IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sylwester 2009

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Kasper Kjædegaard

avatar
{ kaptain }



BIRTHDAY : 09/06/1980
ORIGIN : Østsalling, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:12 pm

Mar gapiła się przez dłuższy czas w dziwną reakcję przyjaciółki, ale spokojnie przeczekała jej zaciesze.
- My czekamy na Kaspera. To dawny znajomy Dåvøy'ów, miał zdążyć na fajerwerki, ale leci prosto z Danii. - powiedziała spoglądając na zegarek.
Najnowszy członek Krigen Familie był piłkarzem ręcznym, czasem mylony z Niclasem, kiedy byli w swoim pobliżu. Co za niefart...
- Impreza nam się rozkręca. - stwierdziła i zagwizdała głośno.

Kasper znał wszelkie dane, adresy itp, dlatego też szybko "wturlał" się na piętro, gdzie aktualnie była impreza.
- God aftermiddag! - wrzasnął wesoło, podnosząc łapy do góry.
Wtedy też piłka wymsknęła mu się z rąk i uderzyła w Anthony'ego, została złapana przez Kostię po tym rykoszecie i mu odrzucona. Zaśmiał się głośno i przywitał ze wszystkimi.
Jak zwykle, ubrany był na sportowo, a dokładniej miał na sobie cały ubiór, w którym grał mecz kilka godzin wcześniej.
- Sory za to, ale nie zdążyłem się przebrać. - powiedział do Mar, wskazując na ubranie i rzucił jej lekko piłkę.
Spojrzał na Karinę, z którą akurat jeszcze się nie znał.
- Kasper Kjædegaard - przedstawił się z szerokim uśmiechem, wyciągając do niej dłoń w geście przywitania.
Zaraz po tym został pacnięty w tyłek przez Niemkę, więc spojrzał na nią z WTF'em, ale przypomniało mu się, że Simon coś mu pisał o tym, że kombinują nad takim zadaniem dla niej. Zaśmiał się więc krótko i potarł frotką z prawego nadgarstka czoło.
- Kurwa, tak się spieszyłem, że przez przypadek zajebałem klucze od szatni. - mruknął wyjmując nagle z kieszeni wyżej wymieniony przedmiot.
- No i chuj. Sedlaczek, refleks! - zamachnął się i pierdolnął klucze w kierunku blondyna, które oczywiście zostały złapane.
- Byle tak dalej, to cię do kadry weźmiemy! - zażartował i przeniósł wzrok na Mar oraz Karinę.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:14 pm

Widząc jeszcze jednego gościa z daleka na początku myślała, że to już Dave, jako że także był blondynem. Zdarza się.
- Karina Sullivan, nice to meet ya. - Również przedstawiła się z uśmiechem i podała rękę na przywitanie.
Zajebiste niespodzianki na nowy rok. Świat byłby cudny, gdyby było tak codziennie.
I nagle znowu telefon dał o sobie znać.

-- turntechGodhead [TG] began pestering indigoRaven [IR] --
TG: ok
TG: what the fuck
TG: i can hear you from the outside
TG: what are you doing there?


Popatrzyła na wyświetlacz i strzeliła Yao Minga. Nie sądziła, że jest aż tak głośno. Chociaż kij ją wie z jej słuchem, jak się napierdala w bębny z całej siły to się ma.

IR: Ahaha, nothing, dude.
IR: Nothing at all.
IR: Just partying.

TG: doors to your studio are open you know
IR: Yeah.


Po odpisaniu znowu odłożyła telefon na chmurkę. Zapomniała nawet kompletnie o challenge'u, bo nie chciało jej się go odwalać. Już wolałaby próbować zajumać Johnny'emu nieśmiertelnik.
Chwilę później oczekiwany ze strony Kari gość również wpadł na pięterko.
- Yo. - Rzucił krótko i pomachał wszystkim, po czym podszedł do chmurki, o którą się oparł. - No co tam, pani Strider? - Spytał z ironicznym uśmiechem.
- Chciałbyś. Co tam? Dużo, jak widać. - Zaśmiała się głośno i puknęła lekko w jedno ze szkiełek jego okularów przeciwsłonecznych palcem wskazującym. - Kurna, z jednej strony się bardzo zmieniłeś, a z drugiej ani trochę. - Dodała jeszcze z podniesionymi brwiami.
- To samo mógłbym powiedzieć o tobie. - Odparł gość z cichym "heh" na końcu zdania.
- Ano właśnie. Oto Dave Strider. - Przedstawiła gościa przynajmniej ludkom w pobliżu chmurki, którzy go nie znali, by oszczędzić mu łażenia do każdego i witania się. - Coś mi się wydaje, że mamy napływ blondynów. - Zaśmiała się raz jeszcze i usiadła na obłoczku.
Powrót do góry Go down
Kasper Kjædegaard

avatar
{ kaptain }



BIRTHDAY : 09/06/1980
ORIGIN : Østsalling, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:17 pm

- Cavagnari, jebnij mi butelkę wassera na prawe skrzydło! - zawołał i chwilę później podleciała do niego butelka wody.
Widząc kolejnego przybysza, zaśmiał się znów.
- Przynajmniej nie jestem ostatni, to zajebista informacja. - stwierdził otwierając butelkę i wypijając pół napoju jednym duszkiem.
Spragniony sportowiec potrafił na prawdę dużo wypić za jednym zamachem.
- Pani Strider? Uuuu, Karinaaa! - Marianna dostała kolejnych dziwnych myśli, więc na jej twarzy pojawił się paskudnie szczery Awesome.
Zaczęła palcem wskazującym prawej dłoni "skrobać" ten sam palec lewej.
- Emcio będzie zazdrosny. A tak swoją drogą, Strider kojarzy mi się ze Strife. - dodała robiąc "myślącego dinozaura". - Ale co tam, zadanie to zadanie. - mruknęła jeszcze, pojawiając się zaraz za Dave'm i kładąc mu na tyłku dwie dłonie. - Dobry zderzak! Richard, zapisuj: Kasper /und/ Dave! - wrzasnęła do Richarda, który posłusznie wszystko zanotował. - Jestem mężatką, ale zabawa to zabawa. - stwierdziła i "klepnęła" nowego gościa w plecy ze swoją znaną wszystkim siłą.
Ten jednak nie poleciał na Karinę, a na... Kaspera.
- NO KURWA, TYLKO NIE NOWOROCZNE YAOI! - wrzasnęła kładąc dłonie na głowie i udając, że wyrywa sobie włosy. - Ale jak yaoi to tylko ze mną. - wesoło "wyśpiewała" i uwaliła się na tej "ludzkiej kupce". - Chodź, Kari! Zajebisto jest! - stwierdziła - Tylko cycki mi się wbijają w kogoś. - mruknęła jeszcze i spojrzała, kto pod nią leży.
Szczera Mar jest zawsze szczera, kthxbai. Szczególnie w sprawie przednich i tylnych "zderzaków".
- Mar... Mam przekazać twojemu mężowi, aby się tobą bardziej zajął wieczorem? - zażartował leżąc na podłodze, przygnieciony dwoma ciałami.
- Nie trzeba. - odparła tylko i poprawiła swoje ułożenie, aby było jej bardziej wygodnie. - To jak? Wbijasz? - spytała spoglądając na Polkę.
Powrót do góry Go down
Dan Jacobs

avatar



BIRTHDAY : 30/06/1986
ORIGIN : Long Beach (California)
Age (2016) : 31
Liczba postów : 2


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:19 pm

- Weeź, taki gag. - Kari mruknęła do Mar machając ręką olewająco na to.
Taka prawda, w podstawówce żartowali sobie w ten sposób.
- Cóż, Emil i Dave się w Warcrafcie napierdalają bez przerwy. Przez to często zawalamy questy. W ogóle zachowują się jak rywale. - Skomentowała oznajmienie Mar i jebła "shrug'iem".

Akurat Dan wbił do roomu, gdy Dave się przewracał na Kaspera.
- Ja pierdole, wychodzę na chwilę, a ci już się gwałcą! - Wrzasnął wbiegając do pokoju i wymachując rękoma. - Na dodatek ich tu wcześniej nie było. Kurwaaa- - Dalej wrzeszczał jak opętany. Nie wiadomo co mu odpierdoliło, ale to i tak nie trwało długo.
- Nie, dzięki. Nie w takim stroju... - Kari odmówiła Mar z pokerface'm.
Jacobs podszedł do chmurkowego kółka, gdy tylko się uspokoił i oparł się łokciami o obłoczek.
- Lisie kity nic nie kombinują. Gadają tylko sobie. - Oznajmił Kari i uśmiechnął się.
Po chwili podszedł jeszcze Emil.
- Siema leszczu. - Heidrun stanął nad Striderem z ironicznym wyszczerzem.
- Emil? Zajebisto cię widzieć w końcu osobiście. - Dave co prawda leżał, ale spojrzał na Islandczyka.
- Jak tam twój rozjebany na pół kawał blachy? - Emil spytał i zaśmiał się pod nosem.
- O wypraszam sobie. To walijski miecz Caledfwlch znany także jako Legendary Piece of Shit i jest zajebisty. End of Story. - Dave odpowiedział ze sztucznym oburzeniem, a na końcu również się zaśmiał cicho.
- Boże. - Karina mruknęła w zażenowaniu i strzeliła facepalma. Wiedziała, że tak może być teraz bez końca. Chyba bez.
- Travis, kopsnij żelki! - Wrzasnął przez pomieszczenie, a po chwili w jego ręce trafiła paczka dżdżownic. Spora paczka. - Hm. Nagle przypomniała mi się gra typu "kissing" z Pocky, Spaghetti, czy też żelkami. - Oznajmił z zamyśloną miną.
Powrót do góry Go down
Kasper Kjædegaard

avatar
{ kaptain }



BIRTHDAY : 09/06/1980
ORIGIN : Østsalling, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:21 pm

- Jak rywale? Boże, to Emil potrafi rywalizować? - odparła Mar, robiąc Yao Minga.
Przyzwyczaiła się do tego, że "Emcio" to takie spokojne dziecko, które by muchy nie skrzywdziło.
Kasper zaśmiał się głośno, słysząc jeszcze hasła o gwałtach.
- "To nie tak jak myślisz, kotku!" - odparł słynnym tekstem z filmów, które zawsze się pojawiają w takich dziwnych sytuacjach jak chociażby ta.
- Ty, a więc jednak srsly się nie lubią. - mruknęła Niemka do Kariny, gdy Emil i Dave zaczęli się droczyć.
- Ej, ej! Chłopaki, spokojnie. Nie chcę abyście toczyli walki jak ja leżę pod jednym z was. - powiedział, jednocześnie się śmiejąc.
Wtedy też Mar ściągnęła Dave'owi okulary i założyła na niego.
- I jak wyglądam? Jak myślisz, mógłbym tak iść na jakieś rozdanie nagród? - zażartował.
Nagród w dziedzinie piłki ręcznej zdobył na prawdę dużo, ale gdyby przyszedł w okularach, i to ciemnych, pewnie zaskoczyłby nie jedną osobę.
Odczekał aż Mar weźmie z niego przedmiot i zwróci Dave'owi.
- Legendarny Kawał Gówna? Lol, jaka nazwa. - przetłumaczył sobie dziwną nazwę miecza i zaśmiał się krótko.
Widząc żelki, jego oczy zabłysły.
- Ej, daj trochę, nie bądź Żyd! - mruknął do Dana, podnosząc rękę w górę.
Powrót do góry Go down
Dan Jacobs

avatar



BIRTHDAY : 30/06/1986
ORIGIN : Long Beach (California)
Age (2016) : 31
Liczba postów : 2


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:23 pm

- Faktycznie, ma coś z brata. Cicha woda brzegi rwie. - Kari powiedziała głosem kogoś, kto się na rzeczy znał już dość długo. Ale kto by się na jej miejscu dziwił?
- To drobnostka. Cieszy mnie, że jeszcze się nie napierdalają na dachu. - Dodała ściszonym tonem i dalej obserwowała sytuację.
Gdy zaś Mar ściągnęła Dave'owi okulary, ten zamknął oczy i był wyraźnie wkurzony, że bez zgody mu zabierają ulubione akcesoria. Nie wspominając już o tym, że najwyraźniej nie lubił, jak mu się ktoś prosto w ślepia gapił.
- Cholera jasna. - Dave mruknął w niezadowoleniu, a Emil zaczął się śmiać, chociaż nie maniakalnie i niezbyt głośno. Może lekko złośliwie. Na osłodę szturchnął Dave'a za pomocą nogi.
Na pytanie Kaspera Strider odpowiedział tylko wzruszeniem ramion, aż w końcu doczekał się swoich cennych okularów i pozbierał się, by wstać.
Dan zaś podsunął pod rękę leżącego Duńczyka paczkę żelek i położył ją na chmurce, gdy już je sobie wziął.
- Dan... Chyba nie sugerujesz, że powinniśmy zrobić taką grę? - Kari spytała trochę obniżonym tonem i zmrużyła oczy patrząc na gitarzystę.
- Nic nie narzucam, róbcie jak chcecie. - Jacobs oznajmił z eyerollem i sam wziął jedną dżdżownicę.
- A trzeba było jej zrobić taki challenge. - Jimmy mruknął i strzelił facepalma.
Powrót do góry Go down
Kasper Kjædegaard

avatar
{ kaptain }



BIRTHDAY : 09/06/1980
ORIGIN : Østsalling, Dania
Age (2016) : 37
Liczba postów : 11


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:24 pm

Widząc, że Dave chce wstać, Mar szybko się z niego sturlała, podeszła do Dana i go "zaliczyła".
- Reesh, nowy towar! Zapisz Dana! - krzyknęła, a brunet zasalutował i zapisał w notatniku.
Kiedy Dave zlazł z Duńczyka, ten również wstał, lewą ręką wpychając w siebie żelki, a w prawej podrzucając piłkę.
- A ja skorzystam z tego, że przypomniałeś mi tą "zabawę". Dawno w to nie grałam. - odparła Mar, po czym gwizdnęła kilka żelek i podbiegła do Niclasa, z którym zrealizowała "kissing", a lud z KF ich otoczył i darł się "gorzko, gorzko", jak to często mieli w zwyczaju, gdy tamci zaczynali się kissować.
- E tam gorzko, słodko już! - wrzasnął Kasper chwilę później, gdyż w międzyczasie wyszedł dosłownie na kilka sekund i przytargał trzy mocno związane ze sobą butelki wódki, które miotnął w kierunku Ivana, drogą ziemia-powietrze-ziemia.
Zaśmiał się krótko z tego, jak zarówno Dragunov jak i Matveyev ruszyli w obronę drogocennej butelki i zaczął obracać piłkę na palcu wskazującym.
- Jak macie zamiar się pobić, to zróbcie to od razu. Na chuj czekacie? Aż was ktoś przygotuje w stylu poda ręczniczek, rozmasuje kark i przyniesie butelkę wody? - mruknął Gordon z ironicznym uśmiechem, gdyż miał już kieliszek wódki, a słyszał wcześniejsze "kłótnie" Emila i Dave'a.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:27 pm

Oczywiście wiedziała, że Mar skorzysta z "przypomnienia" Dana. Ale sama nie chciała w to grać. Bo nie.
Po tym, gdy poobserwowała już sobie kissing pary, sięgnęła po jedną z dżdżownic z paczki i trzymała w powietrzu tuż przed swoimi oczami, które zmrużyła po chwili.
- Bow to your new queen, bitch. - Powiedziała nieco żartobliwie "do żelka", po czym wyrzuciła go nad siebie bardzo wysoko, poczekała dwie sekundy i złapała w zęby gdy spadał.
- Jak ja kurna kocham żelki. - Po skonsumowaniu dżdżownicy zaśmiała się, wzięła jeszcze jedną i w ten sam sposób, co sobie podrzuciła kuzynowi.
Emil spojrzał na Gordona, gdy ten skomentował ich droczenie się. Uśmiechnął się i momentalnie miecz Heidruna wylądował na gardle Stridera. A przynajmniej jego czubek.
- A czemu nie. - Powiedział nie opuszczając ostrza.
- Nie chce mi się plamić dachu tak ładnego budynku krwią. - Dave odpowiedział ironicznie i wzruszył ramionami.
- Martw się o siebie. Za pięć minut dach. - Emil syknął i dopiero schował broń.
- Kurwa mać. - Kari zaliczyła jeszcze double facepalma. Myślała, że jeśli coś miało nastąpić w konflikcie między tą dwójką, to nie już prawie na wejściu. Nawet Bjørn zdziwiony obserwował z pewnej odległości te zamieszki.
- Gościu, przemyśl to. Dziwnie się zachowujesz. - Wierny maskonur Islandczyka zaczął komentować jego działania, ale najwyraźniej ten nie chciał go słuchać.
Powrót do góry Go down
Gordias Athanasakos

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 10/10/1974
ORIGIN : Kásterly Rok [Yara]
Age (2016) : 43
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:29 pm

Zarówno Gordon, jak i Kasper widząc co odpierdala Karina, spojrzeli na siebie znacząco i eyerollnęli. Mimo tego, że się bardzo od siebie różnili, w tej kwestii się zgadzali.
- No, no. Chłopcy rozegrają walkę po męsku. Idę po popcorn. - zarechotał wrednie i ruszył w kierunku Friedricha i Ralpha.
Zatrzymał się jednak obok Kariny i schylił lekko.
- Nie martw się o nich, jak sobie poodcinają ręce albo coś innego to chociaż na twoją korzyść pójdzie: nie będą więcej walczyć, bo nie będą mieli czym. - mruknął do dziewczyny, wyprostował się i opuścił to grono.
- Ewentualnie zbierzcie sobie składy i w ręczną zagrajcie. - jak zwykle zażartował "po ręcznemu" Kasper i zakozłował dwa razy.
Zapchał się żelkami i popił wódką, której kielona przyniósł mu i pozostałym zebranym Konstantin.
- Będzie walka? Cudownie! Niech będzie E K S T R E M A L N A, niech krew się leje, niech zęby wypadają, niech ręce latają i niech... oczy wypadają! - krzyknął uradowany, rzucając już pustą tacą w górę.
Przed uderzeniem w łeb przez spadający przedmiot uchronił go Kasper i podał mu z powrotem.
- Nie no, może aż tak tragicznie nie będzie... - mruknął Duńczyk i spojrzał na Karinę wzrokiem mówiącym, że "ma nadzieję iż tak nie będzie".
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:31 pm

Sama eyerollnęła na "optymistyczne" podejście Gordona. A właściwie na każde podobne do tego. Zamyśliła się na chwilę, ale w końcu podeszła do Emila, stanęła przed nim i złapała za ramiona.
- Opanuj się. - Mruknęła do niego krótko w akcencie przypominającym znany najlepiej Neciraisowi Draconian.
Emil albo olał nawet jej słowa, albo zaniemówił. Kari w każdym razie nie chciało się dyskutować, więc wróciła do swojej chmurki.
- Ja chyba nie ogarniam sytuacji. - Dan mruknął i rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Ty nic nie ogarniasz. - Travis, który pojawił się w pobliżu zaśmiał się i poklepał po łbie Dana.
- Jimmy! Chodź tu no! - Arin wrzeszczał gdzieś z daleka, więc Jim najpierw się rozejrzał, a gdy już zauważył krzykacza, wziął kilka żelek i powędrował do niego. Oczywiście niechętnie, ze względu na odległość.
- Idę zaraz osobiście na dach. - Oznajmiła i oparła się o chmurkę.
- Po co? - Dan spytał, bo był przed chwilą i nic się nie działo. Logiczne pytanie.
- Na wszelki wypadek. - Odpowiedziała i sięgnęła jeszcze po pare żelków.
W końcu na dachu były dwa psychiczne daemony. A jeśli miała tam być jakaś walka, to lepiej mieć nad tym jakąś kontrolę.
Powrót do góry Go down
Niclas von Heerwagen

avatar
{ boss }



BIRTHDAY : 06/11/1989
ORIGIN : Hilden, Niemcy
Age (2016) : 28
Liczba postów : 78


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:32 pm

Po wypiciu wódki utworzył z Mar jak to nazywali "Megazorda", poprzez to, że dziewczyna się na nim uwiesiła, a on ją przytrzymywał za kolana, żeby się nie zjebała. W takim "układzie" podeszli do grupki "Napaleńców".
- Chłopaki, tak nie wypada. Jest Nowy Rok, lepiej go zacząć w spokoju a nie u lekarza. Gordon już się najebał i pierdoli głupoty. - blondyn próbował opanować sytuację "like a Boss". - Napijcie się, to wam przejdzie. - zaproponował, wskazując na trzymaną przez Kostię resztę wódki, która powinna starczyć na kieliszek dla obu "Wojowników".
- Weź spróbuj jakoś ich ogarnąć. Nie wiem... powiedz, że przyjdziesz na topless party jak się nie pobiją. - szepnęła Mar, zginając się trochę, aby dosięgnąć na jej poziom.
Dziewczynie raczej nie spieszyło się do wzywania Ivana na pomoc, ale była gotowa do tego, gdyby do walki w końcu miało dość.
- Kostia, ty też się ogarnij. - powiedział spokojnie Niemiec do Rosjanina, który wyraźnie był napalony na walkę na dachu.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:34 pm

Dave chciał posłuchać Niclasa, ale Emil zareagował cichym prychnięciem. Kij wie, co się z nim działo. W każdym razie normalne to nie było.
- Topless party, huh? Chcieliby. - Kari mruknęła i przymknęła oczy.
Może i chciała jakoś wynagrodzić chłopakom to, że się nie napieprzali, ale nie tak.
- Inne sugestie? - Eyerollnęła i dalej wcinała żelki. Oczywiście miała nadzieję, że Mar nie wpadnie na jeszcze gorszy pomysł od poprzedniego. Przynajmniej dla Kari. - W każdym razie niech wiedzą, że jak zaczną, to niech lepiej się modlą, żebym nie wparowała tam z moją czwórką Aeonów. Mogłabym zrobić z ich dup jesień średniowiecza. - Mówiła coraz to głębszym tonem, a gdy zorientowała się, że trochę przegina ze swoim gniewem wobec przyjaciół, wymachnęła lekko obydwoma dłońmi, unieważniając przynajmniej połowę swojego twierdzenia. Akurat wrócił Jim, a że nagle dostał o wiele lepszego humoru, podniósł Kari (na co ona oczywiście zareagowała krótkim piskiem) znienacka i posadził typowo "na barana". Widoki z wysokości ponad 2,30m - Miodzio.
- I co cieszysz wafla? - Kari spytała, schylając się tak, by przynajmniej widzieć część twarzy kuzyna.
- To przez Arina. Nie uwierzysz. Skurczysyn chce zrobić sobie tatuaż. Czaisz to? - Jimmy spytał dość retorycznie i zaśmiał się, tak samo zresztą zareagowała Kari.
- Nie ma jaj, by to zrobić. Mowy nie ma. - Odpowiedziała strzelając Yao Minga i wyprostowała się.
- Też tak myślę, ale wygląda na zdeterminowanego. - Dodał jeszcze z nieco zamyśloną miną.
- A właśnie, Jim. Bądź tak łaskawie kurwa niższy chociaż na chwilę. - Kari ironicznie rzuciła prośbę, którą oczywiście Jimmy wykonał. Po prostu kucnął.
- Jak sobie panienka życzy. - Powiedział równie ironicznie, na co Kari zareagowała typowym combo śmiech + facepalm.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:39 pm

- Może by i chcieli, ale oglądać to i tak tam zbytnio nie ma co. - mruknęła Mar, robiąc Yao Minga.
Czyli droczenia się z Kariną na temat cycków: ciąg dalszy. Niclas zaśmiał się cicho, ale zaraz po tym zrobił pokerface'a udając, że nic nie słyszał i w ogóle go tu nie ma.
- Załóż im konta w Metinie i niech tam się napierdalają. Będzie bezpieczniej dla nich obu. - zaproponował blondyn.
- Albo ich upij w trupa, to pójdą balangować z Uta-Dejczykami i Rammsteinowcami. Najwyżej Mark ich ukatrupi, ale przynajmniej spokój będzie.
- W ostateczności niech zapalą "fajkę pokoju" od Henninga. - zakończył Niclas listę propozycji, z takim uśmiechem, jakby sam się najarał przed chwilą.
Marianna zaśmiała się krótko i wyciągnęła tak, aby móc pocałować męża w policzek.
- No i widzisz? Masz już listę propozycji. Ewentualnie mogę poprosić Arthura, aby pogonił ich swoim ogienkiem. - stwierdziła, dodając jeszcze jedną propozycję.
Słysząc o Aeonach, zarówno Mar jak i Niclas zrobili Yao Minga.
- Kariś, za dużo Final Fantasy. A po za tym... według naszych stwierdzeń Yuna to dupodajna dziwka, która umie tylko machać różdżką, nie zawsze swoją. - wyjaśniła przyczynę wcześniejszego face'a i spojrzała na Andreasa.
- Chociaż ten skurwysyn jest bardzo podobny do Squalla. Ale to wciąż nie Yuna. - dodała trochę ciszej, aby Sywed jej nie usłyszał.
Słysząc o tatuażu Arina, Heerwagenowie ryknęli śmiechem tak bardzo, że Mar musiała się mocniej przytrzymać Niclasa, aby się nie zjebać.
- Nie ma szans. - stwierdzili jednocześnie.
- "Poniżasz" facetów, tak nie wypada. - powiedziała Niemka i śmiejąc się cicho, przytuliła bardziej do blondyna służącego jej aktualnie za coś w rodzaju "podwózki".
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:41 pm

Kari niby słuchała tych propozycji, ale na wszystkie kręciła tylko głową. Dave i Emil sobie łatwo nie odpuszczali, mowy nie było o sytuacji typu "Okej, to chodź i zapomnijmy o napierdalaniu się", niestety.
- Aeony to nazwa profesjonalna moich stworków. A do Yuny nie chcę się nawet porównywać. I Final Fantasy mnie nieco wkurwia. - Oznajmiła i wzruszyła ramionami.
Poważnie - Kiedy w końcu zamierzali zrobić FINAL Final Fantasy? Chyba nigdy.
- Mar, bierzesz wszystko zbyt dosłownie. - Kari stwierdziła i jebła lolem.
Oczywiście nie miała dokładnie na myśli tego, co powiedziała. A poza tym, "You don't have balls to do something" to już klasyczny tekst. Zajebiście klasyczny.
- To tak jak ja chciałam walnąć sobie piercing. Tylko ja chwilowo zrezygnowałam, by się dokładniej nad tym zastanowić. - Porównała wskazując na początku na te same miejsca, w których kółka miał Zacky i strzeliła uśmiech z zamkniętymi oczyma.
Definitywnie nie stchórzyła. Lepiej przemyśleć, bo w razie "ochechcianek" zrośnięcie się dziurek może nastąpić albo po bardzo długim czasie, albo nigdy. A poza tym Kari to przecież typ perfekcjonisty - wszystko rozplanowane, zaplanowane i zapięte na ostatni guzik.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:44 pm

- Chce ktoś zagrać w moje "XXX Fantasy"? - spytał nagle Kostia, pojawiając się obok.
Po tym tekście od razu oberwał w łeb piłką Kaspera i padł na podłogę jak nieżywy.
- Danke. - mruknęli jednocześnie Mar i Niclas, eyerollując.
Duńczyk skinął głową i schował ręce do kieszeni swoich krótkich portek.
- Final Fantasy jest wkurwiające, ale Dissidia jest całkiem wciągająca. - przyznała Marianna, robiąc "myślącego dinozaura".
Oparła się brodą o głowę Niclasa i przymknęła oczy, tak jak to robią koty, kiedy jest im przyjemnie.
- Wydaje mi się, że ty byś prędzej zrobiła sobie piercing czy tatuaż niż Arin. - powiedziała spoglądając na dziewczynę.
Niemka w swoim ciele nie miała żadnych kolczyków, ani wybazgranych nie miała żadnych tatuaży. Czasem prosiła którąś z przyjaciółek (najczęściej Marie), o nabazgranie jej tatuażu henną: zazwyczaj było to logo Rammstein lub samolot.
- Co poradzić, że Karina jest bardziej męska niż Arin? Smutne, ale prawdziwe. - wtrącił się nagle Christoph, gdy przechodził obok. - Ale Jimmy'emu to nie przeszkadzało. Nie, Revciu? Zaręczyny z nią musiały być zaiste zajebiste? - dodał z szerokim uśmiechem.
Wyraźnie czuć od niego było zapach alkoholu, tak więc prawdopodobnie już się najebał. Następnie odwrócił się do Niclasa i Mar.
- A oni z kolei... No, wam się udało, byle tak dalej! Tylko o gumkach pamiętajcie. - powiedział obejmując blondyna ramieniem.
Obydwoje walnęli Yao Minga, niestety na tym różowowłosy nie skończył swojej działalności, bo jak to pijani mieli w zwyczaju... dostał chęci na całowanie się dla jaj z kimkolwiek na tej sali. I padło akurat na blondyna, który wytrzeszczył oczy i jak najszybciej odepchnął od siebie nawalonego Niemca.
Stojący obok Duńczyk jego też załatwił piłką. Przynajmniej tak mu się wydawało, bo chwilę później Rammsteinowiec wstał i sobie najnormalniej w świecie poszedł.
- Otaczają mnie pijani idioci. - mruknęła Marianna i zamrugała dwa razy.
- Mi to mówisz? - prychnął Niclas z wyraźnym obrzydzeniem. - FUJ. - dodał jeszcze i wzdrygnął się.
- Poproszę Arthura, by go przyjarał pewnego razu. - mruknęła Mar, przytulając się bardziej do chłopaka.
- 'Kay. - westchnął cicho i podniósł głowę do góry, aby móc spojrzeć na Mariannę.
Ta sięgnęła po kilka żelek z chmurki i podała Niclasowi.
- Jedno jest pewne: jak widzicie pijanego Verrücklöwa, to spierdalajcie. - powiedziała, odgarniając końcówki długiej grzywki za ucho.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 12:52 pm

- Zaczyna się. - Mruknęła tylko obserwując najebany lud wokoło, gdy Jim postanowił już przestać kucać czy kij wie co. Stan trzeźwości nie mógł trwać długo.
- True story. - Skomentowała twierdzenie Mar i w jej kierunku zrobiła z dłoni "pistolecik", gdy drugą ręką trzymała się Jima.
Na komentarz Christopha jebła tylko "heh", bo nie przeszkadzało jej takie określenie.
Gdy akurat Niemiec przypomniał o ich zaręczynach, Jim eyerollnął, traktując to jako sarkazm, który powinien być totalnie olany, ale Kari popatrzyła na niego ze zmrużonymi oczyma.
- Suck my dick. - Syknęła tylko, po czym spojrzała w zupełnie inną stronę.
Z jednej strony to było miłe przeżycie, a z drugiej nawet straszne. Totalnie. Nie dało się tego po prostu opisać.
- Przyjęliśmy. - Kari i Jim jednocześnie odpowiedzieli na radę Mar i kiwnęli głową.
- Tak teoretycznie mogłabym zrobić te piercingi już, zaraz, ale gdybym miała się z nimi pojawiać publicznie, to nie mogę nagle poprosić medyka żeby mi "zregenerował" usta. Chyba wiecie do czego zmierzam. - Dodała jeszcze do tematu Tatuażo-piercingowych. Oczywiście to tyczyło się też tatuaży, ale to już prędzej dało się wytłumaczyć. A przynajmniej z czarnych, bo kolorowej henny nie ma. Chyba...
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 1:01 pm

- Masz kutasa? - odparła nagle z miną, która miała pokazywać, że jej "kopara opadła".
A więc jednak dalej "zbyt na serio" przyjmowała różne wypowiedzi. Wyszczerzyła się jednak na znak, że ogarnęła aluzję.
- Tak, wiem, do czego zmierzasz. - potwierdziła i skinęła głową.
Zlazła z Niclasa i przytuliła się do jego ręki. Następnie spojrzała na Emila i Dave'a z nadzieją, że jednak zaprzestaną pomysłu walki.
- O, to jest pomysł. Jak dalej będą chcieli walczyć to zagroź im, że Christoph ich zgwałci. A jak któryś dalej będzie chciał to wyjdzie na to, że jest... gejem. - powiedziała cicho do Kariny, gdyż wyciągnęła się do niej tak bardzo, że chyba aż mężowi przedłużyła rękę.
Jednak ledwo skończyła tą wypowiedź, a została przyciągnięta z powrotem do blondyna i dość mocno przytulona, ale nie miała nic przeciwko. Spojrzała na zegarek, godzina zerowa zbliżała się coraz bardziej nieubłaganie.
- Przygotowaliście fajerwerki?! - krzyknęła do Rammsteinowców, przynajmniej tej części jeszcze-trzeźwej.
Odpowiedzieli jej kiwaniem głów i kciukami w górze.
- Misiu, masz zamiar też nakurwiać? - spytała spoglądając na przytulającego ją chłopaka.
Od pewnego czasu w zasadzie dla jaj zaczęła go tak nazywać, ale to było normalne u osób po, a często nawet przed weddingiem. Więc tak oto Niclas zdobył nową ksywkę.
- Wiesz, kotku, że nie wiem? - odparł z szerokim uśmiechem.
Czyli teraz on też postanowił urządzać fun w związku z "kofcianymi ksywkami".
- Jesteś niezdecydowany jak baba w ciąży. - mruknęła mrużąc oczy i podnosząc rękę z żelką do góry.
- Co poradzić... - zaśmiał się krótko i złapał żelkowate zwierzątko zębami.
- Pewnie panowie z "Zespołu eR" wykupili cały stanowy zapas fajerwerków. - stwierdziła spoglądając na Karinę i Jimmy'ego.
A jednak razem by uroczo wyglądali!
Powrót do góry Go down
James Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 09/02/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 5:59 pm

- O matko. - Jimmy mruknął pod nosem na "błyskotliwość" Mar, ale zaśmiał się. Bo jak można pytać dziewuchę o takie coś? No, chyba że jest porównywana do facetów. Okej.
- Eureka, bitch! - Kari wykrzyknęła, a że to oznaczało podejście do Emila i Dave'a, Jim kucnął, by ta mogła z niego zejść, po czym oczywiście wstał.
Przekazała chłopakom prawie dokładnie to, co Mar im powiedziała. Było widać, że nie chcą - Dave wytknął język, a Emil machał zaprzeczająco rękoma. Zakończyła "spotkanko" przytuleniem tej dwójki. Po tym Kari wróciła ze złowieszczym uśmieszkiem i podeszła bliżej do pary Heerwagenów.
- To działa. - Powiedziała radośnie i podniosła w górę kciuki, po czym zawinęła z chmurki żelka i stanęła z maślanymi oczami przed Jimem z żelką trzymaną w dwóch dłoniach, by zobaczyć, czy opanowała sztukę "puppy eyes". Jim gapił się w jej gały dobre pół minuty, może ciut więcej. Raczej zadziałało, Kari więc na chwilę przestała się gapić jak sroka w gnat i chwyciła w zęby dżdżownicę.
- Is that a controller in your pocket, or... are you just happy to see me? - Mówiąc "przez zęby" spytała, oczywiście żartem, by trochę rozwiać swoją aurę eternalnego wkurwienia i focha.
Oczywiście Jim pojął to za żart. Zwłaszcza, gdy Kari mówiła dwuznacznie w takiej atmosferze
- I think I've got weirdest boner. Ever. - Zaśmiał się i strzelił Yao Minga. Też żartował, pomimo że wokół było sporo ludzi. - Wiem, że nadal masz pierścionek, a więc nie rzucaj aluzjami. - Nie żartował tylko w związku z pierścionkiem, całą resztę trzymał w klimacie kawałów.
- To częściowo moja fucha. Zapomniałeś? Challenge. - Jeszcze raz powiedziała przez zęby i zaśmiała się jak gdyby nigdy nic.
- Tak tak, umknęło mi, bo za dużo się tu dzieje. - Rzucił sarkastycznie i z uśmiechem poklepał Kari po ramieniu.
Niby mistrzami sarkazmu w szkole byli Dave i Kari, ale wszędzie indziej - Jim i Kari. End of story.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 6:03 pm

Wzruszyła ramionami z uśmiechem na ryju, słysząc Jimmy'ego.
- Żebym cię kurwa nie strzeliła za tego "bitcha". - syknęła żartobliwie i mocniej przytuliła się rękami Niclasa.
Następnie obydwoje przyglądali się rozmowom Kariny z Emilem i Dave'm. Zaśmiali się głośno widząc całkowicie negatywną reakcję na bliskie spotkanie z Rammsteinowcem.
- Oczywiście, że działa. W końcu to mój pomysł, a moje pomysły są genialne między innymi dlatego, że są moje. Ta-dah! - stwierdziła i pewnie w tym momencie uniosłaby łapy do góry na znak swojego winu, ale ponieważ była przytulana przez blondyna, nie zrobiła tego.
Wykręciła jednak łeb i zauważyła, że ten walnął Yao Minga na jej wypowiedź.
- Wątpisz? - spytała, groźnie mrużąc oczy.
- Nie śmiałbym. - odparł robiąc pokerface'a.
- Masz szczęście. - stwierdziła, a na jej twarzy znów pojawił się szeroki smile i pocałowała chłopaka w policzek. - Swoją drogą, jak u was wyglądały zaręczyny? - spytała, spoglądając na Sullivanów.
Nie znała tej historii. Albo jej nie pamiętała, ale wydawało jej się, że jednak nie znała. Niby po co miała je pamiętać, skoro dokładnie pamiętała swoje? Ale skoro był to sylwester, należało powspominać epickie wydarzenia tego roku, a więc i to.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 6:10 pm

- No więc... - Jimmy ledwo zaczął mówić o zaręczynach, a Kari przez ramię patrząc na Heerwagenów zasłoniła rękoma pole widzenia kuzyna.
- ...Po co rozgrzebywać temat? Nic wielkiego, takie tam. - Mówiła dość szybko śmiejąc się między słowami, po czym odwróciła z powrotem łeb do Jima i bezgłośnie powiedziała do niego "What the... Shut up."
Może i to było fajne i w ogóle, ale nie przepadała za wspominaniem tego. Nikt nie wiedział z jakiego powodu. Można było co najwyżej stawiać różne tezy.
- Jasne... - Jim tylko mruknął spoglądając w inną stronę.
- Jakie zaręczyny? - Dave spytał, jako że postanowił podejść i pokazać Kari, że umie usiedzieć z Emilem nie napieprzając się dłużej niż dwie minuty. A poza tym nie wiedział nic o jakichkolwiek zaręczynach.
- Żadne. - Dwójka Sullivanów odpowiedziała jednoznacznie i jebła Yao Ming'.
Emil oczywiście za plecami Stridera strzelił facepalma, samego blondyna kompletnie wcięło.
- Dobra, nie wiem co tu się dzieje, ale wiem, że coś na pewno. No cóż. - Oznajmił jeszcze wzruszając ramionami. Oczywiście z odpowiednią dawką ironii.
Powrót do góry Go down
Gordias Athanasakos

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 10/10/1974
ORIGIN : Kásterly Rok [Yara]
Age (2016) : 43
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 6:20 pm

- Ty śmieciu! - syknął nagle Gordon na całą salę.
Jego czerwone oczy rozbłysły, w dłoniach pojawiły się X-Guny, a obok Ligra. Zaś do kogo pojechał z tym tekstem? Otóż do pana Dåvøy'a. Ale nie Simona, tylko wręcz przeciwnie: Marka. Od pewnego czasu mimo iż blondyn był cholernie spokojny już przez same spojrzenia umieli się ze sobą w jakimś sensie pokłócić. Gdy Mark założył swoje specjalne rękawiczki, a obok pojawił się jego zwierzak, pewne było, że zaraz dojdzie do potężnego starcia. Widocznie nie tylko Emil i nowy przyjaciel mieli ze sobą na pieńku w tej sali.
Czarnowłosy postanowił wykonać najpierw "rozgrzewkę". Złapał stojącą w pobliżu gitarę i miotnął nią w blondyna, jednak ten się uchylił i przedmiot poleciał dalej. Prosto w grupkę stojących tam dziewczyn. Dåvøy dzięki sile odrzutu swojej mocy ognia wyprzedził przedmiot i jakieś pół metra przed jedną z grupy (prawdopodobnie Valdis lub Nadia, toż to blondynka jakaś była) za pomocą pierścienia rozwalił w tak drobny pył, że powstała praktycznie sama mgiełka.
- Mógłbyś trochę uważać, idioto. - mruknął pod nosem Duńczyk, a na jego głowie pojawił się płomień.
Podszedł kilka kroków, wokół jego dłoni zaiskrzył ogień, którym chwilę później miotnął w przeciwnika. Gordon zareagował równie szybko i wystrzelił z pistoletów dwa strumienie tego żywiołu, które połączyły się w jedno. I tak oto przez całą salę przelatywała ogromna linia, której połowa nacierała w stronę Duńczyka, a druga w stronę Greka i się po prostu ścierały.
- Kurwa mać! - krzyknęła głośno Marianna widząc co się dzieje.
Ralph, Niclas, Friedrich i Simon spojrzeli w tamtym kierunku i wszyscy po za Portugalczykiem przełknęli głośno ślinę. Albinos złapał Gordona za ramiona za pomocą swoich niewidzialnych rąk. Simon pojawił się za bratem i próbował go najpierw uspokoić słowami, a później powoli zaczynał mu stopniowo energię odbierać. Nikt bowiem nie chciał, aby całe miasto i pobrzeża zostało rozjebane przez siłę podobną do bomby atomowej. Ralph za pomocą swoich mocy sprawił, że Gordon całkowicie odrętwiał, a resztę płomieni wykończył Niclas, gdy rzucił w ten "centralny punkt" naładowany energią kubek, który wybuchł robiąc drobne fajerwerki.
- To u was normalne? - spytał Kasper, który cały czas przyglądał się "akcji ratunkowej".
- Nein. Pierwszy raz coś takiego odwalili. - odparła Marianna i odetchnęła głośno na widok tego, że dwaj faceci z jej haremu (oczywiście o tym nie wiedzą...) już nie skaczą sobie do gardeł.
Choć pewnie by to robili, gdyby jeszcze mogli się ruszać lub mieli siłę.
- Obawiam się, że na nich nawet mój plan by nie podziałał. - szepnęła Niemka do Kariny.
Powrót do góry Go down
Valdís Kvaran

avatar



BIRTHDAY : 31/05/1990
ORIGIN : Kópavogur
Age (2016) : 27
Liczba postów : 6


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 6:36 pm

Wiadome było, że zupełnie jak w ostatnie święto, tak i w obecne będzie jakaś nawalanka, ale nie był przewidziany czas jej wystąpienia. Z drugiej strony jak przewidzieć czas jakiejś niespodziewanej nawalanki? Zagadka dla filozofów.
Islandka Była nieco przerażona, ale nie przesadnie, dopóki Gordon nie cisnął gitarą...
- O kuuurwaaa! Mój Schecter! Ja pierdoolę- - Brian zaczął wrzeszczeć jak opętany, zupełnie jakby to była jego jedyna gitara. A miał ich więcej.
Val zaś na lecącą gitarę miała typowy odruch obronny. Owszem, leciała na nią. Na szczęście widząc kuzyna opuściła rękę, którą się osłaniała i mimo sytuacji - lekko się do niego uśmiechnęła - W ramach podziękowań i ewentualnego "Cheer-up'u".
Gdyby to była mniejsza bójka, zapewne ona sama spróbowałaby powstrzymać lud. Nie była aż taka tchórzliwa! Mark i Valbi nauczyli ją, że nie można ciągle żyć jak delikatny kwiatuszek. Delikatne kwiatuszki nie żyją wśród demonów, nie skaczą po wulkanach i nie nakurwiają salt na desce snowboardowej zjeżdżając z Hekli.
Z kolei Kari widząc tą akcję miała cały czas na twarzy minę typu "Ale urwał".
- Twój plan? - Sullivanka Spytała również ściszonym tonem i z podniesioną brwią. Albo nie wiedziała o co chodzi, albo nie pamiętała. Albo najzwyczajniej w świecie paliła głupa.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 6:41 pm

- No wiesz... że Chris ich zgwałci i na gejów wyjdą. Oni by mu nogi powyrywali i zaczęli się nimi bić. - odparła na temat swojego planu.
Podeszła do Valdis, kucnęła, zebrała z podłogi trochę tego śmiesznie wyglądającego pyłu i dmuchnęła nim w stronę Kariny.
- Obawiam się, że dzisiaj nie tylko gitary będą latały. - stwierdziła spokojnie, gdyż już dobrze znała upór zarówno Duńczyka jak i Greka i wiedziała, że ich walka nie skończy się na tym, co przed chwilą zrobili.
- Valdi, uważaj, niedługo może w atmosferze krążyć perkusja. - powiedziała i strzeliła Yao Minga.
Podeszła do chłopaków i poprosiła ich o spokój, jednak w odpowiedzi dostała parę wyzwisk na temat Marka od Gordona i syczenie rozjuszonego zwierzęcia od Duńczyka. Spojrzała na Niclasa z nadzieją, ale wiedziała, że jak ta dwójka zacznie się naparzać to on bez użycia pełnej siły pierścienia i swoich mocy gówno zdziała, a na to będzie trzeba pewnie trochę poczekać. Więc tamci już zdążą rozwalić przynajmniej okolicę w zasięgu pięćdziesięciu kilometrów, hura.
- Jest coś, co by go mogło uspokoić? - spytała Simona.
- Normalnie wystarczyła Valdis, ale przy Gordonie będzie ciężko. Chyba, że trochę ochłonie, jak mu podjebałem energii. Niby taki spokojny a kurna jak przychodzi co do czego to aż ja się zmęczyłem. - odparł tak, by blondyn nie usłyszał i zaśmiał się cicho.
- Jasne, rozumiem. Ale jak coś to wolę ją zawołać, bo wiesz... po tych dzisiejszych zdjęciach moja obecność może go nie uspokoić. - odparła ze słabym uśmiechem.
Była świadoma tego, że jej obecność też trochę wpływa na młodszego Dåvøy'a głównie dlatego, że jest z Niclasem, a oni tak jakby w miarę dobrze się dogadują. Niestety tylko w miarę. A dziewczyn akurat nie bili, więc mogła się jakby bezpieczna czuć. Nawet pewnie na Gordona trochę wpływała, ale to stwierdzić było równie ciężko.
Wróciła do Kariny, po drodze spoglądając znacząco na Islandkę, że będzie miała zajęcie jak tamci będą dalej chcieli się bić, po czym otrzepała dłonie nad głową Kariny tak, że resztka połyskującego pyłu będącego resztką gitary spadła właśnie na jej łeb.
- Dobra, mamy tajną broń zaplanowaną, jak coś to ją wytoczymy przeciwko Markowi, a wtedy ja się zaopiekuję Gordonem i może się pogodzą. Geez, w co ja wierzę? - powiedziała i na koniec palnęła solidnego Yao Minga.
Powrót do góry Go down
Nepeta Leijon

avatar



Liczba postów : 5


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 6:52 pm

Tymczasem za oknem grasowała dość nieprzeciętna osóbka. Nie bez powodu obrzucona tytułem "Rogue". Nie bez powodu posiadająca puszysty, niebieski ogon i słodki (zazwyczaj) pyszczek. Nie wzięła się tu przez przypadek. Była szpiegiem. Przyjaznym szpiegiem. Niestety podczas podpatrywania przez szyby... bywało, że chichotała bezradnie pod nosem z nadzieją, że nikt tego nie widzi. W pazurkach trzymała swój ukochany notes. Robiła notatki w ramach "Relacji na żywo". Tak naprawdę notatki były potrzebne szczególnie, a nawet wyłącznie jej. Cóż.
- Ach, ten plan. Ty masz tyle planów, że weź zacznij je do cholery numerować. - Kari powiedziała robiąc eyeroll.
Jimmy słysząc o latającej perkusji, przybrał minę philosophy raptora, po czym nagle wybuchnął radością.
- Juhu! Latająca perkusja! Cieszmy się! Yay! Yaaay! Yaaaaay.... Yaa... Kurwa, kogo ja oszukuję. To koszmar. Larry nam podetnie gardła i rzuci Huntingtońskim rekinom na dinner. - Radość Jima przeobraziła się w lament, tak więc uwieńczył wypowiedź najpierw pojedynczym, a potem podwójnym facepalmem. A istotka za oknem dalej się cichutko śmiała.
Valdis nie przeszkadzało uspokajanie Marka. Ani trochę. Ucieszyła się wręcz na propozycję "stania na straży".
Panna rogata po przesłuchaniu i poobserwowaniu ostatnich momentów zaczęła coś skrobać w notesiku, siedząc pod parapetem na balkonie. Szkoda tylko, że chyba zapomniała schować razem ze sobą ogon...
Powrót do góry Go down
Markus Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 02/06/1984
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 33
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   Wto Gru 31, 2013 7:10 pm

- Będę prowadziła dziennik, kay? - zaproponowała Marianna, krzyżując ręce na piersiach.
Dziewczyna spojrzała zdziwiona na Jimmy'ego, gdy ten zaczął być radosny z powodu latających bębenków.
- Spokojnie, jak coś to wam odtworzę to wszystko. Larry się nie dowie. - zapewniła i pokiwała głową, aby uspokoić lud.
Taką miała pracę po świętach i wiedziała, że po sylwestrze nie będzie miała mniej roboty, a wręcz przeciwnie: jeszcze więcej.
- Und der Haifisch der hat..! - Niemka usłyszała za sobą głos Arthura, który oczywiście wyczaił słowo "rekin".
- Okay, okay. Weź idź coś wypij. - mruknęła i popchnęła go w stronę barku.

Mark natomiast gwałtownie wstał i z impetem odepchnął od siebie wszystkich tych, którzy dalej próbowali go uspakajać. Spojrzał na odrętwiałego Gordona i jednocześnie skinęli sobie głowami, że potyczkę dokończą jeszcze tego wieczora. Poprawił kołnierzyk marynarki i odwrócił się na pięcie, a jego płaszcz zaszumiał cicho. Chyba dawno nie był tak podirytowany jak właśnie teraz. Otworzył balkon, aby się przewietrzyć, jego oczom od razu ukazał się... ogon? Kopnął to lekko, lecz zanim dziwna, rogata istota zdążyła zwiać, złapał ją za koszulkę i podniósł lekko w górę, w drugą rękę natomiast ujął notatnik i przeczytał kilka tekstów, ani trochę nie zmieniając wyrazu twarzy. Wrócił do środka, zamykając wcześniej balkon i podszedł do Refurinnu, gdyż znając życie ci międzyplanetarni dziwacy będą wiedzieli o co biega z tą rogatą... dziewczyną? "Pomachał" więc zarówno nią jak i notatnikiem przed oczami Kariny i Jimmy'ego, następnie pokazał wpisy nieznajomej Mar, żeby później nie darła się, że nie widziała co tam było. Tyle się działo, a on cały czas miał typową dla siebie minę, w ogóle niczym nie wzruszoną. Pokeransigt like a boss.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Sylwester 2009   

Powrót do góry Go down
 
Sylwester 2009
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: