't you feel the poison rising, straight to the heart of the venomous bite...", przeciągając ostatnie słowo tak, że pokryło się z Mattem rozpoczynającym następny refren. W czasie niego tempo powróciło, a po jakimś czasie nakurwiania w talerze znowu zmalało, a Arin zaczął ponownie grać. Matt wyglądał na osłabionego i śpiewał inną od całej piosenki formułkę razem z resztą w tle śpiewającą... tekst idący w parze z tym śpiewanym przez Matta. Dość skomplikowane, ale cóż. Przy okazji podczas ostatniej "zwrotki" już elektrycznych gitar nie dało się słyszeć. Były tylko trzy klasyki, kotły i perkusja w tle. Gdy skończył się śpiew, Matt uklęknął, aż w końcu instrumenty także zakończyły grę i dało się znów słyszeć tą cholerną burzę piaskową, którą zakończył strzał z rewolweru w sufit wraz ze zgaszeniem reflektorów.
Zaczęło się przygrywanie klasyków raz jeszcze, a "reflektory" dawały bardziej niebieskie światło - rozpoczęto songa Gunslinger. Oczywiście spokojne intro długo nie trwało, ale tu już zbytnio nikt się nie wczuwał w role, chociaż Matt nadal łaził z rewolwerem i podtrzymywano wzniosłe napięcie. Kari i zwłaszcza Jim uzupełniali wokal w tle. Karina miała głównie za zadanie przed ostatnim refrenem zaśpiewać słowa "Bring me closer" w uniesionym głosie, a Jimmy uzupełniał refren (równie wzniośle).
Ten song zleciał bardzo szybko, a więc panna forever alone zerwała się z perki i wzniecając znowu wiatr... wyjebała cały zebrany piasek przez okno. Na łatwiznę.
Zacky z Brianem zaczęli gratulować Arinowi za podjęcie się gry na klasyku.
- Dobra robota, Arin. Pomogłeś, nawet bardzo. - Pogratulował mu i poklepał po ramieniu, po czym odstawił swoją gitarę i powędrował do grona Niemców z kompletnie rozczochraną pół minuty wcześniej fryzurą przez Briana.
- Wasza kolej. - Uśmiechnął się i tym razem zaszedł do parapetu, by znowu posiedzieć w towarzystwie Sullivanów.
A jednak jakiś występ wyszedł. Może nie było ognia, ale był piasek, broń i grzechotniki. Booya!
Powrót do góry Go down
Richard Weißkreuz

avatar



BIRTHDAY : 24/06/1979
ORIGIN : Wittenberge, Niemcy
Age (2016) : 38
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 5:37 pm

- No wreszcie coś zrobiliście konkretnego! - wydarł się uhahany, na koniec dodał głośne "łoooo!" podnosząc ręce do góry z taką prędkością, że resztki alkoholu, które miał w kieliszku mu się wylały.
- No kurwa. - prychnął i jak to miał w zwyczaju jebnął przedmiotem o podłogę.
Na koncertach jak któryś miał urodziny to często pili szampana, a później rozjebywali kielony o posadzkę. Tym razem jednak zapomniał, że nie powinien, więc zrobił ładne oczka do Mar i chwilę później miał w dłoni zupełnie nowy kieliszek ale wyglądający jak ten stłuczony. Kind of magic!

Kolejny występ postanowili odjebać dość... komediowo. Parodia teledysku, niskobudżetowa, ale za to z wychujanymi mocami. Tak więc zespół zaczął grać, wcześniej półmrok znów powrócił. Podczas przygrywki na środek "wjechał" kartonowy kabriolet, dokładnie z kartonu był sam jego bok, siedzeniami były deski surfingowe a za koła przebrani byli Jerzy, Kamil, Lauri i Ramzan (przebrani = mieli przyklejone do boków kartonowe koła imitujące opony samochodów, a sami trzymali deski surfingowe). Na deskach zamiast Christopha i jakiejś baby siedzieli Niclas i Mar. W teledysku ludkowie się całowali dość namiętnie, ale tutaj dla komedii tylko się cmoknęli, zaraz po tym oczywiście zaczęła się piosenka już całkowicie, ale ponieważ grali i śpiewali sobie będąc na boku, przedstawienie trwało dalej. Tak więc Nick wyjął z leżącej na desce za sobą torebki Mar plastikowy pistolet na wodę, "wysiadł z samochodu" celowo się potykając i zaliczając glebę, po której to wstał i wrzasnął coś niekulturalnego (prawdopodobnie była to wiązanka tzw. "soczystych kurew"). Marianna zrobiła wtedy majestatycznego facepalma i pojazd został wzięty trochę na bok, by nie zasłaniać dalszych wydarzeń. Herr von Heerwagen podciągnął spodnie i wetknął sobie za pasek pistolet, tak, jak to zrobił Verrücklöw w teledysku. Następnie ruszył w prawo (jeśli patrząc od strony widza), udawał, że otworzył jakieś drzwi i od razu po tym światło padło na tamten kąt ujawniając pięć postaci w (celowo tak wybranych) pedalskich, karnawałowych maskach i "cekinowych" kombinezonach w stylu Matthiasa. Konstantin, Friedrich, Anthony, Henning i Simon zrzucili maski, oczywiście Niclas udał efekt zaskoczenia, zaczęli się przytulać mniej więcej jak w teledysku, później rozpoczęli chlanie, ale już nie alkoholu jak w wideo, tylko... soczku pokroju Kubusia. W międzyczasie Friedrich doprowadził do samozapłonu więc wyglądał jak wielka pochodnia, ale jak wiadomo nic specjalnego mu się nie działo dzięki pierścieniowi. Udawali, że wyszli z tej szopy czy czegośtam i całą piątką ruszyli w kierunku siedzącej przy samochodzie Marianny. Konstantin pstryknął palcami, a po sali rozszedł się odgłos jakby wybuchu, pojawiła się naokoło samochodu kula ognia, a Mar została podrzucona przez "koła" do góry, złapana i położona na podłodze, że niby ten wóz obok którego siedziała wybuchł i ona dead'ła. Nic bardziej jednak mylnego, dziewczyna wstała wyraźnie wkurwiona, ze swojej o dziwo nienaruszonej torebki wyjęła... wałek i zaczęła zmierzać w kierunku chłopaków, którzy to potykając się o siebie na wzajem zaczęli spierdalać. Dziewczyna pokazała im środkowy palec. Obróciła się w kierunku muzyków i po ostatnim "nein!", gdzie została już sama przygrywka klawiszowa, podeszła do nich i zaczęła wymachiwać wałkiem, więc wszyscy po za (niby) zagapionym Moldau'em też zaczęli spierdalać. Marianna podeszła do niego w ostatnich sekundach przygrywki, udawała, że go jebnęła wałkiem to on na to padł na podłogę jak trup, a "morderczyni" wyszła z sali z taką godnością jak to robili na końcu oryginalnego teledysku Rammsteinowcy.
- Znowu wy! - krzyknął Reesh, gdy wszyscy muzycy i aktorzy powrócili do sali zaraz po tym, jak się wytulili na "backstage'u".
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 5:54 pm

Występ jej się podobał w tym komicznym wydaniu. Pamiętała dobrze, że jeśli już ktoś słyszał w jej szkole słowo Rammstein, to padały skojarzenia do Du Hast. Ten rytm, ten teledysk, to wszystko. Teraz wszyscy mogli ją kiss'nąć in the ass, bo nikt poza nią ze szkolnego grona nie widział parodii.
Po songu Niemców nastała następna narada. wcześniej nie ustalali, by cokolwiek takiego specjalnego robić, ale jak widać gitarzyści nie daliby spokoju. Tak oto do listy songów został wepchnięty jeszcze jeden, całkowicie nieplanowany. Back to old days.
Tak ogólnie to nawet cieszyła się, że nawet taka pierdoła jak improwizowany Sidewinder zrobiła wrażenie na kimś. Może nawet niewielkie, ale zawsze coś.
Zgaszono znowu światła i w mroku Avengedzi szykowali następną scenę pod dowództwem Zacky'ego. To on tutaj miał najwięcej do roboty przy dekorowaniu.
***
Zebrano wszystko, toteż wszyscy wrócili na swoje miejsca intstrumentalne. Prawie, bo Kari zwlekała z przyjściem, dlatego też trochę długo było cicho. W końcu przyleciała i Zacky zaczął grać, a gdy Matt wszedł z wokalem, reflektory przerobione teraz na kolor lekko czerwony padły na scenę. I co tam było? Zwisające z sufitu pseudo-trupy (choć wyglądały jak prawdziwe), a wszystko i wszyscy bez wyjątku byli zajebiście cali ujebani we krwi, z podłogą włącznie. Prawdziwej krwi (Chociaż wytworzonej przez Zacky'ego). Matt tym razem pistolet zamienił na zakrwawiony nóż. Po chwilowym śpiewie wszedł w scream, a to już oznaczało tylko jedno - The Art of Subconscious Illusion. Tym razem motyw zemsty z Sidewindera zniknął - Pojawił się sadystyczny motyw iluzji świata kompletnie wrogiego każdemu człowiekowi - Wszyscy mieli na mordach wręcz sadystyczne uśmieszki. Początkowo nic się wielkiego nie działo na scenie, pomijając co jakiś czas przepychających się gitarzystów, by nie było tak spokojnie przez całego songa. W końcu nadeszło coś, czego pewnie lud się nie spodziewał, bo nikt nigdy tego nie słyszał - Po dłuższej grze gitarowej, którą Syn nazywał pseudo-solo... Kari zaczęła screamować, zastępując Valary.
Patrząc w przeszłość... zanim Kari była pełnoprawnym członkiem Avenged Sevenfold, Valary pomagała z tymi wrzaskami na koncertach i była w tym bardzo dobra. Po dołączeniu Kari już na takowych się piosenka nie pojawiła ani razu. Tego dnia chcieli ją odnowić, a Jim miał wrzeszczeć zamiast Val, ale ugadał się chwilę potem z Kari, że to ona spróbuje. I tak zrobiła. Żeby urozmaicić scenę, odstąpiła od perkusji zostawiając chwilowo grę Jimowi solo, po czym umazana w krwi obeszła Matta i zawrzeszczała idealnie "Punching slowly my mind cant change the speed" nawet gestykulując, po czym Matt zaśpiewał "As my victims bleed", podchodząc do Sewarda i uderzając go z łokcia w plecy dość mocno. Następnie Sullivanka padła na kolana (po co się przejmować krwią?) i ze spuszczoną głową przecierała dłońmi (miała obydwie wolne - Mikrofon w słuchawkach kox) czerwoną ciecz na podłodze, wrzeszcząc "No matter what I do or how hard I try.", a po "Can't use my abilities" Shadowsa wstała i sadystycznie chwyciła go oburącz mocno za szyję, wręcz nim potrząsając, gdy w tym samym momencie Jim wrzasnął coś w stylu "Use", przeciągając słówko. Tym samym zostawiła wokaliście na szyi ślady z krwi, a on powtórzył ostatni werset bez "can't". Kari wróciła na miejsce, więc znowu było duo perkusyjne kompletne. Nie na długo, Matt padł na kolana prawie tak jak Kari i wywrzeszczał "Art of Illusion", a więc Jimmy tym razem wstał i zaczął powolnie krążyć wokół niego. Z morderczym uśmieszkiem słyszalnym szeptem powtarzał wszystko, co Matt mówił, a gdy Sanders skończył, Sullivan podszedł do niego od tyłu i po prostu na jego karku postawił nogę jak na kawałku drewna. Oparł się na niej charakterystycznie jedną ręką ze spuszczoną głową, a po dwóch sekundach spojrzał prosto na publiczność z wciąż wyraźną miną "zacieszającego mordercy". Na dodatek dało się zauważyć u kuzynostwa w tym songu czerwone tęczówki, tak okazyjno-klimatycznie.
Jim jeszcze patrząc na widownie z tą miną coś wyszeptał, zdjął nogę z Shadowsa i powędrował z powrotem do swojego instrumentu, a Matt wstał i wyscreamował wszystko to, co mówił na kolanach i napierdalał we wszystkie pobliskie wiszące "trupy" nożem. Song zakończył się imitowanym przez Kari na zewnątrz odgłosem burzy i deszczu.
I tak oto przeszli do drugiego Songa, gdzie znowu powaga zeszła na drugi plan - Dancing Dead. Tyle, że Nec był na tyle szybki, by porozrzucać po polu gry szklane butelki - niektóre rozbite, większość w całości. Istna impreza nieżywych. W tej piosence dało się głównie słyszeć gitarę basową, więc Johnny miał z czego zacieszać. Jeden ze specjalnych momentów w songu to chyba zwolnienie tempa przed solówką, gdzie zespół ze sobą zaczął gadać tak, że pewnie tylko amerykańce znające dobrze slangi ogarniały tą konwersację.
W końcu zakończyli songa, a Kari spróbowała się tak szybko ulotnić do parapetu jak tylko mogła. Na próżno, bo zaraz została otoczona przez całe grono amerykańskich friendów z gratulacjami i ogółem wszystkim, co się tyczyło jej screamu. W końcu nie wytrzymała i rozgarnęła lud tak, by miała jakąś przestrzeń osobistą.
- Może i nowość, ale takie darcie japy wykańcza. - Stwierdziła, po czym szybko wśród tabletek wyczaiła jakiegoś Cholinexa i go wzięła do possania, by nie chrypieć w nowym roku.
- Valary i tak pewnie jest lepsza ode mnie w screamowaniu. - Dodała jeszcze, ale po chwili zdziwiła się, iż usłyszała od Matta, że tak właściwie to Kari poszło lepiej z drugim wersem, który musiała zawrzeszczeć.
Przynajmniej nie brzmiało to identycznie do "Nrhawrahhwrarararawhry".
No i wiadomo już było dlaczego tak zwlekała z przyjściem na rozpoczęcie grania.
Powrót do góry Go down
Richard Weißkreuz

avatar



BIRTHDAY : 24/06/1979
ORIGIN : Wittenberge, Niemcy
Age (2016) : 38
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 6:05 pm

Reesh z uwagą przyglądał się krwawemu występowi. To było bardziej w jego typie i bardzo approve'ował te sceny. Po zakończeniu piosenki zajął się swoją komórką.
- Hej, ludu! Patrzcie, mam zdjęcia z wigilii! - krzyknął zaskoczony.
Szczerze to nie pamiętał, aby robił jakiekolwiek. Biorąc jednak pod uwagę, że już z góry poszedł się nawalić, mógł je robić po pijaku i właśnie nie być tego świadomym. A jak je znalazł? Proste, w komórce zaczął grzebać. Spojrzał jeszcze tylko na godzinę wykonania i co zauważył? Piąta nad ranem! A to oznaczało tylko jedno: wszyscy już prawdopodobnie wtedy byli nawaleni i to bez żadnego zasranego wyjątku!
Usiadł po turecku, pozwalając aby zainteresowani przeglądaniem fot usiedli naokoło lub go otoczyli na stojąco. I tak...
Pierwsze zdjęcie: Jest jeszcze stosunkowo spokojnie. Jedyne co może się tu nie zgadzać to to, że wszyscy ci co nie chcieli pić... właśnie się zalewali. Pod "dowództwem" Simona. Czyli krótko mówiąc Anette, Marie, Nadia... a nawet Mark wprowadzali się w stan nietrzeźwości.
Drugie: Dziewczyny z poprzedniej fotki i Mar urządzają sobie "topless runing". Wszystkie cycki zostały jednak przypadkowo zasłonięte palcem Reesha.
Trzecie: Odczytać z niego można było tyle, że gdy Anette i Lauri chcieli się pocałować i już gały zamknęli, między nimi pojawił się Kamil z wniebowziętą miną (prędzej spowodowaną przez dziewczynę niż Kurdupla). Za Szwedką natomiast stał Jerzy i udawał... pewną czynność.
Czwarte: Najebany Friedrich leży klatką piersiową na kolanach Gordona, zaś Ralph rysuje mu na plecach i tyłku małe, wdzięczne kutasiki.
Piąte: Mark próbuje wyrwać Mariannie butelkę szkockiej.
Szóste: Niewątpliwie jedno z najbardziej zaskakujących ujęć. Postacie z poprzedniego zdjęcia się... całują, a stojący obok Niclas, z szerokim uśmiechem trzyma przed sobą dłonie z kciukami w górze.
Siódme: Konstantin leży rozjebany gdzieś na dywanie, a Anthony udaje, że go... wiadomo co.
Ósme: Matthias i Arthur bawią się w Buck Dich, ale... z zamienionymi rolami(!)
Dziewiąte: Henning i Brenn sobie wciągają, ale wyraźnie jeden musiał dmuchnąć, bo obydwoje nagle mieli całe twarze w białym proszku.
Dziesiąte: Całe KF wykonało olbrzymią kanapkę z Arthurem na samym dole i Marie na górze. Krótko mówiąc... KrigenFamilie!Porno
- Kurwa, to jest niesamowite! Zgadzacie się ze mną? - spytał po zakończeniu projekcji, choć pewnie miał jeszcze kilka ujęć ale chciał je zachować na później.
Kiedy otrzymał bardzo pozytywną odpowiedź (choć otrzymywał je jeszcze podczas pokazywania fot, gdyż co chwilę były piski, krzyki itp.)

Wyruszył z Rammsteinowcami na przygotowanie kolejnego występu. Zaczęli od piosenki Moskau, tak jak miało być. Za t.A.T.u. wzięli Nadię i Mar. Ogólnie tam się nie za dużo działo, choć oczywiście cały czas gdzieś dodawali ognia. Postanowili pozwolić odpocząć psychice ludzi przed kolejną piosenką...
...Pussy. Bezcenny utwór R+. Przy drugim refrenie wokalista wyszedł z sali, aby chwilę później wjechać na małym quadzie, który został przerobiony na... ogromnego kutasa. Gdy kolejny refren odegrali, Arthur nacisnął coś a z penisa zaczęła strzelać potężna ilość piany, a za nim pojawiła się garstka chłopaków z KF, tych typowych jajcarzy, przebrani byli za różne zwierzęta i udawali, że się na wzajem posuwają.
- In Ger-ma-ny! - zakończył cały zespół jednocześnie, spoglądając z zaskoczeniem na "zwierzątka", gdyż nie wiedzieli, że ktokolwiek planuje takie coś.
Zaśmiali się głośno, odłożyli instrumenty i ruszyli na kolejnego kielonka.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 6:09 pm

Widać było, że Avengedowa siódemka (tak, włącznie z Arinem) miała wyjebane na tą krew i postanowiła jeszcze pobyć umazanym z niej.
Słysząc o fotkach oczywiście trójka Sullivanów i amerykańskie zespoły zebrały się za plecami Richarda. Wszyscy mieli polew z nich, a szczególnie Jimmy, Brian, Andy i Kari. Ta ostatnia pierdolnęła małą, suchą fontannę na zdjęcie MarMark, ale po pijaku wszystko było w końcu możliwe.
Nagle za plecami kuzynostwa rozległ się jeszcze jeden śmiech, zupełnie inny od tych, które dotychczas słyszeli, tak też się odwrócili i... Kari omal nie zdechła z radości.
- Uncle Lars! - Wrzasnęła tylko, rzucając się Duńczykowi na szyję, powstrzymując wszelkie piszczenie.
Nie spodziewała się najazdu metalowych weteranów, ale miło było widzieć, że wpadli z wizytą. I dodatkową porcją alkoholu.
Oczywiście przybysze opowiedzieli Sullivanom historyję "dlaczego nie wpadli w wigilię, ale chcieli". Głównym powodem było najebanie się już z samego przedpołudnia, ale nie tylko to.
Po krótkiej rozmowie Kari podeszła do Briana.
- Ty na pewno też masz jakieś fotki. Ja to wiem i ty to wiesz. Więc szukaj, a po następnym występie pokażesz. - Powiedziała, po czym cicho odetchnęła i powróciła do parapetu.

Można by pomyśleć, że podczas Pussy najprawdopodobniej Kari będzie stać z pokerface'm, a najlepiej w ogóle patrzeć tylko w sufit. Jednakże... Ona oglądała i się śmiała. Nic jeszcze nie piła, a miała po prostu polew. W ogóle dziś się nie zachowywała jak ona.
Spojrzała na Neciraisa, a gdy ten po występie stwierdził, że patrząc na zwierzątka przypomniał sobie wigilię i strzelił Yao Minga, Sullivanka od razu wyczuła aluzję.
- Wiesz co, Nec? Cieszę się teraz, że maskonur Emila jest samcem, bo nie chcę daemona-pedała. - Stwierdziła również strzelając Yao Minga, bo była świadoma tego, że takie sytuacje Nec mógł wykorzystać do swoich pairingowych fiu-bździu. A więc to, że Nec uspokoił swojego pierdolca było tylko mitem.
Zespół znowu się zebrał, by obmyślić następny występ, ale po kilku propozycjach Kari znowu zaczęła wykluczać różne z nich.
- Nie mamy do Screamu wystarczającej ilości dziw... - Nie dokończyła, bo wszyscy od razu spojrzeli na nią ze słodkim uśmieszkiem.
- O nie, kurwa. - Mruknęła jeszcze tylko z facepalmem, po czym zerknęła za siebie z miną "lol, ludzie, pomóżcie".
Czasami zewnętrzny support pomaga.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 6:11 pm

Oglądając zdjęcia, co chwilę robiła pokerface'y, ale gdy zobaczyła zdjęcie siebie i Marka, jebnęła chyba taką zdziwioną minę, jak tylko można. Jeszcze biegi topless były spoko, ale to ją... zatkało. I jeszcze ten najebany Niclas obok też nie ogarniający co się dzieje... Na swój sposób nawet dumna była ze swojego czynu, ale też się trochę bała. Wiedziała, że Dåvøy nic jej nie zrobi, ale mimo wszystko, u niego sam wzrok przerażał. Kątem oka więc łypnęła na niego, ale ten miał swoją typową, olewającą wszystkich minę i spoglądał przez okno. Westchnęła cicho, po czym spojrzała na Niclasa, który wyraźnie był ubawiony tym zdjęciem. Niewątpliwie ufali sobie tak mocno, że się nie posądzali o różne zdrady, szczególnie pod wpływem alkoholu. Hugnęli się na moment i zaczęli dalej oglądać zdjęcia.
- Totalnie. - odparła do Richarda i wytarmosiła mu nażelowany hairstyle.

Oglądając Pussy, stała sobie przy Karinie. Słysząc co mówi do swojego Daemona, zaśmiała się cicho.
- Tak, pedały są złe. Achtung. - powiedziała z szerokim uśmiechem.
Zaczęła dalej się gapić na pozostały lud, ale przy niedostatecznej ilości dziwek, stanęła przy największym skupisku swojego ludu i wszyscy, jednocześnie, jak nakręceni pokiwali głowami, na znak, że niech ona zapierdala.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 6:22 pm

Spojrzała na Mar z uśmiechem, po czym schyliła się do Neca z tą samą miną.
- Jeśli próbujesz w coś mieszać Friedricha, to kastracja cię może nie ominąć i se już żadnej wilczycy nie przelecisz, I swear to Elune. - Mówiła tak dalej uśmiechnięta, ale przy przysiędze do bogini Elune od razu zmieniła ekspresję na morderczynię i przejechała palcem po szyi z wytkniętym językiem, patrząc na lisa z góry. Krew oczywiście dawała podwójny efekt, a sama Kari miała już spokój na jakiś czas.
Ujrzała jak wszyscy w zmowie wysyłają ją na najbardziej hejtowaną przez nią pozycję, szczególnie odczuwalną z osoby trzeciej (czy tam drugiej) na wielkim koncercie w LBC, z którego powstał jeszcze jeden album. I wcale nie była zachwycona, posłała wszystkim wzrok z serii "Morons, I will end you."
Karina nie miała innego wyjścia. Wkurwiona szusnęła z parapetu  torebkę z ciuchami i założyła na nadgarstek, a wolnymi dłońmi kierując się do pokoju złapała za kark Brennivina i Valbiego i pociągnęła za sobą, a zespół zaczął ogarniać scenę z resztek krwi..
I tak oto plan piosenek został Z-J-E-B-A-N-Y!
***
Tak więc Kari w mroku wróciła do pomieszczenia imprezowego, a że Brian widział ją w ciemnościach jako-tako, zagwizdał głośno, a po chwili wrzasnął, bo oberwał od Zacky'ego z gitary w łeb. W końcu Sullivanka weszła w oświetlone pole, gdy tylko zaczęto grać. Na dodatek nie sama, lecz z zamienioną w człowieka Maru, którą przekonała cudem do pomocy. Co prawda ich stroje się różniły, ale podchodziły pod ten sam kontekst. Następna rzecz, którą tego wieczoru Kari mogła zaskoczyć wszystkich - Epicka kombinacja stroju z torebki, nie za ciężkiego, ale też nie za lekkiego make-up'u, idealnie ułożonych i pofalowanych włosów, grzywki lekko przysłaniającej prawe oko (prawie jak za czasów City of Evil!) i... braku okularów. Metamorfoza na dziwkę, ale krwi nie zmyła do końca. Bo tak, dla fajnego efektu. Można było się też domyśleć, że projektant z Kvaranem pomagali w ogarnięciu jej wyglądu.
Właściwie trudno opisać to, co Kari wyprawiała na scenie, ale na pewno nie próbowała ani opierdalać się, ani zwiać. Zrobiła to by ratować własną dupę, a przy okazji pokazała, że nie jest tylko jebniętą mentalnie dziewuchą, która omija wszystkie party szerokim łukiem.
Bywało też, że Kari albo robiła nieco ognistych efektów specjalnych, albo charakterystycznie uwisnęła jak nie na Zacky'm, to na Mattcie lub też na kimkolwiek innym, ale gdy Brian już chciał wykorzystać krótki moment przerwy w grze i załatwić Kari assgrab (No, udało mu się...), Sullivanka taktownie, wciąż do rytmu obróciła się, podeszła do Hanera, złapała typowo dziwkarsko za koszulę z uśmiechem i... nie, nie pocałowała, choć wyglądało, jakby zamierzała. Po prostu dała mu w ryj z liścia jako Wombo-Combo kontynuację pierdolnięcia Zacky'ego, po czym znowu odwróciła się do widowni i posłała do wszystkich kissa. Synyster może i oberwał, ale za siedzenie cicho Johnny został wynagrodzony i mógł za nią porobić pelvic thrust, z którego to Kari nie robiła sobie nic, chociaż Jimmy bardzo starał się nie tracić rytmu przez te dziwnie i sugestywnie wyglądające pare sekund występu. Nie mógł nie patrzeć, skoro miał przed sobą wszystko. Przejebane.
Gdy Jim przy pewnym momencie wrzeszczał potrójne "Scream", Kari się zakradła za niego i na nim zawisła, a po tym, gdy do kuzyna się dołączyła w zaśpiewaniu kawałka "ravaged your mind" ujrzała... znaną już większości pornolównę przez okno. Nadal uwieszona na Jimmy'm po bitchowemu wytknęła na nią język, przy okazji pokazując gest Kozakiewicza, po czym puściła Sullivana, by dalej nie przeszkadzać w grze i wróciła, by pomóc Maruserii na scenie. Ona też się uwieszała, ale mniej, oczywiście.
***
Doczekała się końca piosenki i pomimo trzymania wszelkich emocji na wodzy podczas dziwkowania, w końcu nie wytrzymała i czerwona na twarzy podeszła do parapetu na chwilę, by zażyć jeszcze jedną tabletkę, która akurat z alkoholem mogła być stosowana.
- A teraz dajcie mi odejść w godności i honorze, mon. For the Horde. - Powiedziała po zażyciu leku i przy ostatnim krótkim zdanku pokazała "szatańskie różki w górę", wędrując już w kierunku sofy. Ale nie doszła, bo pizgnęła na ziemię.
Powtórka z Wigilii? Możliwe, że nie. Pewnie była zbyt przytłoczona, by dojść do sofy.
- I hate this motherfucking job. - Wymruczała jeszcze zamykając oczy, jako że nie chciało jej się wstawać. Wydawała się wręcz pijana, ale alkoholu jeszcze nie spożyła.
So... What the fuck now? What. The. Fuck?
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 8:09 pm

Widząc Kari jako dziwkę, Mar wręcz piała ze śmiechu. Ba, ona wydawała z siebie takie dźwięki, jakich nikt nie mógłby nawet nazwać! Bo co to było? Pewnego rodzaju kombinacja odgłosów takich jak okrzyki zarzynanej świni, darcie mordy rannego jelenia, pisk pieska preriowego, miauczenie kota i w dodatku... parcie jak przy porodzie! To była ta ostatnia forma śmiechu Marianny. Brzmiała niewątpliwie tak, jakby się nawpierdalała radioaktywnych biedronek. W końcu już miała się zjebać z sofy, na której do tej pory siedziała, ale została przytrzymana przez kogoś, kim okazał się... Atsushi! Dziewczyna pisnęła z zachwytu, przytuliła na moment Japończyka i chwilę później cała Mafia zaczęła witać jednego ze swych członków, który niestety wcześniej nie miał czasu do nich przybyć.
Podczas powitań, Mar zauważyła, że Karina padła. Jak na wigilii zawołała Ivana i szybko się uporali z osłabieniem Polki. Gdy była już ona w jakimś sensie zdrowa, Krigen Familie postanowiło przygotować się do występu, będącego przed kolejną piosenką Rammsteinowców.

Zrobiło się ciemno, a latarki padły na drzwi, które otworzyły się i wszedł przez nie Jerzy ubrany w garnitur.
- Witam państwa na...
- Wypierdalaj, śmieciu! - z publiczności nagle dało się usłyszeć głos Gordona. Jedna z latarek zaświeciła na Greka i wszyscy doskonale mogli zobaczyć, jak ten wyjmuje X-Guna i zaczyna strzelać w Jerry'ego.
- Przedstawieniu... pod tytułem... Balladynaaa- - Jura próbował dalej czytać swoją wstępną kwestię, ale po każdym słowie musiał zręcznie uniknąć ognia.
- No dobra, dobra! Już idę! - wrzasnął w końcu, rzucił z impetem kartkę na podłogę i udając wkurwienie wyszedł na zewnątrz.
Chwilę później na salę weszli Ralph, Friedrich, Ramzan, Mikhail, Henning, Martin, Christian, Marie, Kamil oraz Ziga, przebrani za różnego rodzaju drzewa i krzaki. Poustawiali się losowo w tle, gdyż na pierwszym planie niby była chata, do której wlazł Niclas jako Kirkor, a w środku siedział już Pustelnik, Atsushi.
- Kurwa, każą mi se babę znaleźć, kurwy z zamku jebane. Pustelniku, co robić?! - spytał blondyn, zwracając się do Japończyka.
- Najlepiej stąd wyjdź, pornole czekają. - odparł Pustelnik i wskazał blondynowi drzwi.
Gdy Niclas wyszedł, do chaty wszedł Konstantin, jako Filon.
- Pustelniku, ogarnij to, kurwa! Wymyśliłem se ideał baby dla mnie, po prostu gdybym taką znalazł to... ARGH! - Filon gadał jak najęty, a Pustelnik wykonał facepalm.
- Co was dzisiaj najebało na przychodzenie do mnie?! Skoro już tu jesteś, to powiem ci, że jesteś debilem. Ładne baby są pozajmowane, a brzydkie to lesby. A teraz wypierdalaj, szmato. - odrzekł Atsushi, zapalając papierosa.
Konstantin pokazuje mu "takiego wała" i wychodzi, zaś Japończyk śmieje się głośno i idzie w głąb chaty.

W tle ktoś rozwija błękitną krepinę, ale na pierwszym widoku znów pojawia się Jerry, odchrząknął.
- Akt pier... wszy, scena druga. - powiedział unikając kolejnego ataku ze strony Gordona, po czym szybko wybiega ze sceny.
Na środku pojawiają się Anette jako Goplana (pani jeziora Gopło), oraz jej duszki: Chochlik (Arthur) i Skierka (Lauri).
- Kurwa, zabujałam się w Grabcu! Szmata to kpiarz i wesołek jebany, ale za to tak przystojny, że...
- Masz kisiel w gaciach. - podpowiedział Chochlik, szczerząc się głupawo.
Przez swój komentarz Arthur dostał w twarz, a dziewczyna odwróciła się do Lauri'ego.
- Skierko, gówniarzu. Zapierdalaj śledzić Grabca. - powiedziała krzyżując ręce na piersiach.

Drzewa znów przesunęły się do tyłu, robiąc miejsce na nową chatę przed sobą. Goplana, Skierka i Chochlik zleźli ze sceny, Jerry wrócił:
- Akt pierwszy, scena trzecia! - powiedział bardzo szybko, wręcz niezrozumiale i zwiał, zanim Gordon zdążył go zabić.
Niclas wchodzi do chaty, w środku siedzą Marianna jako Balladyna, Nadia jako Alina i... CHRISTOPH PRZEBRANY ZA BABĘ JAK W "MEIN TEIL", jako Wdowa.
- Hej, jakiś kiepski ten burdel! - wrzasnął Kirkor, a "dziewczyny" spojrzały na niego miną AYFKM.
- To nie burdel? Kurwa, to se nie porucham. - stwierdził Niclas, wkładając ręce do kieszeni.
- Dobra, dziewy. Mam se znaleźć babę, to se znalazłem. Ale nie wiem którą z was wziąć. Któraś niechętna? - spytał.
Lauri podszedł do Wdowy, wszyscy udawali, że go nie widzą.
- Mam plan. Powiedz mu, by ochajtał się z tą, która jutro zbierze więcej malin w lesie. - powiedział.
- Mam plan! - krzyknął Christoph, wstając tak nagle, że chcąc-nie chcąc, Lauri dostał w dziób, padł na ziemię i odturlał się ze sceny.- Ochajtasz się z tą, która jutro zbierze więcej malin! - powiedziała Wdowa, pląsając z powodu swej "mądrości".
- Chyba cię pojebało! - syknęła Marianna, ale zrobiła facepalm, widząc, że na nic to nie poradzi.
Wyszła z chaty, obok natknęła się na Grabca, którym był... Richard. Zaczęli się całować (oczywiście udawać), jednak zostało to zauważone przez zakochaną w Grabcu Goplanę, która wyjątkowo się wkurzyła.
- A to chuj jebany. - szepnęła do siebie.
Kiedy Balladyna wróciła do chaty, Reesh został zamieniony w płaczącą wierzbę (pojawił się dym i po prostu zamieniono Richarda z Friedrichem).
Nagle na środek chaty wbiegł Kamil ubrany na oczojebną żółć.
- Patrzcie, kurwy! Jestem słońcem! - krzyknął podnosząc ręce do góry.
Niclas podszedł do niego i kopnął go w bok, powodując tym samym wypad Stocharda ze sceny.
- Dobra, dziw... dziewoje. Wypierdalać po maliny. - powiedział Kirkor i usiadł sobie na krześle.
Marianna i Nadia wyszły z chaty, Kamil zrobił jedno okrążenie wokół sceny i gdy już miał być "wieczór", dziewczyny spotkały się na środku.
- Kurwo mała, oddawaj te maliny! - syknęła Balladyna, której dzbanek był pusty, gdy Aliny był pełny.
- Nie, nie, siostro! Mogę się z tobą podzielić, ale nie oddam ci wszystkich!
Nagle ktoś utworzył nad dziewczynami typowe paski HP z gier. Mar zaczęła się zbliżać do blondynki, ale w pewnym momencie się zatrzymała.
- Kuźwa, gdzie mój nóż?! - wydarła się na całe pomieszczenie, po chwili obok niej pojawił się Arthur z mieczem Clouda Strife'a z FF. - Może być. - mruknęła i pogoniła Arthura, po czym udała, że zabija Alinę, a pasek z HP blondynki zniknął.
- C-C-C-C-COMBO BREAKER! - krzyknął Northeim w tle.

- Akt drugi, scena pierwsza. - powiedział Jerry, kiedy ze sceny wszyscy się zmyli.
Chłopak już tylko wystawił łeb zza ściany, aby Gordon nie zdążył mu zrobić krzywdy.
Filon, czyli Konstantin przemierzał las, aż w końcu znalazł ciało Aliny.
- Ruchałbym. - stwierdził, wzruszył ramionami i zaczął dobierać się do swojego rozporka.
Ralph, wciąż przebrany za drzewo pojawił się obok nich i zasłonił "parkę" wielkim kartonem z napisem CENSORED. W tle ktoś z płyty włączył "A Little Piece of Heaven", ku uciesze Avengedów. Kiedy de Cavaco zabrał karton, do Kostii podchodzi Atsushi i razem odnoszą Alinę do chaty. Tam stoją już Goplana z Balladyną.
- Dziecko tępe i nierozumne! Po chuja ty mordowałaś swoją siostrę? - spytała Anette.
- Żebyś się pytała. - odparła Mar i splunęła na podłogę.
- Możemy ją wskrzesić. - powiedziała Goplana.
- Chuj ci w dupę, dobrze jest. Alina i tak pojebem była. - stwierdziła Balladyna.
- W sumie racja... - mruknęli cicho jednocześnie Anette, Kostia i Atsushi.
- Dobra, wypierdalam. Kutas na mnie czeka. - powiedziała Marianna z "awesome face'm" i wyszła, podskakując wesoło.

- Akt trzeci, scena druga. - zawył Jerry, dodając do tego muzyczkę jak z ruskiego "trolololo-". Przeszedł przez scenę nawet jak tamten rusek, Gordon cały czas w niego strzelał, ale (celowo) nie trafiał.
- Zamknąć tą dziwkę w wieży, niech ją nietoperze ruchają! - wrzasnęła Mar, wskazując palcem na Wdowę.
- Otwórz te jebane drzwi, ruchać mi się chce! - krzyczał Richard odmieniony z postaci brzozy, jednocześnie waląc w drzwi od pokoju.
- Balladyno, jesteś taka śliczna! Jak cię widzę, to mi wszystko staje! - powiedział Simon, który dostał rolę Kostryna, naczelnika straży Kirkora.

- Scena trzeciaaaa- - zawył Jerry, jadąc przez scenę na... koniu. Takim prawdziwym.
- Idziemy na wesele, idziemy na wesele! Chlać będziem, ruchać będziem, rzygać będziem! - śpiewali Goplana, Skierka i Chochlik, poskakując wesoło i przechodząc tak przez całą scenę.

- Scena piąta! - wrzasnął Jura, dopasowując swój głos do melodii "Tier".
Na środku stoi stół, siedzą przy nim Kirkor, Balladyna, Goplana, Skierka, Chochlik, Grabiec, Kostryn i gumowe lale +18. Do sali nagle wbiega Wdowa.
- Balladyno, szmato pieprzona w dupę! Masz karę na komputer do końca życia! I odbiorę ci konto premium z Red Tube! - krzyknął Christoph, cienkim, kobiecym głosem.
- Wypieprzaj, żebraczko! Nie znam cię! - syknęła Marianna, łapiąc jedną z lalek i rzucając nią we Wdowę.
- Balladyno, spokojnie. Nie rzucaj gośćmi. - mruknął Kirkor, spoglądając kątem oka na swoją wybrankę.
Do sali wpada Anthony, jako goniec.
- Ej, doktorze cwelu! Tak, Grabiec, do ciebie wołam, szmato! Królem zostajesz tego swojego zadupia! - krzyknął, klasnął w dłonie, zabrał Richardowi kieliszek i wybiegł.
Mar zemdlała tak, że przywaliła całą twarzą w stojący przed nią talerz z budyniem. Kirkor wyszedł przed salę i zaczął grać na PSP.
- Ej, dziwkarzu mały! Koronę odzyskaj, a nie się zabawiasz w eroty na konsolach! - syknął Atsushi, nie wychodząc z cienia.
- Jakiej tam korony, kuźwa? - spytał blondyn, spoglądając w stronę cienia, w którym krył się Japończyk.
- No tej, co ją ktoś zajebał, tępaku!
- A... No dobra. - Niclas prychnął i wrócił do sali, poklepał padniętą Mar po ramieniu, jak gdyby nigdy nic.
Światło wtedy zgasło, dając do zrozumienia, że zaczęła się noc i już koniec kolacji. Minutę później Mar szła przed siebie, podświetlając sobie drogę komórką. Natknęła się na Grabca, który trzymał koronę w dłoniach, zabiła go... niszcząc mu fryzurę! (eh, ten Reesh...)
- COMBO BREAKER! - wrzasnął Northeim, Mar rzuciła w jego kierunku telefonem.
- Kurna... - mruknęła i zaczęła po ciemku szukać korony na podłodze (tego lud mógł się domyślać po odgłosach i różnych przekleństwach), ale gdy jej nie znalazła, wyszła z "korytarza".
Gdy światło powróciło, dając dzień, koronę znalazł Simon, czyli Kostryn, zupełnie olewając ciało Richarda.
- Słuchaj, chłopie. Rozprawimy się z Kirkorem, zajebiemy Pustelnika i wszystkie zadupia są nasze. Co ty na to? - spytała Balladyna, nagle pojawiając się obok Kostryna.
- No... dobra! - przytaknął Simon jak typowy głupek wsiowy.
- I tak cię zamorduję... - mruknęła Marianna, odwracając się plecami do Duńczyka i zacierając chytrze dłonie.
- Balluś, myślisz na głos. - szepnął jej do ucha szatyn, odpalając papierosa.
- Nie słyszałeś.
- Oczywiście, że nie.

- Akt piąty, scena pierwsza. I to koniec kurwa będzie, szmaty! - wrzasnął Jura, z szerokim uśmiechem.
- Do mnie mówisz per "szmato"?! To ja do ciebie tak mogę, ty do mnie nie! - odkrzyknął Gordon, wstając z miejsca i wchodząc na scenę.
Jerzy od razu zaczął zwiewać, Grek ruszył za nim.
Osoby do tej pory przebrane za drzewa teraz nawalały się na gumowe lale, niczym rycerze mieczami.
- KURWAAAAA-! - wrzasnął Niclas, padł na podłogę, potelepał się chwilę i w końcu "umarł".
Balladyna podeszła do Kostryna i podała mu piwo z trucizną. Kiedy Simon wypił, błyskawicznie padł na podłogę.
- Ha, jestem bossem, dziwki i dziwkarze! - krzyknęła Marianna, podnosząc dłonie w górę.
Zaczęła tańczyć coś podobnego do can-can'a, lecz nagle do sali wjechał Arthur na kutaso-armacie
- Chciałabyś! Duszki rulez! - krzyknął i "zabił" Mar pianą z armaty.

- End of story. - wydyszał Jerry, duszony na środku sceny przez Gordona.

Aktorzy się ukłonili i równie szybko spierdolili.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 8:14 pm

Tak czuła, że odniesie zajebistą porażkę w bitchowaniu, więc po pizgnięciu na ziemię, a właściwie już po pomocy medyków jebła się na sofę bez słowa i dalej milczała, aż do momentu rozpoczęcia przedstawienia. Podczas niego ryła się pewnie najgłośniej ze wszystkich, pomimo zepsutego wcześniej humoru. Ciekawe co było w jej lekach.
Po występie podreptał do niej Johnny.
- Kari, planowaliśmy Beast and the Harlot i chcemy... - Nie dokończył, bo zaliczył headshota z jednej z bransoletek Kari.
- Sam se wypierdalaj w takim razie, konusie! - Wydarła się na niego, po czym położyła się znowu na sofie i spojrzała w sufit.
Chodziło Christowi o rolę jeszcze innej dziwki z teledysku owego utworu. No i Jonathan powrócił do reszty amerykanów.
- Forever an outsider, forever alone. - Powiedziała do siebie z ironicznym uśmiechem, ale uświadomiła sobie jeszcze, że jej challenge się nie skończył, a nawet nie zaczął, więc od razu palnęła głośne "FFFUUU-" i zaryła w poduchę twarzą. Ogarnęła się po jakimś czasie.
- Dobra, olać schemat. Przerwa! - Wykrzyknęła ostatnie słowo do swojego ludu, zebrała z podłogi leżącą blisko sofy bransoletkę, wstała i rozprostowała się. Następnie postanowiła zawędrować do Friedricha, a że Nec za nią podążył z uśmiechem na pyszczku, Kari posłała mu wzrok mówiący "przekombinujesz coś, a łeb rozwalę". Gdy podeszła, stuknęła Northeima lekko w plecy (przeciwieństwo uderzeń Mar, zaiste).
- Pomyśl nad zapisaniem się na Voice Actora do Mortal Kombat. Brakuje im Combo Breakerów, yo. - Stwierdziła tylko, dodając na koniec ciche "Heh".
- Anyways, nie odwdzięczyłam ci się jeszcze za wigilię. Jakoś mogłabym? - Spytała normalnym głosem i zerknęła na Neca, czy czegoś nie sugeruje, ale na szczęście siedział cicho. Chociaż raz.
Ostatnio nie mogła darować sobie wdzięczności za pomoc, zwłaszcza jeśli chodziło o przyjaciół, a na dodatek z tygodniowym opóźnieniem. Prawie jak przestrzeganie zasad jakichś Indian, czy coś.
Powrót do góry Go down
Friedrich Northeim

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 01/09/1984
ORIGIN : Hohburg, Holzlant
Age (2016) : 33
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 8:37 pm

Po jakże epickim przedstawieniu, Friedrich zebrał się w kręgu "Królewskich Pijaków" i wraz z Gordonem i Ralphem zaczął nawalać się jakimś wyraźnie bardzo dobrym winem. Cóż, jego bracia mieli wymagania co do win, za to on sam... chciał tylko, żeby na metce miało napis "Wino".
Stojąc tak, rozmawiali o polityce, gospodarce i transporcie w Uta-Dej. Taki zwyczaj mieli jeszcze tam będąc, że wszyscy królowie wszystkich, nawet najmniejszych królestwek zbierali się w którymś zamku i z okazji nowego roku świętowali, ale też rozmawiali na "ważne tematy", planowali innowacje przeróżne i tak dalej.
Czując stuknięcie w plecy, zamarł na sekundę i odwrócił się przodem do Kariny, na jego twarzy był typowy dla niego uśmiech. Słysząc dość ciekawy "komplement", zaśmiał się cicho.
- Dzięki, zapiszę się na casting jak jakiś zorganizują. - powiedział, wkładając lewą dłoń do kieszeni.
Gdy padło pytanie o odwdzięczenie, zrobił wielkie oczy.
- Nie, nie musi...
- Paczka fajek, sześciopak piwa i najdroższy winiacz z monopolowego. - wtrącił się Grek, który przez różnicę wzrostu, oparł się brodą o czubek głowy białowłosego.
- Weź wyjdź. - prychnął, zrobił eyeroll i odsunął się krok w bok. - Zrobiłem to z własnej woli, żadne "odwdzięczanie się" nie wchodzi w grę. - dodał i pociągnął łyka z kieliszka. - A właśnie... ty teraz nie powinnaś leżeć i odpoczywać? Ivan mnie zabije jak zobaczy, że nie stosujesz się do jego poleceń. - dodał spokojnie, spoglądając kątem oka na Ruska, pijącego już gdzieś tam wódkę w towarzystwie Lauriego i Anette.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 8:42 pm

W sprawie Mortal Kombata po prostu nie wytrzymała, jako że była dość zapaloną gamerką i w wolnym czasie jeśli nie grała w Warcrafta, to w Tomb Raidera A jak nie w TR, to w Mortal Kombat. A jak nie MK... sporo tych zamienników było, ale czasami dzięki takim gierkom miała strategie walk, pomysły na piosenki... I mówcie jeszcze, że napierdalanie w Call of Duty z Mattem to strata czasu i noł-lajfienie. No, chyba że nagrywanie albumu musiało zaczekać, bo całymi dniami Sanders i Sullivanka napierdalali sobie w odwecie headshoty...
Patrząc na Gordona strzeliła WTF'a, a po odmowie trochę się skrzywiła.
- Nosz mogłabyś chociaż... - Nec obecnie jako człowiek z radosnym uśmiechem stojąc za Kari chciał już coś zaproponować, ale ona powstrzymała go kopniakiem w kolano, tak więc nie dokończył.
- To dla mnie drobnostka. W każdym razie kiedyś i tak jakoś się odwdzięczę. - Oznajmiła z lekkim uśmiechem i odwróciła się do Neca posyłając mu wzrok mówiący "Nie próbuj", a słysząc pytanie znowu stanęła przodem do Northeima.
- Nic szczególnego mi raczej nie jest. Zapomniałam, że stres i moje leki to kiepska kombinacja, a teraz trudno mi jakoś się bez niego obejść. - Mruknęła i podnosząc ręce w bezradności rzuciła tylko krótkie spojrzenie na swoje ubranie, aka "Między innymi przez to".
- Jak się wkurwię to rzucę challenge, niech stracę. - Dodała jeszcze kładąc dłonie na biodrach i zerknęła na swój zespół.
A co można było stracić przy rzuceniu wyzwania? Różne rzeczy, bywały nawet "kary" okresowe. Ale... Kari nie była przeznaczona do bycia dziwką. Chociaż gdy się nie starała, czasami wydawała się takową być.
Oh, the Irony.
Powrót do góry Go down
Friedrich Northeim

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 01/09/1984
ORIGIN : Hohburg, Holzlant
Age (2016) : 33
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 8:44 pm

Słysząc kolejne myśli Neca, spojrzał na niego dość zdziwiony, ale jego wzrok jednocześnie był wyczekujący dokończenia zdania. Kiedy Karina go kopnęła, zaśmiał się cicho i spojrzał na moment na swoichbraci. Towarzysze grzecznie zajęli się winem i gospodarką półtora metra dalej.
- Skoro tak mówisz... Znając was, dziewczyny, namówienie do odejścia od nawet najgorszego pomysłu jest niemożliwe. - powiedział robiąc dłonią delikatne kółka, co wprawiało wino w ten sam ruch.
- Nie sądziłem, że aż tak się stresujesz. Może powinnaś wypić jakąś meliskę na uspokojenie albo inne ziółka? Chociaż... stop. Ziółek od Henna lepiej nie bierz. - dodał z uśmiechem.
Po ziółkach od Henninga można było widzieć wszystko w kolorach tęczy, a nawet rzeczy niestworzone. To na pewno nie było zalecane.
- Wyzwanie ci dali krótko mówiąc... chujowe. No ale to Sylwester, powodzenia. - stwierdził, zaśmiał się cicho i usiadł... w powietrzu.
Przynajmniej tak to wyglądało, ale oczywiście zrobił sobie uroczy fotelik ze swoich niewidzialnych łap. Nie proponował Karinie aby usiadła też, bo zaraz by wyszło na "a ja mam rączki tutaj..." i już by się nie opędził od dziwnych myśli Neca i innych stworzeń pairingolubnych.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Pon Gru 30, 2013 8:47 pm

- Aż taka namolna i głupia nie jestem. - Powiedziała strzelając Yao Minga z cichym śmiechem.
Popatrzyła na kieliszek i aż miała ochotę coś wypić, ale przypomniała sobie, że brała swoje lekarstwa i chwilowo nie mogła.
- Nie nadaję się na dziwkę, face the truth. No i jednak wolę swoje codzienne ciuchy od tego. - Oznajmiła z pokerface'm na samą myśl o tym, że właśnie w tym momencie może po prostu świecić tyłkiem. Zajebisto.
- Pójdę niedługo zrobić miętową, przy okazji może komuś jeszcze zaparzę. - Dodała ze śmiechem przez twierdzenie o Henningu.
Nie zamierzała brać od niego czegokolwiek. Nawet starała się omijać wszelkie produkty do spożycia od Brennivina.
- Totalnie. Nie mam zamiaru prawie do każdego łazić z bananem i spożywając go komentować jego walory smakowe patrząc drugiej osobie w oczy. - Rzuciła pierwsze skojarzenie z typowym tokiem myślenia przeciętnego Polaka o kurwach robiąc eyeroll.
Po tym odwróciła się jeszcze do Neca.
- Skoroś taki skłonny do pairingów, to idź się zabawić z druidami z Darnassus i Thunder Bluff i wieczny odpoczynek racz mi dać daemonie. - Powiedziała jeszcze, stukając go w nos. - Aha, nie biorę odpowiedzialności za skargi od Thralla i Malfuriona. - Dodała jeszcze, wskazując na drzwi.
- Dobra już, idę na dach z Li na dłuższy czas. - Odpowiedział jej normalnym tonem, a odchodząc po drodze zamienił się z powrotem w lisa i zarypiście szybko wyparował razem z Listraeszem.
I ponownie odwróciła się do Frieda.
- Pozbyłam się go szybciej niż myślałam. - Odetchnęła, bo nie lubiła, jak ktoś za nią stoi i zaciesza ryja, a dokładniej Necirais. - Później też sobie "polewituję". - Powiedziała jeszcze krzyżując ręce na piersiach z uśmiechem, chociaż długo tak nie postała.
Z pobliskiego stolika zwinęła pełną szklankę z wodą i na jednym tchu wypiła 1/4 jej zawartości, po czym drugą ręką przegarnęła sobie grzywkę.
Pozostało teraz mieć nadzieję, że nie będą kazali jej użyć prezentu od Mar & Co.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   

Powrót do góry Go down
 
Sylwester 2009
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: