IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wigilia 2009

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next
AutorWiadomość
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 11:46 am

Od kilku dni było czuć w powietrzu zapach świąt. Lecz tak na prawdę przygotowania do nich zazwyczaj są najbardziej stresującymi godzinami końca grudnia. Mało kto lubi kupować prezenty nie wiedząc dokładnie co kupić, gdyż zawsze jest opcja, iż podarek się nie spodoba.
Krigen Familie oraz Ravenblood Clan i tak zwani "pozostali" rozpoczęli świąteczną atmosferę w zasadzie już na początku dwunastego miesiąca roku. Zebranie prezentów dla ponad pięćdziesiątki ludzi jest dość skomplikowane, ale wydawać by się mogło, że ogólnie nie było z tym problemów, biorąc pod uwagę mnóstwo sklepów w mieście oraz tych internetowych.
Dni mijały bardzo szybko, lecz w końcu nastał upragniony lub nie dwudziesty czwarty grudnia. Już od wczoraj po kuchni krzątało się siedem osób: Karina, Richard, Emil, Nadia, Boril, Anette i Tino. Walczyli z odpowiednim przygotowaniem jedzenia, co wcale łatwe nie było, szczególnie dla tylu ludzi. Raiko znalazł przepisy, natomiast Jim nie wpuszczał do kuchni "przypadkowych osób". Pozostali zajmowali się przygotowaniem piętra w studiu nagraniowym, gdzie jak postanowiono, odbędzie się uroczysta wieczerza w obrzędzie chrześcijańskim. Mimo, iż w innych krajach może to wyglądać inaczej, świętowali "po środkowoeuropejsku", czyli głównie w stylu polskim. Pod wysoką, ubraną już choinką piętrzyły się prezenty, jednak kulturalnie nikt się na nie aktualnie nie rzucał, a ci, co próbowali, byli natychmiastowo powstrzymywani. Pod sufitem wisiała też jemioła, ale jak na razie nikt na nią nie zwracał uwagi.
A czas mijał szybko i nieubłaganie...
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:12 pm

O tak, ten rok minął tak szybko, że czasu nie spowolniły nawet nieustanne bitwy, potyczki, przygody, chwile smutków i radości. Największa chwila radości nastała właśnie w święta. Zwykle Sullivanowie spędzali je razem w rodzinnym gronie, lecz kuzynostwo z tej rodziny w zespole Avenged Sevenfold musiało jakoś pogodzić święta pomiędzy rodziną oraz przyjaciółmi. Zazwyczaj Wigilia była spędzona z rodziną, a znajomymi, ale nie tym razem. Pierwsze, co trzeba było zrobić, to przygotować wszystkie dekoracje, potrawy, no i prezenty. Podczas pichcenia zabrakło trochę składników, więc jak zwykle to Kari musiała lecieć do pobliskiego Walmarta, w którym są w święta takie tłumy jak na koncertach, które daje wraz ze swoim zespołem. Triumfalnie jednakże powróciła do domu z dwoma ciężkimi siatami składników do ciast, tradycyjnych potraw oraz garścią łakoci na później. Nic dziwnego, że zabrakło czegoś do pichcenia, skoro ma być obecnych pięćdziesiąt osób, jak nie więcej. Drzwi do studia otworzyłaby wymachem nogi, gdyby nie to, że trafiła w otwierającego je moment wcześniej Sewarda.
- Ojej, sorka. - Gwizdnęła, przepraszając Johnny'ego, który aktualnie łapał się w kolano z bólu. Weszła do środka i z totalnie zdemotywowanym wyrazem twarzy popatrzyła na schody kawałek przed nią.
- No to hop. - Powiedziała, rezygnując z pomysłu poproszenia obolałego kurdupla o pomoc. W końcu gdy przeszła przez kilkanaście stopni, stanęła przed wejściem do kuchni.
- No, ludzie! Wasz kochany tragarz przyszedł! - Powiedziała głośno, by wszyscy krzątający się po pomieszczeniu usłyszeli jej "nawoływania".
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:14 pm

Dziewczyna oczywiście pomagała wszystkim, komu trzeba było. Ubrana była dość elegancko jak na siebie, bo miała białą koszulkę z kołnierzykiem, krótką czarną spódnicę i balerinki. Lubiła taki ubiór, ale prawdopodobnie zaczęła też trochę bardziej myśleć o swoim wyglądzie ze względu na Niclasa.
- Karinaaa- - Mar wydarła się jak głupia i rzuciła na przyjaciółkę, kiedy tamta tylko pojawiła się w progu drzwi. To były jej pierwsze święta po zmianie stanu cywilnego z "panna" na "zamężna", oraz po zmianie nazwiska, co umacniało w niej chęć do zrobienia wigilii jeszcze bardziej niesamowitej niż dotychczas były.
Przyjrzała się szatynce, wzięła jej torby, wrzuciła niedbale do kuchni i spojrzała na nią jeszcze raz.
- Cóż, w tym roku chyba przy życzeniach będę zobowiązana ci życzyć darmowych kuponów na powiększenie cycków. - powiedziała i zaśmiała się.
Miała dość dziwne poczucie humoru, lubiła sprośne dowcipy, a szczególnie lubiła znajomym wytykać bycie deską. Robiła tak zarówno z Milaną w szkole, jak i teraz z Kariną.
- Dobra, żartowałam. Płaskie też mają branie. - dodała i uderzyła ją biodrem w jej biodro, jednocześnie wskazując wzrokiem na wałęsającego się w pobliżu Emila.
- Cóż, może niedługo wy też sobie strzelicie jakieś wesele, co? - spytała szeptem i poczochrała jej hełm.
Spojrzała na Niclasa i od razu jakoś jej się tak cieplej w głębi siebie zrobiło. Trzeba przyznać, że prawdopodobnie kombinowała nad jakimś miłym wieczorem dla dwojga, ale to oczywiście dopiero po uroczystej wigilii.
- Dobra, pplz! Za ile zaczynamy? - krzyknęła na całe pomieszczenie wyraźnie "podniecona" tym ile dostanie prezentów, po czym podbiegła do swojego męża robiąc rękami "falki" i po chwili uwiesiła się na nim, przytulając całym ciałem, jakkolwiek by to nie zabrzmiało.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:17 pm

No, nagły atak Mar był dość spodziewany, nie można tego ukryć. Kari widziała, że jest bardzo podekscytowana świętami (zresztą jak wszyscy), więc nie robiła już wykładów typu "Nie rzucaj się na ludzi, którzy skatowani wrócili z wypchanego ludem Walmarta". Nawet się nie zdążyła słowem odezwać, a jej przyjaciółka od razu zawinęła od niej torby z zakupami. Po chwili nieco się zaczerwieniła, dzięki życzeniom rzecz jasna.
- No wiesz ty co... - Charakterystycznie założyła ręce na biodra z miną "Wyczuwam u drogiej waćpanny aluzję, i to zaiste mocną". Może i przez te lata się przystosowała do takiego typu żartów i nie miała jakoś do "budowy" siebie zastrzeżeń, ale któż to wie, co w danej chwili ją urazi, a w tym wypadku raczej zdemotywuje. No i zupełnie deską to ona nie była, lata nastoletnie już praktycznie minęły. Po chwili jeszcze bardziej się zaczerwieniła, bo znowu ktoś zaczął bawić się w swatanie jej z kimś. Nie, to nie było według niej takie zabawne.
- N-Nie, definitywnie nie. - Jąknęła się jeszcze i w ułamku sekundy odwróciła w stronę schodów. Seward nadal tam ubolewał, na szczęście już mniej. Znowu się obejrzała, a Mar zdążyła już zawisnąć na swoim ukochanym.
- Magia świąt, huh? - Mruknęła z lekkim wzdechem do siebie. Ciekawa była, jak to wszystko przebiegnie. Pewnie nie skończy się to dobrze, a wręcz jak na weselu.
- Chyba niedługo można by zacząć. Tylko... czy czegoś nam jeszcze brakuje? - Spytała, chcąc być pewna, że przykładowo Necirais nie rozpieprzył choinki.
Powrót do góry Go down
Arthur Degenhardt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 04/01/1975
ORIGIN : Lipsk, Niemcy
Age (2016) : 42
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:21 pm

Arthur od dawna uważał, że dzisiejszy dzień źle się skończy. Atmosfera w Rammstein była dziwnie napięta od paru dni i prawdopodobnie to właśnie dwudziesty czwarty grudnia miał zostać "dniem wyładowań atmosferycznych wśród niemieckich metalowców". Metal ściąga pioruny, nie?
- Cóż, droga Karino... Gdybyś przebrała się w coś ciekawszego, mógłbym stwierdzić, że wszystko już jest. Zacznij od... większego dekoltu. - powiedział stając obok dziewczyny i patrząc na nią z "rapeface'em". Postanowił się trochę z nią podrażnić, więc lekko zgiął nogi i wyraźnie, nie ukrywając tego, spojrzał na jej piersi.
- Chociaż wydaje mi się, że Marianna ma rację. - dodał i zaśmiał się głośno, jednocześnie prostując, aby uniknąć ewentualnego "liścia".
- A właśnie... Emilio mówił, że za tobą tęskni. Sądzę, że Pani Jemioła by się ucieszyła widząc was oboje pod sobą. - skłamał odwracając się na moment tyłem do dziewczyny, że niby przygląda się innym jak ciężko pracują przy przygotowaniach.
- Cóż, mam nadzieję, że mój prezent ci się spodoba. - zarechotał cicho, odwrócił się przodem do Kariny, złapał ją za rękę i sprawił, że ta tanecznie się obróciła. Następnie magnetyzmem przyciągnął do siebie jakiś widelec i tak go powyginał, że utworzył napis "Karina <3 Emil", po czym podśpiewując sobie "Liebe ist fur Alle Da" odkroczył pewien dystans, zaczepiając po drodze Christopha.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:23 pm

Pięknie, brakowało jeszcze zboczeńca, który znikąd pojawił się akurat obok niej. Co jeszcze? Może przyjdzie sam Emil pod wpływem czegoś? Cóż za nieprawdopodobny scenariusz.
- Mi pasuje jak jest. - Wzruszyła ramionami, spoglądając na swoje ubranie. Jak zawsze ubrała się własnym stylem - Koszula z kołnierzykiem w czarną kratkę z odpiętymi pierwszym i ostatnim guzikiem, czarny krawacik, granatowe jeansy. Jedyne, co sobie dodała na taką okazję to kwiat we włosach i zamieniła swoje glany na coś bardziej... lekkiego, bo inaczej nazwać tego nie można. Znowu poczuła wzrok nie tam, gdzie trzeba.
- Won. - Powiedziała jak zwykle, gdy nie chciało jej już się wysilać języka na upierdliwe osoby. Najwyraźniej sezon maltretowania Kari został rozpoczęty.
- I czemu niby mam ci wierzyć? - Spytała, będąc bardziej opanowana emocjonalnie na tą chwilę. Równie dobrze już mogłaby wybuchnąć furią taką, że wszyscy, a przynajmniej połowa pouciekałaby ze studia, ale skoro były święta, nie wypadało. Poza tym, to co zaszło na weselu jeszcze o niczym nie świadczyło, a całe grono robi taki szum jak media.
- Oho, zaczynam wątpić. - Wywróciła oczyma, podpierając się jedną ręką o biodro. Napis z widelca zignorowała, by nie psuć sobie jeszcze bardziej nastroju. Po oddaleniu się zagrożenia stanęła w wejściu do kuchni.
- Kuchnia, jak przygotowania? - Spytała wyszczerzona tak, jakby nic przed chwilą się właściwie nie wydarzyło. Pozostało dokończyć potrawy i ewentualnie załatwić jakieś drobiazgi, bo miała wciąż przeczucie, że czegoś brakuje.
Powrót do góry Go down
Richard Weißkreuz

avatar



BIRTHDAY : 24/06/1979
ORIGIN : Wittenberge, Niemcy
Age (2016) : 38
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:30 pm

Reesh, jak to go nazywali w "swoich kręgach" siedział z dziewczynami w kuchni. Powiedzmy sobie szczerze: było gorąco, ale tylko przez ciepłe, gotujące się żarcie. Mogło się to wydawać dziwne, że ktoś taki jak on siedzi w kuchni, ale potrafił gotować i nawet to lubił, więc co mu tam szkodziło.
Wyraźnie uważał, aby się czymś nie ufaflunić, bo ubrany był już praktycznie w garnitur, tylko marynarkę gdzieś powiesił i miał na sobie biały fartuch (tak na wszelki wypadek). Słysząc Karinę, odwrócił się do niej z uśmiechem, jednocześnie wrzucając jakiś szajs do garnka.
- Guten Tag. - przywitał się, wycierając dłonie o to ścierwo, które miał na sobie. Podszedł do dziewczyny i niespodziewanie odpiął jej jeden guzik od góry.
- Tak powinnaś to nosić. - powiedział i zaśmiał się głośno. Cóż, również był chłopakiem i od dziewczyn oczekiwał... "czegoś więcej", szczególnie w taki dzień jak dziś.
- Wracając do twojego pytania... już ostatnia rzecz się robi, za jakieś dwie minuty uważam, że można zacząć. - rzucił podglądając zawartość kilku garnków stojących najbliżej.
Następnie wyjrzał przez drzwi i spojrzał na kręcących się wokół stołu ludzi. Westchnął głośno, gdyż również odczuwał dziwną aurę w około zespołu. Miał nadzieję, że nie dojdzie do żadnych poważniejszych akcji, ale wydawało mu się to już być szczerze nieuniknione.
Myśląc o tym wszystkim, zdjął z siebie fartuch i rzucił go gdzieś na szafkę, po czym przeciągnął się i rozejrzał.
- Zastanawiam się, co Arthur znowu wymyślił na prezenty. - mruknął i zaśmiał się cicho.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:31 pm

- Dobry, dobry. - Odpowiedziała pełna nadziei, że w końcu odetchnie w spokoju w kuchni. Cóż, jak zwykle pokładała w tym za dużo tej nadziei, bo Richard zapewne chciał jej pomóc, ale Kari jakoś nie była specjalnie uradowana. Ba, wręcz strzeliła "Pokerface'a".
- Dzięki za dobre chęci, ale... - Chciała już narzekać, a dała sobie spokój i uznała, że "mniejsza o to", pokazując to charakterystycznym odmachnięciem ręki. Nie mogła ukryć, że obawiała się nieco ataków jak nie od Arthura, to ze strony dwukolorowo-włosego projektanta mody.
- Świetnie. - Stan przygotowań stwierdziła tylko jednym słowem, po czym pokroczyła do pomieszczenia, w którym miało się to wszystko odbyć. Było tak pięknie przystrojone, że aż jej się oczy zabłyszczały. Tak pięknie było tylko raz, może dwa do roku. Głównie miała nadzieje, że choinka się nie zrypie. Była dekorowana przez dość długi czas, jako że to wcale nie małe drzewko. Podeszła do stołu by obczaić gdzie kto siedzi. Znalazła siebie pomiędzy Jimmy'm, a Emilem.
- Oh, great. - Mruknęła do siebie z nutą sarkazmu, a chwilę później zobaczyła obok kartki Jima kartkę Raphaella.
- Trzech Sullivanów - jest. - Nadęła nieco policzki, bo wiedziała, że jeśli Jim i Raph się pokłócą podczas tego-święta-w-które-właśnie-nie-powinno-się-kłócić, to nie będzie wcale milutko, a jej brat miał tendencje do sporów. I to duże. Nieświadomie przelazła jeszcze pod jemiołą jak święta krowa w Indii do choinki, by pooglądać wszystko, co się na niej błyszczy. Opłacało się włożyć tyle roboty w strojenie jej.
Powrót do góry Go down
Richard Weißkreuz

avatar



BIRTHDAY : 24/06/1979
ORIGIN : Wittenberge, Niemcy
Age (2016) : 38
Liczba postów : 15


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:34 pm

W końcu wszystko się ugotowało, więc wraz z pozostałymi kucharzami wziął gary i ruszył do stołu.
- Cóż, kochani! Zaczynamy wigilię w stylu... chuj wie jakim, ale będzie fajnie. - ogłosił, po czym założył marynarkę i rozejrzał się za miejscem dla siebie. Szybko je znalazł, było dość... strategiczne. Po lewej miał bowiem Erika, a po prawej Arthura i Christopha. Przed nim siedzieli Mikhail, Matthias i Martin. Czyli całe Rammstein skupione w jednym miejscu, świetnie.
Zajęli się jedzeniem. Wokoło słychać było śmiechy i rozmowy. Lecz między nim a Mikhailem robiło się coraz gorzej.
- Cholera jasna, wkurwiasz mnie już! - warknął głośno, wstając. Odruchowo złapał swój talerz z bliżej nie określonym jedzeniem i rozmazał mu to na twarzy. I od tego wszystko się zaczęło... chwilę później on i Mikhail szarpali się i bili, a jak pozostali chcieli ich rozdzielić to też oberwali i tak oto rozpoczęła się wielka bójka między wszystkimi ludźmi z zespołu, która wyraźnie nie planowała się zbyt szybko zakończyć.
...Widocznie atmosfera świąt działa, ale na nich nie tak jak powinna.
Powrót do góry Go down
Valdís Kvaran

avatar



BIRTHDAY : 31/05/1990
ORIGIN : Kópavogur
Age (2016) : 27
Liczba postów : 6


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:37 pm

Jej miejsce było dość przewidywalne - pomiędzy swoim bratem, a kuzynem. Drugiego kuzyna nie było - nie mógł przyjechać, Estonia trzymała go niemiłosiernie u siebie. Naprzeciwko miała Triinu - Jakżeby inaczej? Pewnie gapiła się non-stop na Valbiego. Cieszyły ją święta chyba najbardziej ze wszystkich, nie licząc Tino. Można by nawet orzec, że jej świecidełka świeciły drobinkę mocniej, niż zazwyczaj. Zajęta była głównie jedzeniem i zacieszaniem, lecz czasami zerknęła też to na Marka, to na Valbiego, a także na szczęśliwą parkę Mar-Niclas. Nagle zauważyła tą bójkę kawałek dalej i wszczęła nie aż taki głośny, ale przerażony pisk. Poleciałaby ich chętnie uspokoić, ale widząc, że reszta zespołu próbując również oberwała i to nie była rodzinna bójka, darowała sobie pomysł i obserwowała tylko z przerażeniem w oczach. Nawet nic nie była w stanie powiedzieć.
Powrót do góry Go down
Antonio Cavagnari

avatar
{ højre hånd }



BIRTHDAY : 15/07/1990
ORIGIN : Palermo, Włochy
Age (2016) : 27
Liczba postów : 4


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:40 pm

Tak, święta to niewątpliwie cudowna rzecz. I choć włoska atmosfera tu nie działała, i tak było fajnie. Anthony siedział na przeciwko Konstantina, a byli siebie warci: obydwoje trochę pojebani, szaleni i chętni do działania. Tak więc cały czas sobie z czegoś żartowali i faflunili żarciem na odległość najbliższych pięciu metrów. Prawie jak bitwa na jedzenie, ale bez konkretnej bitwy.
Znaczy bitwa była, ale rozpoczęła się kilka minut później, kiedy żaden z nich się już nie rozmyślał nad drobną wojną. Chłopaki od razu zaczęli się gapić i drzeć ryje. Skakali w około, kibicowali i ogólnie wiadomo: zachowywali się jak prawdziwi mężczyźni widząc bójkę nie-do-końca-uliczną. Można ich było porównać wtedy do simów, bo tamci też szaleli widząc pojedynki. Pytanie teraz, kto pierwszy wypadnie "z obłoku dymu i kurzu" na dupę?
Anthony jednak po pewnym czasie znudził się tylko gapieniem i krzyczeniem. Machnął znacząco głową do Kostii, dając mu do zrozumienia, że powinni się dołączyć. Tak więc obydwoje wskoczyli w wir walki. Choć trochę boleć mogło, i tak było zabawnie. Do czasu... Anthony nagle został przez kogoś wyrzucony z kłębu. Chwilę później jednak się zderzył z czymś, albo raczej z kimś, bo kiedy otworzył oczy zorientował się, że został wjebany... no właśnie: na Marka, który niekorzystnie dla niego podniósł się i zaczął przechadzać chwilę wcześniej.
- Eee... przepraszam... - zawył i sturlał się z niego najszybciej jak mógł. Ruszył tyłem, czyli przodem do blondyna, nie wiedząc w zasadzie czego może się spodziewać. Chociaż nie, wiedział czego może, ale tylko w pewnej części: spodziewał się dużego wpierdolu.
Powrót do góry Go down
Markus Dåvøy

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 02/06/1984
ORIGIN : Silkeborg, Dania
Age (2016) : 33
Liczba postów : 22


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:43 pm

Czy święta były dla niego czymś szczególnym? Raczej nie. Jednak przez prośby brata postanowił ulec i pojawić się na wigilii. Jak zwykle nie za dużo się odzywał, jego zainteresowanie wzbudziła dopiero walka między członkami Rammstein. Przyglądał się z zaciekawieniem jak tamci urządzają mordobicie. I szczerze mówiąc, rozbawiło go to nawet. Tak więc wszyscy po za Simonem praktycznie mogli pierwszy raz usłyszeć, jak on osobiście się śmieje. Długo to nie trwało, kiedy skończył znów miał typowy dla siebie wyraz twarzy. Jednak chwilę później znudziło mu się to ciągłe siedzenie, więc wstał i chwilę później pożałował tego.
Kiedy Anthony już z niego zleciał, wstał i poprawił ubranie. Złapał chłopaka za kołnierz, a drugą ręką strzelił płomieniem ognia w kołtuniących się Rammsteinowców i Kostię. Następnie wykonał płonące półkole zacieśniające się, co zmusiło ich wszystkich do szybkiego wybiegnięcia na korytarz. Mark zamknął drzwi, aby inni nie musieli oglądać tego, co chwilę później się działo, gdyż oczywiście zrobił im wszystkim "wpierdol roku", niektórzy nawet zjebali się ze schodów. Kiedy już zakończył swoje działania uspokajające, wrócił do stołu jak gdyby nigdy nic.
Powrót do góry Go down
James Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 09/02/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:45 pm

On bardzo się cieszył z tychże świąt. Były one przynajmniej częściowo spędzane w rodzinie, z Kariną i Raphaellem oraz oczywiście z (gigantycznym) gronem przyjaciół. Musiał być niestety gotowy na jakikolwiek odpał Raphaella, bo kuzyn mógł w każdej chwili albo wkurzyć Jima, albo sam zrobić zadymę. No, doczekał się innej zadymy wywołanej szybciej przez kogo innego, któż by pomyślał? Przerwał chwilowo jedzenie, by sobie popatrzeć, ale nie darł się jak głupi. Nie wśród takiej liczby osób. Zaciekawiło go to, ale gdy zobaczył już Marka na horyzoncie, wrócił do jedzenia, iż mogło to nie być takie przyjemne w widoku. Co prawda widać było, że chłopaka jako-tako bawi ta zawierucha, ale skoro coś w niego jeszcze wleciało, to każdy, nawet Jim wiedział, że to wcale nie skończy się happy endem. Bezlitosny Mark jest bezlitosny, Ain't that the truth?
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:49 pm

A ona wiedziała już od samego rana, że coś będzie się działo. Tylko nie spodziewała się tego, że to nie Raph, a całe Rammstein z paroma innymi osobami się będzie nawalać. Potem wstał Mark, więc przyglądała się wszystkiemu z większą uwagą, a jego uśmiech, nie, nawet śmiech wywołał u niej mały wytrzeszcz. To, że Bjørn się czasem uśmiecha było zaskakujące, ale Mark był sporą niespodzianką. Właściwie nie zwróciłaby na to uwagi, gdyby nie fakt, że kątem oka widziała jak Jim przestaje jeść i gapi się na coś. Emil z kolei... Nie przejawiał większego zainteresowania sytuacją, patrząc drugim kątem oka. Cóż, gdy Mark wyszedł, wzruszyła ramionami i przerwała gapienie się, tym samym wracając do potraw. Łyknęła sobie przy okazji kompotu ze szklanki. Nagle wydawało się jej być coś nie tak, jako że powoli traciła przytomność. Albo jej coś do tego dodali, albo po prostu sama z siebie zasłabła, jak to czasem bywało. Momentalnie zleciała z siedzenia na dywan. Normalnie wrażenie odpłynięcia. "Cholera" - Jedyne co jeszcze przeszło jej przez głowę.
Powrót do góry Go down
Friedrich Northeim

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 01/09/1984
ORIGIN : Hohburg, Holzlant
Age (2016) : 33
Liczba postów : 84


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:51 pm

Friedrich również gapił się na bójkę, ale jednocześnie zapychał się jakimiś potrawami. Usiadł bowiem tak, że oparcie krzesła miał między nogami i wpierdalał żarcie tak, że aż się rozpadało bokami. Zanim jednak zdążył zakończyć, został zdemotywowany do działania przez Marka. Prawdopodobnie, gdyby nie pojawił się on jako zagrożenie życia I stopnia, to po przełknięciu wszystkiego również by dołączył do bójki. Ale w tym wypadku musiał zmienić swoje plany.
Po jego lewej siedział Ralph, a po prawej Gordon. Jednak to Friedrich, największy zbok w tej trzyosobowej drużynie miał konkretne odpały. Wstał by się przejść, odetchnąć świeżym powietrzem po podejściu do okna. Wiedział, że pewnie po całej uroczystości najebie się tanim winem i nie tylko i będzie pijany tak bardzo, że będzie się zachowywał jak jeszcze większy zbok niż normalnie. Taka kolej rzeczy.
Siedział więc na parapecie, ale kiedy poczuł, że mu wiatr piździ po dupie, szybko zlazł stamtąd i zamknął okno. Ruszył przed siebie, lecz niespodziewanie przy nim padła Karina. Spojrzał najpierw na nią z miną WTF, ale ponieważ nie wstawała ani nic, to zrozumiał, że zemdlała. Złapał ją za nogi i przeciągnął po ziemi na kanapę.
Podszedł do stołu i nalał trochę wody do szklanki, po czym usiadł koło dziewczyny i próbował ją przywrócić do normalnego funkcjonowania.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:56 pm

Miała wielkie szczęście, że gibnęła się na dywan, a nie na kafelki, czy coś. To nie skończyłoby się dobrze, a Jim miałby niezłego doła, nerwa, czy cokolwiek. Dłuższą chwilę po upadku odzyskała tylko częściową przytomność, bo słyszała co się dzieje wokoło i tylko czuła, że leży na kanapie i nic więcej. Przynajmniej nie trzeba było dzwonić po karetkę, ani nic z tych rzeczy. Po jakimś czasie w końcu mogła jako tako otworzyć oczy. Nadal widziała rozmazany obraz, ale to w końcu było normalne jak na osobę wybudzającą się z nieprzytomności. Skierowała kompletnie zamulony wzrok na postać siedzącą obok.
- F... Friedrich? - Spytała mamrocząc. Wolała się upewnić, że to ta konkretna osoba, a nie jakiś Święty Alojzy i że nie trafiła właśnie do nieba. Była tam niedawno i nie chce jej się już tam chwilowo składać wizyt. Mimo, że przetarła ręką oczy parę razy, nadal wszystko było cholernie rozmazane.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:56 pm

- Nie tylko Fried, ja i Niclas też tu jesteśmy. - odezwała się Mar, która wraz z blondynem stała obok. Niestety nie zauważyła, jak dziewczyna padała, ale zdążyła dostrzec jak Friedrich ją holuje w dość dziwaczny sposób.
- Kari, wszystko dobrze? Wystraszyłaś mnie. - powiedziała kucając i kładąc jej dłoń na czole. Nie było ciepłe, więc nie była chora.
- Fried, otwórz okno, na którym to z taką miłością siedziałeś niedawno. I drzwi też, będzie przeciąg. - zwróciła się do Laberianina i westchnęła głośno.
- Pewnie jesteś zmęczona przygotowaniami do świąt... - dodała ciszej i przytuliła się do Niclasa (od pewnego czasu uważała, że to jest najcudowniejsza rzecz jakiej doświadczyła, więc do męża zaczęła się przytulać dosłownie co chwilę).
Jednak nagle ją olśniło. Postanowiła wprawić ich w zakłopotanie, i to spore. Może się domyślą, że to tylko żart, ale jednak jej "mentalność" nakazywała strzelić takim tekstem. Spojrzała więc na twarz blondyna i uśmiechnęła się niewinnie, mniej więcej jak w anime.
- Let's have sex. - powiedziała i wyszczerzyła się tak, jakby mówiła na prawdę.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 12:58 pm

Prawdę mówiąc nie zauważyła wcześniej małżeństwa, bo nie kręciła głową naokoło - była zbyt padnięta, ale zdołała się lekko uśmiechnąć słysząc przyjaciółkę.
- Nie wiem, chyba. - Wymamrotała znowu, tym razem patrząc na Mar, a nie przed siebie, byle gdzie. Właściwie nie wiedziała czemu, ale w głowie miała obecnie tylko najbardziej posraną piosenkę Avenged Sevenfold, napisaną na dodatek przez jej kuzyna. To oczywiste, że jest nią "A little piece of heaven", a szczególnie rozpoznawalne słowa - "Must have stabbed her fifty fucking times, I can't believe it". Może dlatego, że Jim śpiewał tą część songa, a może dlatego, że po prostu czuła się jak zadźgana nożem pięćdziesiąt pieprzonych razy. Albo i obydwa.
- Wątpię, ale możliwe. - Jak zwykle dała niejednoznaczną odpowiedź i sięgnęła po szklankę wody, którą na szczęście Friedrich przyniósł, od razu pijąc tyle, ile się da. Tuż po usłyszeniu trzech słówek z ust Mar jednakże całą wodę, którą aktualnie "magazynowała" wypluła z prędkością wręcz światła. Normalnie od razu została dobudzona. Nie zmieniało to jednak faktu, że czuła się fizycznie jak podźgana.
Powrót do góry Go down
Niclas von Heerwagen

avatar
{ boss }



BIRTHDAY : 06/11/1989
ORIGIN : Hilden, Niemcy
Age (2016) : 28
Liczba postów : 78


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:01 pm

Również ukucnął koło Kariny, ale chwilę później znowu został oficjalną maskotką Mar. Powoli zaczynał się przyzwyczajać, a czasem nawet zamieniali się "rolami". Wysłuchał całej rozmowy dziewczyn, jednocześnie wzrocząc na Frieda, czy czegoś nie kombinuje. Cóż, zarówno on jak i Arthur byli dość nieobliczalni, choć znając życie gdyby to wokalista Rammstein się zaczął zajmować Kariną, to zrobił by jej więcej szkód niż pomógł.
Kiedy Marianna rzuciła tymi mocnymi trzema słowami, akurat również na nią patrzył. Co prawda, gdy "wybuchnęła" Karina, odruchowo odskoczył trochę w bok, ale kiedy do niego dotarły słowa Mar, prawdopodobnie zrobił by to samo co Kari, gdyby aktualnie pił. Natomiast nie musiał pić, aby mimo wszystko zakrztusić się na moment.
- S... se... Cholera jasna... - zawył cicho i spojrzał na dziewczynę.
- Nie mówię, że nie chcę... i normalnie bym nie miał nic przeciwko, ale... jesteśmy na wigilii i uważam, że to nie jest odpowiednie miejsce... i... i... - bełkotał dość szybko, machając dłońmi i kręcąc przecząco głową, co dawało dość kreskówkowy efekt.
Jedno jest pewne: żona rozjebała jego psychikę na drobne kawałki wielkości paznokci.
Powrót do góry Go down
Emil Heidrún

avatar



BIRTHDAY : 12/09/1991
ORIGIN : Reykjavík
Age (2016) : 26
Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:05 pm

Mimo, że siedział obok Kariny nie zauważył, że upada. Był raczej skupiony na ignorowaniu Bjørna po jego drugiej stronie i jego ewentualnych "zagrywek", jak to on zwał. Co prawda również dla niego sposób "przenoszenia" ludzi Friedricha był dziwny, ale ważne, że przynajmniej zareagował, toteż Emil nie pchał się już z Jimem do pomocy. Dopiero, gdy Kari się zaczęła dobudzać, wstał od stołu i powoli pokroczył do kanapy, przy której była już nie jedna, a trzy osoby.
- Ertu vakandi núna? - Spytał z delikatnym, typowym jak na niego uśmiechem, a chciał wiedzieć, czy już się obudziła. Na to wyglądało, ale po co snuć domysły? On nie kucnął jak pozostali, przynajmniej chwilowo. Wolał przyglądać się wszystkiemu z góry. Po tekście Mar i "fontannie" Kari gwałtownie obrócił się w stronę pary z "WTF'em". Tego się chyba najmniej spodziewał kiedykolwiek, bo nie na codzień się takimi słówkami przy "publice" operuje. Chciał już coś odrzec, ale się powstrzymał.
- N-Nie, nie skomentuję. - Mruknął i obrócił się tyłem do zarówno małżeństwa, jak i Kari.
Powrót do góry Go down
James Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 09/02/1987
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 30
Liczba postów : 26


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:09 pm

On praktycznie odebrał sprawę tak jak Emil, pomimo że zauważył upadek i chciał już pomóc. Wiedział, że Kari w dość krótkim czasie odzyska przynajmniej częściową świadomość, a wielu ludzi naokoło w takim stanie mogłoby tylko to pogorszyć, a raz już tak było. Po koncercie w LBC chyba, w 2008 roku. W każdym razie gdy Emil dotarł do kanapy, on zerwał się ze swojego miejsca i również tam podbiegł.
- Witamy w świecie żywych. - Zaśmiał się głośno, pokazując kciuk w górę. Trochę żartował sobie z wydarzenia, które kosztowałoby go nawet życie, ale warto było, a on zamieniał wszystko w żarcik, typowe. Uśmiech znikł mu jednakże od razu po zdanku Mar. Obrócił się prawie równo z Emilem.
- Wait, What!? - Dość głośno "spytał", nie ogarniając początkowo o co cho.
- Me too, dude. Me too. - Odpowiedział Emilowi, dołączając się do niego w "odwrocie". Nie wytrzymał tak jednakże długo, więc obrócił się ponownie na pięcie i luźnym krokiem podszedł do parki.
- Mar, jakaś aluzja? - Spytał jeszcze z dość niepewnym śmiechem. Cóż, spór z Raphaellem uwrażliwił go na takie różne, dziwne sugestie.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:11 pm

Z uśmiechem przyglądała się reakcjom zebranych w około osób. Trzeba przyznać, że aż takiej zabawy się nie spodziewała. Od razu zaczęła się zastanawiać, co by było, gdyby w ten sam sposób ogłosiła, że np. jest w ciąży. Prawdopodobnie byłoby jeszcze ciekawiej.
Zaśmiała się głośno i spojrzała na Jimmy'ego.
- No może jakaś drobna... - odparła wesoło i przeniosła wzrok na zagubionego w sobie Niclasa.
- Żartowałam. Przynajmniej na razie. - rzekła i pocałowała go krótko i delikatnie (nie chciała wzbudzać zazdrości wśród osób twierdzących, że celowo są "Forever Alone").
Następnie znów spojrzała na Karinę znaczącym wzrokiem mówiącym "tak, aluzja tyczyła się ciebie", po czym to samo spojrzenie rzuciła na Emila. Wyraźnie kombinowała jak ich zeswatać, choć póki nie zaczęła być z Niclasem sama uważała się za totalną ofermę, która nigdy nie znajdzie sobie chłopaka.
Wstała z podłogi i przeciągnęła się.
- Ciekawe, jak tam chłopaki żyją. - mruknęła patrząc znacząco na drzwi. Podeszła do nich, powoli otworzyła i rozejrzała się po korytarzu. Było pusto. Czyżby Mark aż tak ich podniszczył, że woleli gdzieś zwiać? Albo pewnie poszli się gdzieś upić razem. Oby. Była jeszcze opcja, że przyjechała po nich karetka.
Powrót do góry Go down
Christoph Reinecke

avatar



BIRTHDAY : 11/05/1978
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 39
Liczba postów : 8


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:14 pm

Chwilę po tym, jak Mar odeszła od drzwi, Christoph je otworzył. Bujał się na boki, w dłoni trzymał butelkę wódki. Miał rozciętą głowę i nienaturalnie wygięty palec, co wyraźnie mówiło, że jest złamany. Odszedł kawałek i zaraz za nim wleźli pozostali członkowie Rammstein oraz Konstantin i Anthony. Kostia miał złamaną rękę, Arthur podbite oko i rozbity nos, Richard rozcięty policzek oraz skręconą kostkę, Mikhail miał złamane dwa żebra i rozwalony nadgarstek, Matthias oczywiście rozbite okulary oraz rozcięty łuk brwiowy, zaś Martin prawdopodobnie miał wstrząśnienie mózgu oraz wybity palec i na deser Anthony z jego złamaną nogą i rozciętymi ustami. Taki był więc stan tej grupy, ale nie przejmowali się tym, co z nimi jest, gdyż każdy miał butelkę wódki i mogli być już dobrze upici.
- Siema. - burknął krótko i usiadł pod ścianą tak samo jak pozostali, choć niektórzy wydali z siebie jakieś stęknięcia z bólu. Kiedy jednak już się wszyscy skupili pod tą ścianą, zaczęli dalej pić ze swoich butelek. Najciekawsze i najzabawniejsze było to, że podnosili butelki, pili i opuszczali w tym samym momencie.
Powrót do góry Go down
Raphaell Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 17/07/1989
ORIGIN : Huntington Beach (California)
Age (2016) : 28
Liczba postów : 7


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:16 pm

Gdzie rodzinka, tam i on! Więc hycając wręcz przemierzył kawalątek drogi do kanapy, by poprzyglądać się, cóż tam się dzieje. Usłyszał tekst Mar w połowie drogi, a jedyne, co pomyślał, to "Ohoho", wręcz się wyszczerzył, nawet na widok kompletnie zjechanych kuzyna i siostry. Stanął z nikłym "rapeface'm" przy nich. Wiedział dobrze, że Jim już zacznie szukać ukrytego kontekstu.
- Haha, Och Jay, oczywiście, że tak! Na przykład Kar- - Zaczął mówić z wielkim zacieszem, który coraz to stopniowo schodził mu z twarzy, gdy Jimmy i Karina zaczęli go już mierzyć wzrokiem, wcale nie takim "miłym". Tym samym skończył niedokończoną wypowiedź i zaczął się nerwowo rozglądać, przy okazji zauważając Emila ze skrzyżowanymi na klacie rękoma. Gdy skończył ogląd, zaśmiał się głośno raz jeszcze, sprawiając wrażenie kompletnie niewinnego.
- Aj tam! - Machnął ręką i zawrócił powoli znowu na swoje miejsce. Przy okazji pomachał również wbijającym do pomieszczenia upitym Niemcom i pomimo chęci dołączenia do nich, odpuścił sobie, by nie wdać się w podobną bójkę z Jamesem.
Powrót do góry Go down
Ivan Dragunov

avatar



BIRTHDAY : 24/12/1978
ORIGIN : Sankt Petersburg, ZSRR
Age (2016) : 38
Liczba postów : 17


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sob Gru 21, 2013 1:19 pm

Ivan spędził cudowny czas siedząc między Anthony'm i Mikhailem, oraz mając przed sobą Erika. Było wesoło, trzeba przyznać. Jednak obowiązki jako medyka zaczęły go wzywać, więc rozpoczął od podejścia do Kariny. Przyjrzał jej się uważnie, ale dość krótko.
- Przepraszam, że to zrobię, ale to w zasadzie mój obowiązek... - powiedział, po czym nachylił się przy dziewczynie, rozwiązał jej krawat i rozpiął guziki koszuli.
- W wypadku omdlenia musisz się jak najlepiej dotlenić, więc chwilowo się nie zapinaj. Jak będziesz chciała wstać, to przytrzymaj się kogoś i rób to powoli. - wytłumaczył swoje zachowanie oraz od razu wyjaśnił jej jak powinna dalej postępować, po czym uśmiechnął się.
Ivan był dość dziwnym tworem i kiedy nie był pijany to był niewątpliwie bardzo miły i pomocny, a nawet dość spokojny. Kiedy jednak zobaczył Rammstein, Konstantina i Anthony'ego, trochę się zdziwił. Było ostro, niewątpliwie.
- Mar, mogę cię poprosić na chwilę? - spytał spokojnie, po czym wraz z dziewczyną ruszyli do pijaków, aby ponastawiać złamania i uzdrowić inne schorzenia. Ucieszyło go to, że byli "trochę" wstawieni, bo przynajmniej nie czuli bólu. Kiedy jednak on i Niemka skończyli robotę, podziękował jej za współpracę, po czym zabrał jednemu butelkę, łyknął ze trzy razy trunek i usiadł sobie obok nich, czasami podbierając któremuś łyka.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   

Powrót do góry Go down
 
Wigilia 2009
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 15Idź do strony : 1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: