IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:37 pm

Salon znajduje się na pierwszym piętrze i nie jest specjalnie wydzielonym pomieszczeniem. Znajduje się między "łaźnią" a salą imprezową. Fotele ustawione są w 3-ściennym kwadracie. Na końcu jednej strony jest święcąca na zielono stolik-kostka, na drugim końcu jest czerwona a oddziela je pomarańczowa. Do tego stoi również telewizor tam gdzie by była czwarta ściana kwadratu, a na drewnianej podłodze leży czarny dywan w brązowe wzorki.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:42 pm

Skradającym się krokiem wszedł rudoogoniasty lis, rozglądając się dookoła. Chciał wszystkim sprawić niespodziankę, lecz kicha - nikogo nie było.
- ...Great. Cicho burknął pod swoim noskiem, całkowicie zdemotywowany. Postanowił przejść się po salonie. Bardzo dawno tu nie był, dlatego wszystko co tutaj istniało było dla niego jak nowość z Tesco Value. I tak samego Tesco miał już dość. Zawsze wkurzał go fakt, że zakupy kończyły się w Tesco. "Chodźmy do Lidla" ale niee, oczywiście wszyscy wolą Tesco. Albo Biedronkę. Nawet na stoliku leżała paczka chipsów z Biedronki. Pewnie opróżniona. Ponieważ Necirais lubił porządek, bez przemęczenia zmienił się na chwilę w orła, chwycił papier w szpony, po czym zrobił celny zrzut do kosza i wrócił na ziemię, zamieniając się znowu w Lisa.
- Nie róbcie sobie żartów. Przecież ktoś musi tu być. Powiedział jeszcze cichutko lis, po czym wkroczył na dywan, położył się na nim i wpatrywał się kolejno we wszystkie możliwe drzwi.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:45 pm

Można powiedzieć, że kilka minut później w pokoju tym zrobiło się chujowo zimno. I jakby ciemniej. Całe pomieszczenie zaszła mgła, a Ivan pojawił się za Neciraisem ze swoim typowym uśmiechem. Po tym jak się pojawił, oczywiście te wszelkie mgły i zmiany temperatur od razu znikły.
On też właśnie zaczął poszukiwania innych i postanowił akurat zacząć od salonu. Od razu zauważył zwierzaka wylegującego się na tym wielkim dywanie. Następnie schylił się i złapał lisa w pasie, więc chcąc nie chcąc dyndał nóżkami.
- Privet! - przywitał się. Przytrzymał lisa lewą ręką a prawą zaczął głaskać tak, jakby był to tylko zwykły kotek. Ta, dla niego był to zwykły kotek. Ale cóż, widać z uwielbiania zwierząt się nie wyrasta... A miał on trzydzieści lat, więc chyba wiedział co myśli. Przestał głaskać "Rudego".
- Widziałeś gdzieś pozostałych, kol? - spytał nie wypuszczając istotki ze swoich rąk. Zdawał się nie zauważać, że w ten sposób "męczy" zwierzę a nie ukazuje swoje zamiłowanie do niego. Z resztą... jeśli chodzi o takie rzeczy to zazwyczaj nie zauważa.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:46 pm

Po zmianie temperatury i nagłej ciemności lisowi powiększyły się dosyć źrenice. Przestraszył się widząc mgłę. Niczego praktycznie się nie spodziewał - wszystko super, efekty specjalne pięć gwiazdek na pięć i w ogóle. No ale chwila - Co to ma być? Niedługo po nagłym tajemniczym zniknięciu efektów został podniesiony w taki sposób, że z podenerwowania, iż nie widział kto go łapie, dyndał nóżkami, trzymając się przednimi łapkami za rękę podnoszącego, żeby w razie czego nie spaść. W końcu słysząc znajomy głos drugiego asystenta Avengedów odwrócił łepek, z dosyć już przerażonymi, rozszerzonymi oczkami.
-...Ach....Moi. Wymruczał nadal lekko przerażony z nagłego przeżycia. Traktowanie go jak zwykłego kotka nawet mu nie przeszkadzało. Tylko bał się raczej o to, co by było po głaskaniu. Rude lisie futerko - czysty aksamit. Może nie do końca z aksamitu, ale miękkie i puszyste w dotyku.
- Nikogo nie widziałem. Dlatego właśnie postanowiłem ponudzić się na dywaniku. Odpowiedział Rosjaninowi już normalniejszym tonem. Faktycznie, Trochę trzymanie go, zwłaszcza za pas, męczyło. Głaskanie - ok. Duszenie - nie ok. Ale jak zwykle, próbował przezwyciężyć wszystko. Miał tylko nadzieję, że Karina nie czuła nigdzie duszenia...
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:47 pm

Odruchowo przytulił zwierzaka mocniej i zaczął się przechylać z boku na bok, co sprawiało, że lis również - chcąc nie chcąc - musiał się tak bujać. I szczerze, nawet nie pomyślał, że mógł kogokolwiek wystraszyć swoim "wielkim wejściem smoka". Bo stwierdził, że wszyscy się już przyzwyczaili do jego nagłych wejść. Ale to, że on by się przyzwyczaił, nie oznaczało, że również przyzwyczaili się innych. I właśnie dlatego nie zawsze to co było wesołe według niego, według pozostałych było po prostu straszne. On był straszny? Być może. Sam siebie oceniać nigdy nie umiał i osobiście uważał się za osobę w miarę normalną, nawet jak w oczach innych miał długą drogę do normalności. Bardzo długą do normalności. A wręcz bardzo krótką do... psychiatryka.
- Nie wiem czemu, ale mam przeczucie, że niedługo przyjdą tutaj. Ahahah. Kol. - podsumował swoje zamyślenia lekko spoglądając w górę, a później znów przenosząc wzrok na łeb lisa.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:49 pm

Pisknął tylko lekko na mocniejsze przytulenie. Bujanie mu aż tak nie przeszkadzało - to był pikuś w porównaniu do dawnych przeżyć. A nie, sorry - Pan Pikuś. Faktycznie, lisek nie był przystosowany do wielkich wejść, zwłaszcza, że sam takich nie robił. Według Neciraisa ten wesoły Rosjanin był raczej normalny w porównaniu do kilku innych osób, które spotkał. Może i czasem robił krzywdę zwierzakowi - ale nieświadomie. Gdyby było to świadome, to pewnie lis wyrwałby się (lub przynajmniej - próbował się wyrwać) i używać metod samoobronnych. Ewentualnie uciec. Nawet Necirais był postrzegany dziwnie. Za spokojny wśród daemonów. Wyróżniał się spośród innych zwłaszcza swoimi poglądami. Gdy jedni mówili, że najlepiej się usytuować, a drudzy, że nie, Wtedy to ten lis rzekł "Ten wybór zależy tylko i wyłącznie od opiekuna. Nic na siłę, nic na szybko". Czasami palnął bardzo mądry tekst, czasami był zabawny, czasami po prostu normalny. Mimo wszystko także nie umiał siebie opisać. I nie chciał. Inni mogliby mówić mu, że kompletnie źle się opisuje, a drudzy, że się Kompromituje. Dlatego też trochę się tego obawiał, iż miał wśród "Samych Swoich" wysoką reputację. W końcu gdy Ivan podsumował, lisek zatwierdził jego myśli.
- Też tak myślę. Stwierdził po czym spojrzał na twarz trzymającego go Rosjanina. Po co? Może bo to, by mógł nacieszyć się widokiem słodkiego lisiego pyszczka.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:51 pm

Oczywiście, to pisknięcie też zostało oficjalnie olane przez niego i stulił go jeszcze mocniej prawdopodobnie powodując, że rudemu zwierzakowi prawie gały wychodziły na wierzch. Ta, wbrew pozorom był całkiem silny, a do tego przecież jeszcze jego wzrost jest dość "nietypowy". I właśnie to też powodowało, że nawet, gdyby Necirais próbował się wyrwać, prawdopodobnie zakończyłoby się to - krótko mówiąc - fiaskiem. Popatrzył chwilę na lisa, po czym usiadł na kanapie, kładąc sobie to rude bydle na kolanach i oczywiście wciąż i wciąż je cholernie mocno ściskając. I oczywiście cholernie nieświadomie.
Przytulanie zwierząt wbrew ich woli było takie zabawne. Na siłę często próbowały się wyrywać, ale jeśli chodzi o bycie przytulanym przez Ivana to na prawdę wyrwanie się było nie lada wyzwaniem.
Ah, i co najważniejsze. Od niego na prawdę ciężko było usłyszeć jakieś mądre zdanie. Najczęściej jego wypowiedzi kończyły się na "kol", lecz kiedy zwykłe "kol" przemieniało się w "kolkolkol" lepiej było spieprzać gdzie pieprz rośnie, czyli tam, gdzie Kamis produkuje swoje przyprawy. Bo "kolkolkol" oznaczało "kołchoz" a na sto procent nikt nie chciał tam trafić. Nigdy. W życiu.
- Mam nadzieję, że szybko przyjdą, bo czekanie tu w nieskończoność na prawdę nie wydaje się być jakoś nadcholernie ciekawe... - powiedział cicho, ogarniając swoimi fioletowymi oczyma cały salon.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:54 pm

Jak być olanym, to na całość. Ale bez przesady. Zduszenie go jeszcze mocniej tylko wymusiło na nim dosyć ciche jak na niego kaszlnięcie, przypominające raczej kichanie. Coś pomiędzy jednym, a drugim. Prawdę mówiąc - Sam lis wolał się nie wyrywać. Dobrze już znał Ivana i jego siłę. W końcu gdy miał siąść na kolanach, miał już nadzieję, że to koniec przytulania. No i był w błędzie. Nawet wtedy miał bardzo ograniczone manewry ruchowe. Niestety Daemony nie są przystosowane do ściskania jak gumowe kaczuszki. Tylko niektóre były przytulane, tak szczerze mówiąc. Ogólnie ostatnio coraz rzadziej Saripaso używa języka Fińskiego, co sam zauważył. Chyba jeszcze nikt z Avengedów nie usłyszał jeszcze tego oto lisa mówiącego po innym języku, niż Polski, Angielski czy Fiński. Zawsze kiedy Necirais słyszał to słynne "kolkolkol", on sam wolał spierdzielać. Nawet gdyby droga miała wieść przez "Słitaśną Tęczę z Jednorożcami i Pokemonami". Odwrócił jeszcze raz pyszczek do Rosjanina.
- Niech to lepiej nastąpi. Powiedział znudzony lekko czekaniem, jak i "trochę" zduszony przez Ivana. Położył łepek na jego ręce i wgapiał się w sufit. Tak na dobrą sprawę, powoli Necirais zaczął już się go obawiać. Kto wie, co może przyjść do głowy znudzonemu i prawdopodobnie lekko podenerwowanemu Rosjaninowi?
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:55 pm

Ależ oczywiście, przecież to była również główna część jego rozumowania - olewać to, co chce olewać. Słysząc to całe kaszlnięcio-kichnięcie, dalej nie sądził, że to przez to, jak traktuje Neciraisa. Po prostu... magiczny zwierzak się przeziębił, i już.
- Na zdrowie. - odparł i zaśmiał się cicho, choć u niego nawet śmiech był taki dość... przerażający na swój sposób. W tle było słychać jakby to całe "kolkolkol", choć ogólnie było to również połączenie śmiechu szaleńca ze śmiechem sześciolatka. Niestety, bardziej słychać było ten szaleńczy, choć od zawsze uważał, że w nim nie ma ZUPEŁNIE NIC przerażającego. Nawet sobie nie wyobrażał, jak bardzo w związku z tym się mylił.
Jednak najbardziej zabawne było to, że tak na prawdę był istotą pomocną. Prawdą jest, że jeżeli ktoś nie miał doła lub krwawienia to również twierdził, że wszystko jest w porządku. Oczywiście - gdyby ktoś się zgłosił do niego po jakąś pomoc, wypruł by sobie żyły, byle tylko móc pomóc. Ale... jeżeli tak jak w wypadku Necirais, zwierzak w żaden "komunikatywny" sposób nie próbował mu pokazać, że jest zduszony, to wg Rosjanina nie było problemu. I kropka.
Uśmiechnął się szerzej, kiedy magiczny zwierz "odważył się" położyć swój kłaczasty łeb na jego ręce. Dlatego więc z nudów zaczął go głaskać. Ale... to by było zbyt cudowne, gdyby tak po prostu go głaskał. Musiał być jakiś haczyk. I był. Otóż - broń Boże - nie było to takie delikatne głaskanko, tylko dość energiczie kładł dłoń na czubku głowy zwierzaka i podczas tego ruchu, który powinien być delikatny, on naciągał wręcz skórę głowy Neciraisa w ten sposób, że znając życie aż mu się wytrzeszcz robił.
No cóż... Ivan chyba jeszcze nie przywykł do swojej większej siły.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:56 pm

Przeziębił się? Phe. On rzadko chorował. W końcu - To magiczne stworzenie, dokładniej Daemon, no nie? Ale mimo wszystko brakowało mu nietykalności.
- ...Kiitos. Odpowiedział nadal mocno zduszony lisek. Podziękował w języku fińskim mimo faktu, iż raczej chory nie był. Necirais też uważał, że śmiech Ivana jest na jakikolwiek sposób straszny. Niby delikatny dziecięcy głos, a jednak należy do szaleńca. Niezłe combo. "Combo Breaker" chciałoby się rzec. W końcu ktoś to powie... Istota pomocna, która uważa, że mimo kłopotów jest wszystko ok? No sorry. Już normalnie było słychać w tle tekst M. Foremniak... Nie wiadomo jaki, jakiś na pewno. Albo po prostu "Trzy razy na nie, dziękujemy". Lisek na razie milczał w związku zduszenia, dopóki jakiś wskaźnik nie dobił punktu krytycznego. Już Nec wiedział jaki wskaźnik... Owszem, położyć łeb na ręce akurat tego Rosjanina to niezły challenge. I on sam wiedział, że w głaskaniu Ivana był haczyk.
- Nie da się... Delikatniej? W końcu przełamał się "lekko" maltretowany lis. Miał cichą nadzieję, że nie zostanie przerobiony na... "lisiznę"?
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 2:59 pm

Na tym zabawa polegała. Rzadko chorował, ale jednak chorował. Chyba... On tam się do cholery nie znał na jakiś lisopodobnych stworzeniach, które według niego były po to, by je... przytulać, oczywiście. Osobiście zdarzały mu się lekkie przeziębienia jeszcze przed zaciągnięciem się do wojska. Spartańskie warunki na prawdę umocniły go fizycznie i psychicznie. Co do nietykalności, przy nim Nec mógł sobie o niej najwyżej pomarzyć.
Hm, a gdyby się tak zastanowić to tego całego "kiitos" chyba dawno nie słyszał. Co chwilę było "thank you", "danke" lub jeśli o niego chodzi to "spasiba". Ale tak to jest, jak prawie każdy członek zespołu jest z zupełnie innego zadupia będącym jednością z Rosją... Tfu! Zwanym jakimś niepodległym, suwerennym, otoczonym granicami krajem, ofkors.
Co do śmiechu szaleńca... Przecież każdego cieszy widok wojny, masakry, bólu i cierpienia. Prawda? Prawda..? Dobra, pozostawmy to bez komentarza, kolkolkolkol.
Przez cały czas oczywiście dalej nękał biednego lisopodobnego stwora. Słysząc jego "prośbę" poleciała kolejna salwa jakże cudownego, kojącego i melodyjnego śmiechu.
- Izvinite, puchaty przyjacielu. - odpowiedział w przerwach "rechotania" się. Oczywiste było, że spełnił prośbę animalsa, tym razem bez żadnych haczyków. Jednak... to też nie na długo. Oparł się łokciem o zwierzaka i brodę wsparł na dłoni, jednak przypadkowo zaczął teraz wbijać w Neciraisa łokcia. Tak więc biedaczyna miał do lisizny jeszcze bliżej niż uprzednio. Co za niefart...
Następnie ziewnął przeciągle i zamyślił się trochę.
- Byłeś kiedyś w cudownym Związku Solida... znaczy... w Rosji? - spytał. Odruchowo dalej nazywał swą ojczyznę ZSRR, nawet jak już to była Rosja i było z czego się cieszyć, że to Rosja. Bo te wszystkie Staliny można było określić jako "cholernie źli goście", a teraz mają takiego fajnego Miedwiediewka i ponurego Putinola. Wszyscy kochają Miedwiediewka!
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 3:01 pm

Czy lis, czy nie lis, Necirais nie był nietykalny. Poza tym - ciągle się uczył, zupełnie jak normalny człowiek. Można powiedzieć, że "bezendu". Odkrywał nowe formy do zamian, uczył się robić triki z żywiołami... Nie wyrządzając nikomu krzywdy. Wyjątkami byli Brian i Lewis znany także jako Johnny, którym często obrywało się bo próbowali bezskutecznie omijać ataki, które tak na dobrą sprawę nie były atakami. Albo w przypadku tego pierwszego osobnika, zacinki z jego strony nie pomagały, czyli "I tak mi nic nie zrobisz" i inne tego pokroju zdanka. Ale i tak te triki nie były szkodliwe, kończyło się na zadraśnięciach, lekkich poparzeniach i przemoczeniu. Szczerze, to Necirais rzadko używa już Fińskiego, mimo faktu, że to jego ojczysty język. Stara się teraz to nadrabiać. On także ciągle słyszał to "danke", "dziękuję" w wypadku Kariny i najczęściej "thank you". Kiedyś do tego dochodziły "grazie", "ačiū" i "arigatō". Reszty on sam nie pamiętał. Może nie każdy pochodził z innego zadupia, ale patrząc na to w inny sposób: Całe Avenged Sevenfold pochodziło czysto z USA, dokładniej Kalifornii. Karina także, lecz wychowywała się w Polsce. Marianna von Himbeerschmidt i Niclas to Niemcy. Na deser oczywiście Jego Lisowatość z Finlandii i Ivan, oraz Konstantin z Rosji. Ale komu to ogólnie przeszkadzało? Neciraisowi nie, on umiał się wszędzie i do każdego dopasować. Zupełnie tak, jak dopasował się dawno temu do czasowych wybuchów nerwów Matthewa, Odpałów głupizny Briana, Piwolubstwa Jamesa, przypadkowego humoru Zacharego, Dość częstych huśtawek nastroju Kariny i na końcu do Johnny'ego, którego Nec pozostawia bez komentarza. Necirais nie przepadał osobiście za wojną, ale czasami komuś spuścił niezły łomot, lecz nie bez powodu. Kiedy Rosjanin spełnił prośbę nękanego kłębka, owy futrzak uśmiechnął się. To była odpowiedź sama w sobie. I znowu nadzieja okazała się być matką głupich. Tym razem wgniecenie wywołało na nim cichy pisk, lecz próbował przebrnąć przez to. Fakt o staniu się lisizną w sosie króliczym nie był pocieszający. i znowu Combo Breaker.
- Rosja, eh? Szczerze to nie, lecz w Finlandii też jest dość zimno. Kyllä, czasami nazywamy naszą placówkę "minisybirem", ale ja osobiście nie używam tego określenia. A ty, byłeś w Suomi? Powiedział cicho Lis, próbując jakoś się obrócić tak, by jak najmniej bolał go wbity w niego samego łokieć Ivana. Mówiąc "Suomi" miał na myśli Finlandię po Fińsku. To "eh?" wytrzasnął z Kanadyjskiego. Często zdarzało mu się dodawać to na koniec pytań. A on sam nawet lubił swojego mistrzunia Halonena. Ale i tak go czasem wkurzał. I akurat raczej nie wszyscy kochają Halonena. A może większość kocha panią premier Kiviniemi... Przynajmniej on tak myśli.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 3:04 pm

Znów wysłuchał spokojnie liska, uśmiechając się pod nosem co mogło oznaczać, że znów coś kombinował. Choć tak na prawdę nic nie kombinował, bo wszelkie uprzykrzanie życia mieszkańcom tego domu było przypadkowe i zazwyczaj skierowane właśnie do Neciraisa i muzyków. Marianna, Konstantin i Niclas z niewiadomych przyczyn mieli "wolne" od tych niemiłych zdarzeń. Po prostu mieli farta. Albo coś w tym stylu...
- W Finlandii... nie, jakoś nie zdarzyło mi się odwiedzić tego kraju. Ale z tego co wiem, to podczas tzw. zim stulecia w Polsce jest chłodniej niż tam. U nas na Syberii zdarza się minus pięćdziesiąt, ale to tereny niezbyt zamieszkałe. W Moskwie trochę cieplej jest, chwała Bogu. - odpowiedział przymykając oczy, choć nie tracąc swojego uśmiechu. Zdawało się, że nie wiedział nawet w 1/10 co przeżywali jeńcy wojenni skazani na Syberię. Ale... z jego postawą wcale nie tracił swej wesołej miny! Wręcz przeciwnie, ten ból i cierpienie go ładowały pozwalając na większe uodpornienie psychicznie siebie. Po wojnie zaczął miewać pewnego stopnia wyrzuty sumienia z powodu zabijania niewinnych ludzi, jednak...
Dzięki Szamance, która mu pomogła udało się skończyć ze smętnymi rozmyśleniami, które teraz pewnie by go męczyły i żyć nie dawały. W ten sposób spłynęło wszystko po nim jak po KACZCE i dlatego jest taki wesoły. Dzięki tej starej babinie udało się również ominąć wiele lat trudnych ćwiczeń nad mocami i jest perfekcyjnie ogarnięty w swoich umiejętnościach. Prawdą było, że w razie potrzeby potrafił sobie automatycznie wymyślić z piętnaście nowych ataków, gdyż jego wyobraźnia nie była ograniczona, a wręcz przeciwnie... to, co potrafił wymyślić przekroczyło często ludzkie pojęcie. I właśnie dopiero te "eksperymenty" sprawiały, że ktoś mógł ucierpieć, bo nie zawsze dobrze wszystko przemyśli i może być nieciekawie. Cudownie, czyż nie? Według Ivana, oczywiście. Dlatego nie znając do końca możliwości jego tortur lepiej spieprzać do fabryki Kamisa, kiedy "Prince of Siberia" nadciąga w śnieżnym rydwanie.
Jednak należy się cieszyć, że wcale nie okazywał zbytnio swoich możliwości, bo wtedy już by pewne osoby źle skończyły, na przykład zamrożone w wielkiej kostce lodu, lub - o zgrozo - nadziane na wielki lodowy sopel. Jaka to była pozytywna wizja, prawda? Na pewno każdy chciałby tak skończyć.
Można również wymienić, do czego on się dostosował. Chwila, on się do czegoś dostosował? Jemu przecież wszystko odpowiadało! Przynajmniej jego opiekunowie nie byli osobami, które się darły "uważaj, rzeka jest wypełniona szczęśliwymi krokodylami" co nie miało sensu. Podobał mu się odmienny charakter każdego z "Bad Trio". Nadpobudliwy Kostia, przyjazna Marianna oraz wesoły Niclas. I pomyśleć, że Rosja tyle razy miała na pieńku z Niemcami... Po nich nie było tego widać, po prostu "Best Friends Forever"!
To, co się stało następnie... znów przybliżyło lisa do stania się lisizną. Został on przewalony na plecy i zaczął być dziugany palcem w brzuch.
- Co ty na to, aby pojechać kiedyś do Smoleńska? - spytał, a na jego twarzy automatycznie pojawił się raepfaec nie oznaczający pewnie nic dobrego... Ale już czy słowo "Smoleńsk" może oznaczać coś dobrego? Oto jest pytanie. Więc gdyby tak zorganizować sobie wycieczkę do tego miasta, oczywiście samolotem... podejrzane? Nie, czemu? Przecież posiadając moc pogody można odgarnąć mgłę i będzie całkiem fajnie się lądowało z takimi pilotem jak Nick. Jednak z tą mocą można również mgłę dorobić! Szatański plan, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 3:08 pm

Tym razem lis już nie robił sobie nadziei na wytrwanie. A uprzykrzanie życia skądś znał... Prawdopodobnie z tego, że często Xavier, jeden z dawnych znajomych Neciraisa, robił nieświadomą krzywdę. ale on akurat zauważał od razu po fakcie co zrobił, więc różnica była. No i był raczej opanowany.
- Minus pięćdziesiąt? Jej, to nawet ja nie wyobrażam sobie tego. Jak u was w stolicy jest lepiej to także się cieszę. Co do Polski, Kyllä, bywa tam cholernie zimno. Nieraz zostałem orłem-mrożonką odprowadzając Karinę do szkoły w grudniu. Koszmar. Ale za to u nas jest Święty Mikołaj, więc miałem zawsze pocieszenie na grudzień, że gwiazdka już tuż-tuż. Kyllä, bardzo mnie to cieszyło. Odpowiedział na wszystko Lisek, po czym uśmiechnął się na myśl o tym faceciku w czerwono-białym stroju, w czapce i z siwą brodą. oza tym, ten Daemon wiedział dobrze, co on przeżył. Niefajnie jest mieć totalnie przeciekający nos, lub zmarznięte pióra i wszystko, co pod nimi. Może i Necirais nie umacniał się w bólach i cierpieniach, ale umiał je jakoś przetrwać. Nec pomimo bycia magiczną istotą ma wyrzuty sumienia. Raz je miał, gdy zrobił z piwa Jamesa piwo bezalkoholowe. Oj, wkurzył się i to bardzo. Karina siedziała zamknięta w swoim pokoju, tak na wszelki wypadek. Długa historia, nie ma co. Wyobraźnia tego Daemona także była nieograniczona. Znowu nasuwa się określenie "bezendu". Potrafił się zmienić w cokolwiek chciał, dodawać sobie jakichś nienaturalnych dodatków, kolorków neonowych, ale nie chciało mu się. Zachowywał swój mózg na lepsze okazje. Necirais siał postrach tylko, gdy ktoś naprawdę go wkurzył. Raz wspominał nawet, że chciał się w coś pokroju tyranozaura zamienić. Haczyk był taki, że trzy razy większego od regularnego. I prawdopodobnie w neonowych kolorach. A niech sobie inni tracą wzrok, on był mocno urażony, więc niech wiedzą jak bardzo. Necirais miał własne Trio, jeszcze chuj wie ile to czasu temu było. Składało się z Listraesza, Neciraisa i Karastrasza. Listraesz często wymyślał jakieś plany lub cele, Necirais myślał jak je wykonać, a Karastrasz zwykle wykonywał. czasami zmieniali się rolami. Listraesz później odszedł, mówiąc, że sam sobie poradzi. Teraz widać...tak, nawet bardzo. Na miejsce Listraesza przyszła Rasari. Wtedy to Saripaso był tym najmądrzejszym, Rasari tą pomysłową i Karastrasz tym zabawnym. Ale Trio nie utrzymało się do tego czasu. A to wszystko przez poszukiwanie prawdziwych właścicieli.
- S...Smoleńsk? Ech...Ei, Możliwe, że tam jest Listraesz... powiedział niepewnie Necirais, który faktycznie przeczuwał, że jego "stary znajomy" tam bywał. Samolotem on nie musiał lecieć, w końcu mógł zamienić się w coś skrzydlatego. Ale pewnie Karina i Jimmy by się zgodzili, bo oni jakoś lubią latać samolotami. Nie przesadnie, ale jak się nawinie...
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 3:10 pm

Zaśmiał się głośno, once again. Tym razem jednak bardziej było słychać tą część śmiechu szaleńca niż dziecka. "Kolkolkol" też dało się bardzo łatwo wyczaić, a naokoło Ivana powstała ta typowa, zła, mroczna aura w odcieniu ciemnofioletowym, włosy natomiast zasłoniły mu oczy więc głównie było widać ten szeroki, złowieszczy uśmiech. Biada Neciraisowi, który teraz leżał mu na kolanach.
- Nie... nie chodziło mi raczej o odwiedzenie Listreasza... - odparł i zaśmiał się trochę ciszej. Po tych słowach całe otoczenie wróciło do normy, więc aura zniknęła a jego fioletowe oczy znów było widać.
- ...planowałem raczej zwiedzić lotnisko i scenę tej katastrofy lotniczej, po tym obejść Syberię wzdłuż i wszerz, by uwieńczyć to odwiedzeniem dawnych obozów koncentracyjnych, aha! - dodał jakby po prostu nigdy nic z szerokim uśmiechem, tym niewinnym i spokojnym.
- Dodatkowo moglibyśmy nawet sobie wylądować na tym uroczym lotnisku w Smoleńsku. Co ty na to, lisi drugu? - spytał wyraźnie zaangażowany w tą ruską wycieczkę. Jako iż oni nie kupili samolotu na ruskim bazarze pod Akropolem, i znając życie nawet mieli lepszych pilotów to raczej nie powinni źle skończyć. Ale jednak jak on postanowi rozjebać samolot na brzozie, to rozjebią samolot na brzozie i tyle. "Akcja Smoleńsk: Zetnij Brzozę" gotowa! A wszystko i tak wyjdzie jako zwykły przypadek.
Jednak aż takim ruskim psychopatą nie był. W życiu by nie zabił swoich przyjaciół, ale pozgrywać się lubił. Choć to jak się zgrywał wyglądało dość realistycznie i zdarzało się, że dochodziło do pewnego nieporozumienia, kiedy on sobie żartował a ktoś stwierdził, że to na serio i po prostu wywiewał do tej cudownej fabryki Kamisa, powpierdalać pieprz. Taa... wolał o tym nie wspominać, ale niestety zdarzało się i tak. Raz nawet wystraszył kilka osób z A7x jednocześnie!
A gdyby przemyśleć jego przyjaciół z dzieciństwa... nie miał ich praktycznie. Była jedna sąsiadka, Anastazia, ale się wyprowadziła. Od tamtej pory jego przyjaciółmi były rosnące w ogrodzie słoneczniki, którymi się zajmował całymi dniami. A kilkanaście lat później doszła jeszcze ukochana wódka, którą równiez mógł pić dniami, ale również nocami, rankami, popołudniami oraz wieczorami. W wojsku dopiero znalazł sobie kilku przyjaciół, niestety większość stracił, bo nie mieli tyle szczęścia co on i nie dostali się do tej całej szamanki. Tak, smutna historia, ale wojna jest smutkiem całego oddziału. Ale jak już było wcześniej wspominane, śmierć przyjaciół umacniała jego psychicznie. Do tej pory pamiętał, jak dwa dni siedział w okopach, z błotem po pas bo akurat padał deszcz, nie spał, picie i jedzenie ograniczone i cały czas trzeba było uważać na wrogich żołnierzy, którzy tylko czekali na odstrzelenie komuś łba i urwanie granatem dupy. Wszędzie obok walały się zwłoki w kałużach, bez głów, czasami bez kończyn, bez oczu i innych "drobiazgów". I co z nimi robiono? Robili sobie kolejne "bariery" od wroga, układając ich jeden na drugim. Cóż to była za cudowna sprawa, na prawdę!
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 3:12 pm

Kiedy ta atmosfera się pojawiła, już wiedział, że ma tak jakby przesrane. Efekty specjalne znowu, pięć na pięć gwiazdek. Zwłaszcza, gdy było słychać "Kolkolkol" w tle, to już wiedział, że może tylko liczyć na fuksa. Ten uśmiech? Niezapomniany, na swój sposób, oczywiście.
- Nie? Se on hyvä, koska se ei ole tarkoitukseni. Wyjąkał już dosyć przerażony lisek. Drugie zdanie najprawdopodobniej brzmiało "To dobrze, bo to nie jest moim zamiarem". Czasami używał tylko Fińskiego lub innego języka całymi zdaniami. Były dwa powody - Strach i popis, że on potrafi. Ale dalsze plany jednak chyba bardziej go przeraziły. Smoleńsk, a może frytki do tego? Albo film pt. "Smoleńsk 2". Necirais w takie chwile wymyślał milion takich kombinacji związanych z "wycieczką". Wieść o lądowaniu na tym lotnisku go przeraziła nie na żarty.
- Tak trochę rozważam drogę na własnych skrzydłach. Trening mi nie zaszkodzi... Powiedział jeszcze. Czy on chciał tak bardzo lecieć o własnych skrzydłach? Owszem, jeżeli uratowałoby mu to kuper. Necirais raczej zgadzał się do pilotów i w ogóle, ale samo miejsce po prostu mu nie pasuje. Do wystraszonych osób z A7x on prawdopodobnie też należał, zwłaszcza, gdy Jimmy, Zacky lub Karina, albo nawet wszyscy naraz byli wśród nich. Obecnie Nec ma za najbliższych przyjaciół tylko Karinę, Zacharego i Jamesa, lecz resztę A7x, jak i pomocników także lubił, bo umiał dogadać się z większością osobowości. Karastrasz może być na innym zadupiu, Listraesz w Smoleńsku lub Zimbabwe, Rasari... nie wiadomo, wcieło ją gdzieś. Może buja się gdzieś na Big Benie, a cholera to wie. Wojny? Daemony też je miały. Dlatego to Necirais ma doświadczenie w pomaganiu i atakach. Daemony praktycznie nieustannie walczą z Cieniami. Nie chodzi o jakieś cienie słoneczne czy coś. Daemony to podświadomość, co nie? Cienie są skonstruowane inaczej. Jedne służą za charakter, inne za rozum i wiedzę. Trzecie za obydwa. Wg. Saripaso, Karina także posiada Cień, lecz o nim nie wie. Ale dość już o tych istotach, więcej na DaeWiki, czy coś... Co do wojen, niestety Cienie mogły się reinkarnować. Daemony miały tylko w zanadrzu wskrzeszanie, na dodatek nie wszystkie to umiały. Necirais akurat umiał i bardzo często wskrzeszał w czasie momentalnym Daemony. Dlaczego taki pośpiech? W końcu to zwłoki. Nie do końca. Powszechnie wiadomo, że Daemon jest połączony pewną siłą z właścicielem. Ktoś zabije człowieka, to i Daemon umrze. I vice versa. jeśli człowiek zmarł naturalnie, to Daemon po prostu stawał się "wolny". "I tak to właśnie działa", jak to w reklamach mówią. Jeśli szybko wskrzesza się coś, to połączony z tym właściciel nie kopnie w kalendarz. Takie jest to zakichane życie Daemona.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Sty 01, 2014 3:15 pm

W pewnym momencie złapał Daemona i sam się podniósł z kanapy. Przytrzymał lisa tak, jak to robią simsy ze swoimi kotami: czyli złapał go jakby "pod pachy", przodem do siebie.
- Dlaczego wolisz lecieć osobiście, lisi drugu? Przecież w samolocie jest dużo ciekawiej, a po za tym wszystkie treningi masz przecież tutaj, na własnym terenie. Rozumiem, że w Smoleńsku są nierówne pasy, niezrównoważeni sterownicy na wieżach oraz zdarza się mgła i brzózki stoją wcześniej, ale jestem pewny, że nie ma się czego obawiać. - odpowiedział patrząc lisowi w oczy i uśmiechnął się niewinnie tak bardzo, że aż mu się patrzałki zamknęły. Następnie znów złapał Neciraisa "hakiem", lewą ręką, wykonał obrót - prawie wręcz piruet - więc automatycznie znaleźli się przed oknem, za którym od razu zauważył przelatujący samolot.
- Spójrz na tą maszynę... - zaczął, podkładając prawą rękę pod głowę zwierzaka, więc ten automatycznie został zmuszony do spojrzenia w kierunku przelatującego kawału aluminium.
- ...Jest jedna szansa na milion, że się po drodze rozjebie. Ale jednak jest. Takie szanse są zawsze. Ale to nie znaczy, że od razu coś sobie zrobi. Jednak pasażerowie nie rezygnują z lotów, da? - dodał i wykonał krótki rechot w stylu "huehuehue". Następnie przewiesił sobie zwierzaka przez ramię, jakby to był jakiś wór ziemniaków i podszedł z nim do lustra. Stanął tyłem do przedmiotu i odwrócił lekko głowę, by móc spojrzeć na minę pluszowej istoty.
- To jak, polecisz z nami? - spytał tym - jak to określały pokemoniaste japonistki - kawaii głosikiem. Postanowił tego dnia zaproponować wszystkim wycieczkę do Smoleńska i tych innych wymienionych jakże uroczych miejsc. Co prawda najpierw muszą się wreszcie wszyscy meetnąć, ale to pewnie niedługo nastąpi. A ze swoimi "skłonnościami do przekonywania" na pewno wszyscy poprą jego pomysł w zimne tereny. "Matko Syberio, nadchodzimy!" można by było już nawet krzyknąć. Już czuł ten zapach śniegu (tak, on czuje śnieg), aurę bólu w dawnych obozach i delikatny dotyk mgły na skórze.
Jako iż zwierzaka trzymał na prawym ramieniu i prawą ręką go przytrzymywał, w jego lewej dłoni pojawił się wisiorek z dwoma blaszkami: na jednej była matrioszka, na drugiej malutka flaga ZSRR. Po utworzeniu przedmiotu zawiesił go na szyję Neciraisa i jeszcze na głowę założył mu również wytworzony przed chwilą hełm podobny do tego, jaki sam nosił podczas wojny.
- Będziesz jednością z Rosją. Co ty na to, lisi drugu? Zapomniałem, nie masz wyboru. Kolkolkol. - powiedział i znów wykonał swoje słynne "kol x3". Znów żartował, bo przecież nigdy na nikim nie wymusi bycia Rosjaninem a tym bardziej rosyjskim żołnierzem, ale czy zwierz pozna, że to żart - okaże się za chwilę. Ah, i co do "lisiego druga". Z tym drugiem to nie chodzi o narkotyk, tylko to był po rosyjsku "przyjaciel". Nie miał czegoś takiego jak Nec, że mówił całe zdania w rosyjsku kiedy się bał lub chciał popisać. Bo:
UNO - on się niczego nie bał w zasadzie. To wszyscy bali się jego.
DOS - nie był osobą lubiąca się popisywać.
TRES - kiedy wszyscy go rozumieli, było lepiej, bo wiedzieli na co muszą się przygotować.
I w ten oto sposób nikt nie miał problemu ze zrozumieniem go, choć jego angielski z tym rosyjskim akcentem już sam w sobie był trudny do zrozumienia, gdy się nie przyzwyczaiło do tego.
- Poprzesz więc mój pomysł wyjazdu do Smoleńska? - spytał spokojnie, dalej przyglądając się zwierzakowi poprzez wzrokowy kontakt z lustrem. Na jego twarzy ciągle widniał PRZEKONUJĄCY uśmiech, a lisek jeszcze mógł poczuć, że został przypadkowo trochę mocniej ściśnięty.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 9:50 pm

Znowu będąc podniesionym, zaczął dyndać nóżkami. Chyba nie mógł znaleźć żadnych argumentów na wypowiedź Rosjanina.
- Sam nie wiem... Zawsze na alternatywę samolotu mogę zamienić się w dużej wielkości orła i wziąść wszystkich na grzbiet. Kyllä, lecieć na gigantycznym orle to też niezła atrakcja. Mimo wszystko zmuszony patrzył swoimi szmaragdowo-malachitowymi gałami na Ivana. Po chwili przy oknie obserwował uważnie samolot.
- En katso. Zatwierdził, że widzi i z ręką pod łebkiem dalej obserwował.
- W sumie fakt. Nawet lecący orzeł ma szansę na to, że rozpiździ się o drzewo, a nadal nie rezygnuje z lotów. Powiedział Necirais przypominając sobię akcję Karastrasza w formie orła. On także wypierdzielił w drzewo i także nie zrezygnował z zamian w skrzydlate istoty. Nie zareagował na śmiech, ale przewieszenie go przez ramię już wymusiło na nim przymknięcie oczu. Otworzył je dopiero, jak przystanęli, a miejsce to było przed lustrem. Oczywiście w lustrze pierwsze co ujrzał, to twarz Ivana.
- Luultavasti, chociaż jeszcze nie wiem. Powiedział wahając się lisek. On tak od razu na nic się nie zgadzał, tylko na niektóre rzeczy. Nawet, jak ktoś miał przekonujący głos. On wolał wszystko najpierw przeanalizować i przemyśleć. Co do zjazdu wszystkich, on miał ciche przeczucie, że któryś z Avengedów wyjechał jednak na jakieś zadupie pokroju Mozambik. Może brał udział w akcji "Podziel się posiłkiem", lub "Podaruj dzieciom słońce", albo w jakiejkolwiek innej, co mogło być powodem spóźnienia. Chwilę po rozmyśleniach otrzymał Hełm i wisiorko-naszyjniczek. Dziwnie spojrzał na swoje odbicie, ale szybko się "przyzwyczaił" do tego widoku. Rozszerzył od razu gały słysząc najpierw "propozycję", a tuż potem "kolkolkol".
- Na razie, to ja jestem jednością z Kariną. Użył więc swojej "ciętej riposty", która była praktycznie prawdą. Później dopiero zajarzył, że to żart, ale jakoś nie okazywał po wyglądzie jakiegokolwiek oświecenia. Co do akcentu, nawet do Neciraisa trzeba było się przystosować. Nie dość, że Fiński akcent, to używa kilku języków naraz, z przewagą Angielskiego i Fińskiego.
- Mahdollista. Rzekł po Fińsku słowo "Możliwe". Znowu mocniej ściśnięty lekko pisknął, ale już nie prosił o nic, bo pewnie później wróciłby do punktu wyjściowego. Nagle wpadł na genialny pomysł.
- A może raz pojedziemy do Suomi? Najlepiej do Laponii, mamy tam Świętego Mikołaja. No i oczywiście Salmiakki. W końcu lisek rzucił swoją propozycję. Czym były Salmiakki? Określa się je także mianem "Czarnej Lukrecji". Występują zwykle w kształcie rombu. Nec miał nadzieję, że jego pomysł zostanie poparty. Bardzo dawno nie był w ojczystym kraju.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 9:54 pm

Wyraźnie uwielbiał robić takie problemy, by nikt nie miał możliwości zaprzeczenia. To tylko pozwalało mu utrzymać się w przekonaniu, że ma rację i najlepiej zrobić tak, jak on wymyślił.
- Lisi drugu, muszę ci przypomnieć, że w Rosji jest bardzo zimno o tej porze i lecąc "na otwartym powietrzu" na prawdę może piździć na potęgę setną. - powiedział spokojnie, ale rzeczywiście miał rację. Przecież tam panuje syberyjska zima. I w pobliżu ta Syberia była, więc wszelkie wiatry mogły z niej sunąć i przeziębić ich. Co prawda on jeszcze ma swój kochany płaszcz z odznaką gwieździstą oraz butami, ale wolał nie myśleć co z pozostałymi biedakami wysłanymi żywcem na prawie Syberię. Biedakami, czyli Niclasem, Marianną i Konstantinem, oczywiście. Już pewnie o pozostałych się tak nie "martwił". No dobra, trochę jednak, ale mniej.
- Orły to w ogóle mają przesrane, bo wypadną z gniazda i po problemie. - odparł takim głosem, jakby żałował, że właśnie się to nie przydarzyło lisowi. Znowu zły ton przybrał, bo wcale nie chciał, by tak wyszło. Ale pewnie wyszło.
Nie było tego zbytnio widać, ale on dalej układał sobie plany odwiedzenia ciekawych rosyjskich miejsc. No to tak:
1) Smoleńsk - lotnisko, miejsce katastrofy Tupolewa
2) Moskwa - "kolorowy domek" na Placu Czerwonym, Kreml oraz... tak, mumijka Lenina
3) Syberia - dawne obozy jenieckie
4) Trzy największe lotniska
5) Wytwórnie Tupolewa, Iljuszyna
6) Najciekawszy punkt - wytwórnia wódki!
No, i co? Nie byłaby to najciekawsza pod słońcem wycieczka? A jeżeli tego biednego liska jeszcze nie przekonał jego przekonujący głos, to co mogło? Podanie kolejnych ciekawych miejsc do odwiedzenia? Tych, które właśnie sobie ustalił sam ze sobą? Wolał im zrobić najpierw przyjemną/nieprzyjemną (niepotrzebne skreślić) niespodziankę.
Co zrobił nastepnie? Otóż wytworzył mały karabinek na wodę i podał go liskowi.
- No, teraz to wyglądasz jak "lisiątko wojny", drugu. - powiedział i zaśmiał się tak głośno, że pewnie nawet w całym domu było go słychać. W jedną sekundę jednak spoważniał, jego twarz wręcz była ponura jak posągu z Wyspy Wielkanocnej.
- Powiadasz więc, że jesteś jednością z Kariną..? - zaczął, a nad nim zaczęła unosić się fioletowa mgła. Po raz kolejny.
- A gdyby was rozdzielić? - dodał, a w jego dłoni zabłyszczał nóż. Co ten psychopata chciał zrobić? Wolicie nie wiedzieć. Zaśmiał się więc, przedmiot błysnął i... poleciał w kierunku jakiejś ściany, by po chwili się w nią wbić i jednocześnie przekroić siedzącą na niej muchę. Oczywiście "wspomógł się" trochę swoją mocą powietrza, ale bez niej też mógłby kogoś zabić z tej odległości. Moc tylko po to, by trafić, choć cela też nie ma najgorszego.
- Przepraszam za ten akt agresji, ale denerwowała mnie. Ale gdyby was jednak rozdzielić? Jak zostaniesz jednością z Rosją, dostaniesz dodatkową wódkę gratis. - powiedział i zjadł jakieś wytworzone przed chwilą ciastko czekoladowe. Drugie trochę na siłę wepchnął lisowi do gardła, po czym znów złapał go jak sim i zaczął podrzucać od czasu do czasu.
- Ah, lisie. Ale czymże jest Św. Mikołaj przychodzący w każdą gwiazdkę w porównaniu do leżącego, zdechłego Lenina? Hm? Czymże? - zaczął mówić jakoś tak bardziej poetycko. A teraz typowe pytanie: czy wierzył w tego czerwonego grubasa? Jego naród raczej wyznaje prawosławie, choć jego rodzina była raczej inna i byli katolikami, więc w swej religii miał Mikołaja, tego, o którym wszyscy wspominają. Ale inna sprawa czy w niego wierzył. Kiedyś tak, ale wojna zmieniła mu światopoglądy i raczej trochę go "olał". Wiedział, że prezenty przynoszą rodzice, ale nigdy swoich poglądów nie opowiadał przed światem, by nie zmartwić tych wierzacych. Przypomniał sobie, jak z okazji świąt Bożego Narodzenia przestali walczyć na wojnie, tylko obydwie strony zrobiły polową wigilię. Usiedli wtedy na jakiś beczkach, za stół posłużyły jak najrówniej ustawione worki z piachem i wszyscy tak sobie przesiedzieli chichrając się, upijając, a nawet grając w piłkę! Natomiast następnego dnia znów wszyscy wrócili za swoje okopy i znów strzelanka, urywanie głów i części ciał oraz ogólna masakra.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 9:58 pm

No i znowu nie znalazł żadnego argumentu na to, co właśnie powiedział Rosjanin.
- Też fakt... Powiedział lisek wyraźnie zawiedziony tym, że jak zwykle jego pomysł został zgaszony jak jakaś świeczka z Biedronki. Faktycznie, Syberia jest cholernie zimna. Necirais martwił się o każdego zależnie od ilości pocieszenia, którego dana osoba potrzebowała. Taki mały skomplikowany systemik Daemona. Niestety wypowiedź o orłach trochę go rozdrażniła.
- Możliwe. Ale zawsze jest jakiś Rodzic Security, który może ewentualnie złapać małego orła. Powiedział lis z takim tonem, by brzmiał, jak by się w ogóle nie przejął. On zaś układał plany na wycieczkę do Finlandii. Jednakże na razie miał tylko na myśli odwiedzenie Świętego Mikołaja i Ucztę Salmiakkową. Zdziwił się, gdy otrzymał karabinek na wodę, ale mimowolnie uśmiechnął się. Chociaż uniformy wojskowe Daemonów inaczej wyglądają.
- Taak... Mruknął cicho lisek. Słysząc śmiech tylko trochę odchylił uszy do tyłu. Lecz gdy propozycja rozdzielenia padła, Lisi ogon przypominał autentyczną szczotę, a uszy były wręcz położone na tyle łebka liska.
- M-M-Mitä!? Wyburknął lis trzęsąc się na widok noża. Gdy nóż centralnie wylądował "na środku" muchy, lisek przełknął z trudem ślinę i rozejrzał się po pokoju.
- N-Nie ma sprawy... Gdyby nas rozdzielić na siłę, to obydwoje umrzemy, to pewne. A wolę szczerze Salmiakki od wódki, chociaż Fiński tryb życia także uwzględnia ten napój. Powiedział wprost lisek, który moment później otrzymał ciastko czekoladowe. Na siłę, ofkors. Znowu nie dał żadnego protestu. Nie miał nic przeciwko czekoladzie, prawdę mówiąc.
- Jeden jest żywy, drugi trup, na mój mózg. Powiedział z rozbrajającą szczerością Necirais. On wierzył w tego siwobrodego staruszka. Nawet nieraz roznosił z nim prezenty. Przynajmniej tam, gdzie rodzice ich nie roznosili... Czyli biedne rodziny, Zimbabwe itp. Necirais pamiętał święta z DaeFriendsami, i to bardzo. Jajca, Shits and Giggles. Momentalnie zamienił się w niebieską jaszczurkę, bo dawno tej formy nieużywał. Niestety przez zmianę wzrostu... Spadł na ziemię z hukiem. Taki mały K.O.
- Tego to ja nie przewidziałem. Cholerka... Burknął Necirais wstając na swoje cztery łapki z pomocą ogona. Czy go Ivan podniesie, czy nie, miał to już gdzieś. Mógł chociaż rozprostować kończyny.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 10:00 pm

Uśmiechnął się z niewiadomych przyczyn, kiedy przed nim wylądowała jaszczurka. Ukucnął obok z typowym dla siebie Raep-Russ-Faecem i podniósł jaszczurkę za ogonek. Podźwignął gada niezbyt delikatnie do góry w ten sposób, że mogli sobie spojrzeć prosto w oczy.
- Właśnie. Jest martwy, ale jego duch dalej tam czuwa. Huehuehue. - Odpowiedział wbijając wzrok w Neciraisa, po czym zaśmiał się w ten sposób, że praktycznie nawet nie było widać jak otwiera usta. Tak, jakby praktycznie za nim zaśmiał się duch wcześniej wspominanego człowieka. Następnie przeniósł Neciraisa w ten sposób, że ścisnął go w pięści. Sam tego chciał - mógł być duży i podrzucany, a teraz będzie ściśnięty w dużej dłoni Rosjanina.
Jak wyglądała jego wigilia? Tak, jak wcześniej było opisywane, czyli krótki pokój na wojnie. Kiedy jeszcze był w domu, siedzieli sobie na dywanie przy choince przy niskim stoliczku i jedli typowe dla Rosji potrawy, głównie pierogi. Znaczy... pierogi jemu najbardziej zawsze smakowały. Po zjedzeniu siedzieli sobie z godzinę śpiewając kolędy a na koniec było oficjalne otwieranie prezentów. Nikt się nie spodziewał, że kiedy dostał plastikowy karabin na małe, plastikowe kulki, później zamieni na dużo większy i cięższy karabin na prawdziwe kule z ołowiu. Jednak do tej pory nosi szalik, który własnoręcznie uszyła mu matka. Ukochana pamiątka po rodzinnej atmosferze.
- Nic ci się nie stało? - spytał ni stąd ni zowąd, kiedy chwilę po krótkim rozmyślaniu uprzytomniał sobie, że jaszczur - jak na jaszczura - nieźle gruchnął o tą ziemię. Kciukiem poklepał go po główce, choć raczej mogło go to zaboleć, bo mógł się czuć tak, jakby piłeczka golfowa mu spadała na czerep z wysokości dziesięciu centymetrów. Następnie wytworzył batonik Bounty, rozwinął z papierka i zaczął "karmić" jaszczura. Dlaczego w cudzysłowiu? Bo jak zwykle, robił to na siłę! Myślał, że tym uszczęśliwi Neciraisa, a tu pewnie dupa, bo miał nawet duże szanse na udławienie się. A jak się udławi i udusi, to jak już wiadomo ukatrupią również Karinę. Ale przecież chciał dobrze, prawda?
Złapał Neca między palec środkowy oraz wskazujący i lewą ręką dalej karmił zwierzaka. Kilka minut później spojrzał na lekko zaokrąglone zwierzątko i położył go na stoliku, przy którym też usiadł.
- Lubisz te batoniki? - spytał opierając się brodą o blat, więc znów mógł się poprzyglądać istotce.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 10:02 pm

Wiedział, że Ivan nie wytrzyma i za cokolwiek go złapie, w tym wypadku za ogon.
- Może i tak. Odpowiedział jak zwykle, jakoś nie mając pomysłu na rozwinięcie wypowiedzi. On miał na pewno swoje powody i dla siebie je trzymał. Ściśnięcy w pięści aż wystawił język, tak to mają w zwyczaju zwierzęta zduszone. Może zamiana w jaszczurkę to kiepski pomysł. Najbardziej go jednak zaskoczyło pytanie o jego stan obecny. Zwykle to nikt się nie przejmuje prócz Kariny. Dlaczego? Bo albo James za dużo wypija, albo Zacky rozwala gitarę i musi ją składać. Zwykle rozwalenie instrumentu wiąże się z Brianem, bo Lewis sam sobie rozwala gitarę basową, nigdy komukolwiek. Nawet Necirais nie wiedział po co im rozwalać te brzękadła.
- Myślę, że nic, ale mogę się mylić. Powiedział z nadal wytkniętym językiem. Oczywiście taką małą jaszczurką to on nie był, ale faktycznie, czucie miał dość duże. Nie zabolało go klepanie kciukiem, ale dało się to czuć. Znowu na siłę został nakarmiony, tym razem wiórami kokosowymi w czekoladzie, znanymi także jako Bounty. Faktycznie, ten łańcuch tak działa - Dławi się Daemon, Dławi się też właściciel, obydwoje dead.
- Nie trzeba na siłę. Powiedział jeszcze w miarę spokojnie po przełknięciu słodyczy. W końcu został położony na stole, tak po prostu. od razu rozłożył się na nim, by jak zwykle rozprostować kończyny.
- Lubię, ale wolę Twix. Dodał po krótkiej chwili, spoglądając na wszystko dookoła, włącznie ze stojącym naprzeciw Rosjaninem. Miał szczerą ochotę użyć swojej mocy, tak by po prostu pobawić się otoczeniem. A tu kicha, w salonie nie ma jak. Chociaż...
- Mam pomysł. Może ocieplę powietrze w pomieszczeniu? Zaproponował wyciągając spod stolika swoją ukochaną słomkę. Po co mu ona była? Na razie tylko po to, by usiąść w pozie a'la Sfinks, z nią pod przednimi łapkami. Wyglądało to nawet śmiesznie, ale jaszczur miał wygodnie. Ale kto wie, do czego jeszcze mu ten przedmiot jest potrzebny? Każdy ma inne zdanie.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 10:05 pm

Przyglądał się więrcącej jaszczurce, która nagle wytrzasnęła jakąś słomkę. Na chwilkę zrobiła mu się mina "WTF", ale szybko powrócił do zwykłego dla siebie uśmiechu. Kiedy jednak chwilę wcześniej usłyszał, że jaszczur woli Twixy, szybko wytworzył ten batonik i znów zaczął w niego wmuszać, jak ta stara babcia pierogi. Olał "nie trzeba na siłę", dlatego po kolejnych kilku minutach Necirais był jeszcze bardziej okrągły niż kiedy zjadł wcześniej samo Bounty. Położył ręce na stole w ten sposób, by mógł oprzeć się o nie brodą. Kiedy dostał propozycję pozwolenia na zmianę klimatu, przymrużył na chwilę oczy.
- Wolałbym, byś je ochłodził. Lubię syberyjskie klimaty. - odparł takim tonem, jakby chciał powiedzieć "nic nie rób lub ochłodź, jak ocieplisz to pożegnaj się z łapami". Bo serio, nie przepadał, jak w pomieszczeniu było zbyt ciepło. Dlatego przez chwilę miał też taką minę, jakby był uczniem liceum biologicznego, który jest psychopatą i ma naganne zachowanie, a przed chwilą dostał żabę do krojenia.
Chwilę później jednak postanowił pomęczyć trochę zwierzaka. Złapał jaszczurkową słomkę i wyciągnął ją spod niego, by następnie wytworzyć zabawkowego jeepa i zacząć nim jeździć po tejże istotce, jakby z zamiarem rozpłaszczenia jej. Prawdopodobnie miał zamiar mu zrobić "masaż łusek", ale jak zwykle COŚ nie wyszło. Po kilkudziesięciu razach tejże wspaniałej zabawy, podniósł słomkę nad głowę Neca w taki sposób, jakby liczył, że zacznie podskakiwać próbując złapać przedmiot w zęby. Tak jak robią to psy do patyków lub koty do takich kolorowych kijaszków z piórkami na końcu.
- Chcesz pograć w piłkę? - spytał z szerokim uśmiechem. Następnie na stoliku pojawiła się piłka ciężka jak bilardowa, ale bardziej "skora do długiego turlania się", a na krawędziach stołu zrobił się mały murek. Dlatego, kiedy lekko poturlał piłkę, ta zaczęła się odbijać od krawędzi i praktycznie odbijać po drodze od Daemona, by chwilę później zmienić swój kurs. Coś podobne do Pinballa, ale bez punktów itp.
Powrót do góry Go down
Necirais Vänskä-Ødegård

avatar



BIRTHDAY : 24/10/0519
ORIGIN : Akureyri
Age (2016) : 1497
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 10:09 pm

Spokojnie leżał na słomce. Jaszczury lubią wygodę, więc niech ją mają. No i znowu jak na chama został wypchany Twixem jak jakaś ustrzelona kaczka watą, na trofeum oczywiście. Po tym tylko próbował się rozpłaszczyć częściowo na słomce i częściowo na stole. Oczywiście nieskutecznie, nadal wyglądał, jak by miał jakieś gadzie wzdęcia. Nie, Espumisan czy Ranigast nie pomogłyby, na pewno. Ochładzanie powietrza? Nie. Na pewno nie. Nec może i pochodzi z krainy, gdzie jest śnieg i wszyscy wpieprzają Salmiakki, ale on woli ciepło. Może to dlatego, że nie łazi non-stop w formie maskonura, pingwina czy foki. Jaszczur postanowił więc nic nie robić z atmosferą, tylko pokiwał bezradnie łebkiem. Gdy Ivan wyciągnął spod Neciraisa słomkę, ten od razu zerwał się na łapy, chociaż ciężko było przez batoniki, ale dla chcącego nic trudnego, nieprawdaż? Niestety został od razu zgaszony mini-jeepem. Oczywiście będąc pod wpływem tego miał cały czas wytknięty język. Faktycznie, COŚ Rosjaninowi nie wyszło, jak zwykle. Gdy słomka "wisiała" nad jego głową, zrobił minę "Are you fucking kidding me" i usiadł wgapiając się w nią jak zahipnotyzowany. Nie skakał, no bo jak, skoro był wypchany batonami z firmy Nestle, czy coś takiego?
- Piłkę...? Spytał nie bardzo wiedząc, o jaką chodzi. Nagle stolik zamienił się w jakieś boisko. Ujrzał "piłkę", i szybko mu się odechciało gry. Próbował unikać piłki, prawie bezskutecznie. Ludzie powinni wymyślić coś pokroju "Lizard Pinball" bez wykorzystania żywych jaszczurek.
- Nie, nie, nie! Krzyczał jeszcze trochę uciekając, lecz w końcu nie wytrzymał i zmienił się w swoją ukochaną formę orła, po czym wzbił się w powietrze, więc szybkował nad stolikiem, a na szczęście mógł, bo sufit był bardzo wysoko, a Nec w formie orła jest... cóż, "trochę" duży. Aż on sam miał wrażenie, że ten budynek był zbudowany z myślą o nim.
- Chwila moment. Ktoś chyba nadchodzi. Szepnął cicho, ustawiając tak wszelkie pióra, by robiły jak najmniej hałasu przy każdym machnięciu skrzydeł, po czym wczepił się w najbliższy obiekt zwisający z sufitu, w tym wypadku była to lampa.
- Jak by co, mnie tutaj nie ma, hyvin? Upewnił się zwisając ze zgaszonego "świecidła" Necirais, zupełnie jak nietoperz. Tylko jeszcze przybrał czarną barwę, by sprawiał wrażenie niewidzialnego. Było tylko widać jego szmaragdowo-malachitowe ślepia, które po dłuższej chwili przymknął, więc zlał się już z otoczeniem.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Salon   Czw Sty 02, 2014 10:10 pm

Marianna przeszukiwała dom, by znaleźć wszystkich współlokatorów. Jak zwykle, Kostię i Niclasa gdzieś wywiało. W ogóle wszystkich gdzieś wywiało. O co biega?
Tak więc łaziła sobie spokojnie, śpiewając bardzo cicho jakąś ruską piosenkę zasłyszaną w anime. W pewnym momencie usłyszała jakieś odgłosy na piętrze, dlatego nie zwlekając ani chwili ruszyła w tamtym kierunku. W końcu wyłoniła się zza ściany i od razu zauważyła nietoperza oraz Rosjanina. Nie z nią te numery, zauważyła, że z żyrandolem jest coś nie tak.
- Necirais, nie chowaj się. I tak cię widzę. - mruknęła bezceremonialnie i podeszła do Ivana, by przybić sobie z nim piątkę, tak na przywitanie. Nie obawiała się go, bo przecież była jedną z tych "wyjątkowych osób", którym Ivan nic nie robił. Nawet przez przypadek. Dlatego "luz-blues i git-majonez". Podniosła jakąś piłkę i lekko ją kopnęła, chociaż może nie było to lekko, bo przypierdzielnęła w nietoperza. Tak, teraz ona zostanie psychopatką. Podeszła do zwierzaka leżącego na podłodze i podniosła go za skrzydło.
- Nic ci nie jest? - spytała przyglądając mu się i nim potrząsając.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 
Salon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: