IndeksIndeks  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wigilia 2009

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next
AutorWiadomość
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Sro Gru 25, 2013 10:21 pm

Słysząc zdanie Ralpha chciała już coś mówić na temat tego, że współczucie często właśnie może pomóc, ale... Wolała się nie kłócić z kimś, kto znał Friedricha lepiej od niej. W końcu ona nie była ani wszechwiedząca, ani nie pochodziła z Uta-Dej.
Jedyne co więc tylko mogła zrobić, to przytaknąć w zrozumieniu.
Słuchała dość uważnie, jak to zwykle informacji.
- Wyobrażam to sobie z łatwością. Ja sama jestem bardziej z ojca, niż z matki. - Powiedziała lekko się krzywiąc, po czym otworzyła oczy, tak więc patrzyła na sufit.
Oczywiście nie chodziło tutaj o chwalenie się, a raczej pewne odczucie satysfakcji. Nie trudno było ją w tej kwestii zrozumieć, skoro została wyjebana z domu na zbity ryj przez własną matkę, między innymi za powiedzenie, że "będzie kontynuować to, co ojciec zaczął". Tak więc od tego momentu nie chciała mieć zbytnio z nią do czynienia. Teoretyczna sierota zamieszkała u kuzyna, podsumowując.
Spojrzała na Ralpha, gdy ten próbował coś zasugerować.
- Faktycznie nie. Myślę, że niełatwo jest się pozbierać z sytuacji, gdzie najpierw umiera bliska mi osoba, a potem rodzina korzystając z tego próbuje zniszczyć moją karierę... i nie tylko. - Mówiła, przy okazji uderzając dwukrotnie pięścią o otwartą dłoń.
To nie było zabawne ani trochę, a ciężko użerać się tak z ponad połową rodziny. Cieszyła się tylko, że przynajmniej najbliższa rodzina Jima i on sam nie zaczęli się też mieszać w ten konflikt. Wręcz przeciwnie - pomagali.
- Był wpierdol fizyczny, był mentalny... A ja idę dalej, jak taka ćma do światła. - Podsumowała, po czym znowu spuściła głowę i trochę się wyciszyła.
Zorientowała się, że to trochę niecodzienne, że aż tyle gada z Ralphem. Z drugiej strony.. Coś nowego w jej monotonnym planie dnia nie było czymś złym.
Czuła, że oberwałaby z topora Raphaella tym razem w kark, a nie serce.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:03 pm

- Kiedyś Jogas porównał Northeima do czoku. To taka papka z rozgotowanego ryżu, którą karmi się dzieci i starców, w Tajlandii np. też. Ten stary pryk stwierdził, że jeżeli on będzie się zbytnio przejmował tym, że inni się przejmują nim, to stanie się właśnie takim czokiem. Nie będzie miał "smaku". Będzie zwykłym, ryżowym puddingiem. Świat potrzebuje czoku, potrzebuje też ludzi takich jak Friedrich. Jednak lepiej jest, aby zamiast czokiem był na przykład... papryczką chili. - powiedział i zaśmiał się cicho.
Zawsze śmieszyła go historia Friedrich: The Great Rice Pudding, z resztą Gordona też. Tylko Fried jakoś nigdy za nią nie przepadał, ale raczej rozumiał go. Mimo wszystko był doskonale świadomy tego, że pewnie również dzięki tym dziwnym metaforom, Northeim zachowywał się jak ktoś na poziomie, jak król, a nie jak pomiatane przez wszystkich niechciane dziecko. Uta-Dejska polityka...
- Mi mówią, że zachowuję się jak mój pradziadek. Cóż, geny, sam se nie wybierałem. - podsumował krótko i odwrócił głowę w stronę drzwi "Imprezowni", gdyż chwilę wcześniej usłyszał jakieś potężne jebnięcie w nie.
- Chyba już się o coś pobili. - mruknął, wzruszył ramionami i dalej zajął się swoim papierosem.
- Ćma do światła? - zainteresowało go porównanie Kariny. - Uważaj więc, aby ktoś nie zabawił się w pędzący samochód i nie rozjebał ciebie za pomocą wycieraczek na przedniej szybie. - powiedział i wetknął sobie fajkę w usta.
Przemyślenie dnia: co skłoniło go do tak długich rozmów z Sullivanką? Dwie opcje były:
a) Alkohol dalej działał
b) Aż tak mu się nudziło
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:07 pm

- Czok, powiadasz? Ciekawe porównanie. - Powiedziała, robiąc zamyśloną minę.
Nie słyszała jeszcze takich porównań, chyba że słynne międzynarodowe przysłowie "Jesteś tym, co jesz". W takim razie ona była... Pocky? Słodyczami?
W tej chwili wyjechałaby pewnie jej przyjaciółka z podstawówki z tekstem "Pomidor? Zielony?". Innymi słowy nielogiczna logika. Wręcz paradoks.
- Mnie pewnie będą tępić za zachowywanie się jak ojciec. Mam wyjebane. Najwyżej spadnę z poziomu znanej perkusistki do zera. - Mruknęła, robiąc nieco sarkastyczny uśmieszek z serii "będę pluć losowi w... cokolwiek."
Również spojrzała w stronę pokoju Matta. Wręcz zrobiła typowy "dzióbek" z przygwizdem, jako coś w rodzaju odpowiedzi.
- Pewnie tym kimś jest matka. Albo babka. Chociaż... Każdy nim może być, whatever. - Próbowała sama sobie wymieniać największe zagrożenia, aż w końcu machnęła na to ręką. Za dużo było do rozmyślania nad tym.
Uświadomiła sobie nagle, że teraz Nec nie truje jej dupy, więc automatycznie się uśmiechnęła.
- No proszę, lisisko już się nie bawi w gadki przez myśli. Nie ma do czego mnie prowokować. - Oznajmiła sobie, robiąc cichy chichot pod nosem.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:08 pm

- Jogas od zawsze był dziwny. Często mówi tak, jakby się najebał tymi swoimi ziółkami. Pytia jebana. - odparł, porównując dziadzinkę do greckich wiedźm, które najpierw coś ćpały, a później niby przepowiadały przyszłość z kości zwierząt, które rozrywały.
Idiotki skończone.
Wysłuchał narzekań dziewczyny, ale jakoś nie wiedział, co miałby jej teraz powiedzieć. Co miał niby teraz zrobić? Pocieszać? Współczuć? Zawsze w takich sytuacjach opuszczał pomieszczenie, aby nie bawić się w takie szajsy.
Wstał powoli, trzymając dalej papierosa w ustach i poprawi simonową koszulkę.
- Twój kuzyn raczej nie dopuści do tego. - powiedział w końcu, nie odwracając do niej nawet twarzy.
Ruszył przed siebie i wlazł do pokoju Matta, po czym zamknął drzwi. Chwilę później dało się usłyszeć więcej krzyków i uderzeń. Kiedy wyszedł, otrzepał dłonie, gdyż to właśnie on był przyczyną uprzednich odgłosów. Krótko mówiąc: spuścił wpierdol tym, którzy mu się nawinęli lub próbowali mu coś zrobić. Wrócił na miejsce i rozczesał włosy prawą dłonią.
- Może już usnął na dobre. - odparł na informacje o Neciraisie.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:11 pm

- Każda wyrocznia ma swoje fiu-bździu. - Oznajmiła, robiąc typowy Eye-roll.
Znała ich kilka, głównie z Azeroth. Każdy z osobników tego "zawodu" miał jakiegoś dziwnego pierdolca. Zwłaszcza taki jeden gnom.
Gdy Ralph wspomniał o jej kuzynie, uśmiechnęła się lekko.
- Też fakt. Gdybym miała wylecieć z A7x, on postawiłby warunek, że w takim razie on też odchodzi, a tego nikt nie chce. - Znowu biorąc to na logikę powiedziała, robiąc typowy wyszczerz, po czym podłożyła ręce pod głowę, by ją od drzwi nie bolała.
Cóż, Jim zawsze miał skłonności do obrony Kari na tyle, na ile mógł. Groźba odejścia z własnej woli z zespołu byłaby wielkim ciosem dla reszty członków. I on o tym wiedział.
Gdy usłyszała wrzaski z pokoju Matta, znowu odwróciła wzrok w tamtą stronę.
Mogła się tylko domyślać, kto dostał wpierdol, a kto nie.
- On nawet gdy głęboko śpi potrafi ze mną gadać przez podświadomość. Skubaniec. - Mruknęła, poprawiając okulary na nosie.
Cieszyła się chociaż z faktu, że Listraesz i Necirais nie toczą wojen na słowa w jej myślach. I lepiej, by nie zaczęli.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:14 pm

- Jogas nie jest wyrocznią. - wrócił do poprzedniego tematu, jednak nie patrzył na rozmówczynię, a w głębię korytarza.
- Ten stary pryk to... jakby doradca. Pochodzi z Laberii i najbardziej "należy" do Friedricha, ale mi i Gordonowi też pomaga. Muszę przyznać, że bez niego może i nie spowodowałbym kryzysu gospodarczo-militarnego, ale przez pierwsze lata moich rządów bardzo mi pomógł. - powiedział, choć tak na prawdę bardzo rzadko przyznawał się go tego, że ktoś mu pomógł bardziej lub mniej.
Musiał jednak przyznać, że Jogas to na prawdę pomocny dziadziuś.
- Dawno temu ktoś w Uta-Dej szerzył poglądy, że istnieją takie stworzenia jak Wy nazywacie je Daemonami. Nie wiem dokładnie w którym królestwie, ale spalili go na stosie. - mruknął olewającym tonem i znów wciągnął w płuca dym, zaraz po tym jak strzepał popiół palcem wskazującym.
- Wydaje mi się, że był to ktoś z Endy, ale przez jednego pojeba nie będę robił wojny. Moje królestwo wywodzi się z plemienia, więc jesteśmy bardzo zaznajomieni z naturą, dlatego też na prośbę mojej matki zaczęto hodować zwierzęta na terenie zamku. Ale wiesz, nie jakieś krowy i kury, tylko np. tygrysy, w chuj ich mamy. Leziesz korytarzem i mijasz kilka lwów, tygrysów, kiedyś były nawet krokodyle, bo w jednej z sal mamy jezioro. Przez kilka innych sal z kolei przepływa wąski strumyk, są w nim rybki. Ogólnie zwierząt mamy od chuja tam, więc pewnie ten idiota spędzał z nimi za dużo czasu i jak któreś go jebło, to jeszcze urojeń dostał. - stwierdził zamykając oczy.
Może i prawa Endy były surowe, ale tak na prawdę w Uta-Dej jebani "heretycy" nie mieli łatwego życia. I on, Ralph Nobre IX de Cavaco, podpisałby się pod petycją o natychmiastowe spalenie takich ludzi na terenie całego Uta-Dej, gdyby taka petycja była.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:17 pm

- Chyba że tak. - Powiedziała, wysłuchawszy uważnie.
- Mistrz Yoda też był popierdolony. Większość ludu o tym wie. - Stwierdziła, śmiejąc się cicho.
Kto nie znał tego małego, zielonego, kurduplowatego zgreda z długaśnymi uszami? Chyba tylko skrajny idiota.
Zareagowała dość gwałtownie na wiadomość o stworzeniach podobnych do daemonów, więc ponownie przeniosła wzrok na Ralpha.
- A to ciekawe. - Stwierdziła, robiąc dość zamyśloną minę.
Słysząc o zwierzakach typowo egzotycznych uśmiechnęła się szeroko.
- I to ja rozumiem. Wolę takie środowiska od typowych farm. Pamiętam na Azeroth dwie farmy. Jedna w Elwynn Forest ze sporymi wilkami, a druga w The Barrens z żyrafami, które mają fajne, długie rogi. - Oznajmiła, zamykając oczy, po czym znowu oparła się o ręce na drzwiach.
Lubiła tam łazić, gdy nie miała nic do roboty. Opiekowała się nie tylko tymi stworzeniami, ale też raptorami, które ją uwielbiały. I na pewno nie pod postacią jedzenia.
- Co do tych daemonopodobnych stworów... Niewykluczone, że coś takiego mogło być. W Dragonblight było kiedyś parę takich osobników, ale zostały wybite przez Malygosa i jego Dragonflight. Nec i Li są ostatnimi ocalałymi na Azeroth z tej wybitej grupy. - Opowiedziała, próbując sobie przypomnieć ile jeszcze dokładniej ich było, ale zapewne mniej niż dziesięć.
- Były zabite prawdopodobnie za nazwanie się "daemonami". Te Azerothańskie "daemony" to najsilniejsze demony i stworzenia na całej planecie, oczywiście po stronie zła, dlatego też za oznajmienie się takim czekało tylko ścięcie łba, spalenie, czy cokolwiek. - Dokończyła, po czym otworzyła oczy i zerknęła raz jeszcze na Raphaella.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:19 pm

- Popierdolony, dobre określenie. Chociaż ja obstawiam, że miał jakieś ziółka... no wiesz... dobry towar od Henninga np. - stwierdził mrużąc oczy.
- A propos Henna... Jak tam Brennivin? Widziałem, jak się razem szwendali, ale od dobrych trzech godzin nie wchodzili mi w drogę. - spytał.
Historia tamtego Islandczyka ostatnio zaczęła go interesować, bo jeśli ktoś wpadał w towarzystwo takiego człowieka jak Henning to oczywiste było, że zaraz zacznie jarać marihuanę i inne dziwne rzeczy. Z ciekawości chciał wiedzieć, jak się po tym czuje Brenn.
Olśniło go nagle.
- Wilki też mamy w zamku. Oraz lisy, jastrzębie, orły... głównie dzikie psy, koty i ptactwo. No i te rybki w strumyczku. - powiedział przypominając sobie ten unikalny klimat, jaki panował w Endzie.
Zabawny był ten podział: Laberia kojarzyła się głównie z bronią, walkami na miecze itp. Yara z magią. Zaś Enda z naturą. Wszyscy mieli jakieś słabe punkty, ale kiedy łączyli siły... powstawało coś, czego żadne inne królestwo nie było w stanie przezwyciężyć. Udało się to jedynie magom z Yary, ale nie przewidzieli jednego: że władcy wcześniej wymienionych królestw przeniosą się do innego świata i przyniosą taką broń, których ich beznadziejne zaklęcia nigdy nie zniszczą. A nawet jeśli zniszczą, to nie będą umieli tak szybko wypowiedzieć zaklęcia, żeby pocisk ich nie trafił.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:21 pm

- Brenn? Szczerze, nie wiem. Na pewno się najarał. Będzie trzeba mu to przykrócić, bo jak wróci na Gaię, to otworzy sklep na parę miesięcy. - Powiedziała, przenosząc wzrok na sufit.
- Nie wspominając o tym, że po zielsku rzuca się ze wzmożoną aktywnością na ciuchy. Szczególnie na te znajdujące się na osobnikach żeńskich. - Dodała, robiąc wzdech.
Sama była ofiarą niejednego takiego ataku, więc Brennivin został nieraz pogryziony przez demony, poobijany przez Emila, a nawet czasami podpalony przez Neca. Następne biedaczysko Refurinnu.
Słysząc dalej o zwierzakach uśmiechnęła się.
- Chciałabym to kiedyś zobaczyć. - Powiedziała, dodając na koniec "Heh", bo nie spodziewała się raczej, by nagle miała zaproszenie do zamku na jakieś zwiedzanie. Ale jeśli by takie dostała, zdziwiłaby się.
- Aż mi się przypomniało, że Jimmy hoduje iguany. Fajne gady. - Stwierdziła z uśmiechem.
Jim od zawsze lubił te stworzenia. Kari dostałaby jedną z tych jaszczurek, ale jej matka się na to nie zgodziła. Teraz skoro mieszka u kuzyna, ma do nich dostęp 24/7, choć często o nich zapomina, bo są zazwyczaj na drugim końcu domu. Czasami nawet bierze jedną z nich do studia. Johnny boi się gada, ale gad boi się Briana.
Kurdupel powinien się przygotować na małego smoka. Iguana level hard.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:22 pm

- Ludzie po takich rzeczach jak widać... lepiej myślą. Może to oznaczać, że im więcej będzie jarał, tym ciekawsze będzie miał pomysły na stroje. Co prawda zastanawia mnie, jakiego dealera ma np. projektant Lady GaGi, albo ona sama, ale ich pomysły są dość... dziwne. Jednocześnie niesamowite, czasem oryginalne, więc może Brenn też chce być taki "twórczy". - odpowiedział i spojrzał na zegarek w komórce.
Nie sądził, że kiedykolwiek aż tyle czasu spędzi z Sullivanką. Prawdopodobnie był to wynik lenistwa oraz tego, że dla Northeima postanowił "zaopiekować" się dziewczyną, póki jej pojebany brat się nie ogarnie.
Słysząc o chęciach Kariny co do zwiedzenia zamku, zaśmiał się cicho i bardzo krótko. Aż ciężko było to nazwać śmiechem. Bardziej to było jak... westchnięcie.
- Pewnie Northeim będzie chciał zrobić oprowadzkę po naszych zamkach, więc pewnie zobaczysz prędzej czy później. - mruknął i zaciągnął się.
- Iguany, powiadasz? Mam kilka kameleonów w zamku. - dodał przypominając sobie o jeszcze jednym gatunku zwierzątek, których nie wymienił.
A pewnie było ich jeszcze więcej.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:24 pm

- Nie pomyślałam o tym, prawdę mówiąc. Coś w tym jest. - Stwierdziła, mrużąc lekko oczy.
Kreacje Brenna były zawsze wielce cenione przez Gaian, ale kupić je mogły tylko najbogatsze osoby. Jedna suknia - osiem milionów Gaia Gold, kthxbai. Kto wie, czy nie chciał stworzyć czegoś za piętnaście milionów, a znając jego możliwości - bardzo prawdopodobne.
- Miło. - Odparła krótko z uśmiechem na twarzy.
- Ja może kiedyś załatwię oprowadzkę po Exodarze. Zacne miejsce. - Stwierdziła, krzyżując ręce na piersiach.
Tak właściwie niewiele osób może sobie wbić na Exodar. To gigantyczny statek kosmiczny z Draenoru, należący do rasy Draenei. Statek, który jebie aż fioletem i w środku ma od cholery kryształów. Epickość.
- Kameleony też lubię. - Stwierdziła, przymykając oczy.
- Chociaż Raptory z Azeroth też nie są złe. Milusie dinozaury. - Dodała, śmiejąc się cicho pod nosem.
Przepadała jednakże chyba tylko za tymi z Azeroth, bo te z Draenoru były nie dość, że agresywne, to jeszcze kolcowate i czasami oczojebne. Zwłaszcza te czerwone.
Chrzanić fakt, że to właśnie te z Draenoru najchętniej łapała jako zwierzaki w grze.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:26 pm

- Wy, mieszkańcy Ziemi myślicie tak... prostolinijnie. Lubicie wykluczać to, co wam się nie podoba lub uważacie za dziwne czy niemożliwe, nie zwracając uwagi na to, że czasem inni myślą na prawdę w zupełnie inny sposób. - powiedział i wzruszył ramionami.
Łatwo mu było tak mówić, gdyż już od lat dziecięcych uczono go myślenia "szerszego", aby nie wykluczać dosłownie niczego, chyba, że było się na sto procent pewnym i jeszcze miało się na to dowody.
- Więc może Brenn CHCIAŁ palić tylko po to, aby dostać lepszych pomysłów, ale nie wykluczam, że mogło go to wciągnąć. - dodał.
W zasadzie nigdy nie badał jak szybko ludzie się uzależniają. Słyszał tylko, że od marihuany później lepiej mózg pracuje i łatwiej się np. czegoś nauczyć. Oczywiście później ludzie się cieszą, że tak dobrze im poszło i jarają po raz kolejny, kolejny i kolejny. Aż w końcu się tak zajarają, że kopną w kalendarz. Urocza historia.
Kiedy Karina "ucieszyła" się na wiadomość, że będzie mogła odwiedzić zamek Endy, skinął głową na znak "nie ma sprawy".
- Tylko nie wszystkie zwierzęta mogą być przyjazne. To tak na wszelki wypadek, gdybyś się zaliczała do tych dziewczyn, co to lecą nawet pogłaskać niedźwiedzie. - mruknął i spojrzał na Polkę kątem oka.
Nienawidził takich pokemonów co to wszystko chciały przytulać. A jeszcze bardziej ich nienawidził, gdy on sam znajdował się na tej liście "do przytulenia przed śmiercią". Niestety, dziewczyny w Endzie wręcz szalały za nim, a on za nimi... nie. Wolał się lepiej królestwem zająć a nie jakimiś idiotkami, które tak na prawdę chciały pewnie dojść do władzy. W końcu jeżeli król nie ma partnerki, to... wszystkie twierdzą, że mają jakieś szanse. Otóż nie, nie wszystkie.
- Dinozaury, tak. Rzeczywiście uroczo. W Yarze są gady podobne do nich, Gordon je wręcz uwielbia. Miał jednego, ale musiał go zostawić na rzecz wyprawy tutaj. - powiedział.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:28 pm

Przeniosła wzrok na Ralpha, gdy mówił o typowych mieszkańcach tej zadupiastej planety. Miał rację. Kari aż sama przez chwilę myślała, czemu akurat musiała tu się urodzić, a nie gdzie indziej. Gdzieś, gdzie lud nie jest tak tępy. Nie oznacza to, że sama uważała się za jakąś mądralę.
- Bardzo możliwe, ale od samego Brenna się tego pewnie nie dowiem. Mimo, że do radosny koleś, to i tak ma sporo tajemnic. Na przykład... dlaczego sprzedaje tak drogo rzeczy. - Oznajmiła, znowu przenosząc wzrok na sufit.
Te sekrety nie były spowodowane ziołem. jeszcze Gaianie wspominali, że Brennivin to radosny, lecz tajemniczy chłoptaś. Zwłaszcza Crescento mógł to potwierdzić.
Na ostrzeżenie ponownie przeniosła wzrok na rozmówcę.
- Jeżeli już coś lecę pogłaskać, robię to ostrożnie. Druidzi z Darnassus mnie uczyli ostrożności i delikatności wobec niebezpieczniejszych zwierząt, więc na pewno nie będzie trzeba zbierać mnie z kałuży krwi. - Oznajmiła, robiąc wyszczerz.
Sama druidką nie była, ale nie przeszkadzało to w nabyciu nowych umiejętności. No i nie była na pewno taką osobą, co się rzuca na wszystkie zwierzaczki.
Słysząc o gadzie Gordona, zrobiła nikłą, zasmuconą minę.
- Raptory może i są milutkie, ale... devilsaury już nie. Kręcą się w kraterze Un'Goro, wredne bestie. - Wspomniała dinozaury, których unikała jak ognia, gdy odwiedzała owy krater.
Przynajmniej trzy razy większe od raptorów, nieco mądrzejsze od tyranozaurów, które zresztą częściowo przypominały i ciekawskie. Kiepskie combo.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:30 pm

- Sprzedawać rzeczy drogo może... aby zarobić, aby być najbogatszym projektantem, aby mieć wystarczająco kasy aby sobie wreszcie móc samemu zamówić zielsko, aby... kupić sobie wyjebany w kosmos dom czy samochód... wiesz, jest tak dużo opcji, że chyba samemu nie wymyślę tylu. Aby nie myśleć jednak "prostolinijnie" mogę też zaproponować, że może chce tą kasę, aby... mieć dziwki. - stwierdził.
Gdzieś tam w głębi serca ucieszyło go to, że Karina nie będzie leciała do tych wszystkich zwierząt, jakie tam będą. Owszem, nie chciał jej zbierać z podłogi czy co gorsza ze ściany. Choć znając życie to i tak nie on by ją sprzątał tylko jego służba. No sorry, ale król nie będzie się przecież przemęczał czymś... TAKIM no.
- Te z Yary nazywają się... kurwa... - zamyślił się, bo przez krążący jeszcze w jego żyłach alkohol jakoś nie potrafił sobie przypomnieć, jak nazywały się te stworzenia.
- Nie pamiętam. - powiedział wreszcie i zrobił minę "Yao Ming". - Ale Gordon powinien wiedzieć, w końcu to jego ukochane stworzenia. Później cię poinformuję. - dodał po chwili i zgasił wypalonego już papierosa o podłogę.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:32 pm

- Myślę, że to ma coś w związku z byciem najbogatszym. Jego statko-sklepo-dom musiał kosztować fortunę, zresztą wyposażenie też, więc o to pewnie nie chodzi. - Mruknęła, kiwając głową w stylu "tak, to musi być to".
Dziwki raczej odpadały. Wystarczyło mu rzucanie się na ciuchy zarówno Kari, jak i jego gaiańskiej przyjaciółki, prowadzącej z nim sklep - Kanoko. Każdy ma inne gusta, a przynajmniej tak by się wydawało.
Przytaknęła tylko na "zapowiedź" doinformowania, po czym odwróciła wzrok na lewo, jako że było stamtąd słychać śmiechy i odgłosy grzmotania czymś o podłogę, niekoniecznie szklanym. Dobiegały dokładniej z pokoju Briana.
- Widzę, a raczej słyszę, że futrzaki też dobrze się bawią. - Oznajmiła, chociaż mentalnie można by rzec strzeliła facepalma, jako że nie chciała chyba już wiedzieć, co dokładniej tam się działo.
Gdy usłyszała tym razem dźwięk rozbijanego szkła, przygryzła lekko dolną wargę.
- A także właśnie coś rozpieprzają. - Dodała, po czym strzeliła lekkiego pokerface'a i przeniosła wzrok w przeciwną stronę, czyli na swojego brata.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:38 pm

- Tak, na pewno. I teraz musi spłacać kredyty przez najbliższe dwadzieścia lat. - mruknął.
W zasadzie byłoby to dobre wytłumaczenie, dlaczego też Brenn jest takim paskudnym ździercą.
Kiedy usłyszał zbicie czegoś, również spojrzał w tamtą stronę. Ta, przed chwilą robił porządek u Matta, a teraz będzie musiał jeszcze u Briana. A wszystko przez to, że łeb mu pękał od nadmiernej ilości alkoholu. Czyli krótko mówiąc... zaczynał mu się piękny kac.
- Tak, bawią się dobrze. Chyba aż ZA DOBRZE. - rzekł wyjmując i zapalając drugiego papierosa.
Włożył go sobie w usta i strzelił kośćmi dłoni na znak, że jest gotowy im też spuścić wpierdol, jeżeli będą za bardzo hałasować. Następnie zaciągnął się i spojrzał na wciąż nieruchomego Raphaella. Aby go wkurzyć dodatkowo, dmuchnął mu dymem prosto w twarz. Like a boss.
Powrót do góry Go down
Angelo Allen

avatar



Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:40 pm

A on akurat uczestniczył w tym "Furry Party" razem z Sally, Palkią i Syuugal'em. I świetnie się bawił. Tak właściwie te zabawy były niewinne, bo polegały na pląsaniu, łapaniu się za ogony i takie tam, oczywiście przy drobnej ilości alkoholu. Dźwięk tłuczonego szkła pochodził od butelki po wódce, którą przypadkiem Angelo trącił swoim długaśnym ogonem.
Sergal postanowił się kopsnąć po trochę więcej alkoholu, bo chciał się upić, a nadal jakoś się trzymał. Kij wie, dlaczego. Gdy już wyszedł tak, by nie przypieprzyć łbem w ścianę nad drzwiami, rozejrzał się i po chwili dostrzegł trzy sylwetki w półmroku. Z uśmiechem powędrował w tą stronę, jako że miał po drodze.
- Witajcie. - Powiedział z uśmiechem i zamkniętymi oczyma, podnosząc łapę.
Przystanął sobie centralnie na środku korytarza z własnego kaprysu, przy okazji dostrzegając leżącego Raphaella kawałek dalej.
- No, no... dwóch Sullivanów wypadło z gry. - Powiedział, wywalając na chwilę charakterystycznie dla Sergala język, po czym podszedł do Kari, stając jej naprzeciw i nachylił się, by nie patrzeć na nią z góry.
- Została jedna Sullivanka. - Dodał cichszą tonacją ze zmrużonymi gałami i uśmieszkiem.
Po tym wyprostował się i cofnął aż do ściany, o którą następnie się oparł.
- Jak by co, u nas w pokoju nie dzieje się zbyt dużo. - Uznał odwracając wzrok w stronę pokoju Matta.
- A przynajmniej nie tak dużo, jak tam. - Zarechotał, wskazując na drzwi do pomieszczenia z ognistą rozpierduchą.
Domyślał się, że tam aż szaleją, skoro miał słuch o wiele lepszy od zwykłego człowieka. Nigdy go nie zawiódł.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:41 pm

Wciąż nie potrafił przyzwyczaić się do tego, że w jednym z pokojów mieszkają takie... dziwaki. Ni to ludzie, ni to zwierzęta, ni to jakieś smoki, gryfy czy chuj wie co. Prawdopodobnie więc nie był zbytnio ich fanem.
Kiedy jeden z przedstawicieli "stworów" pojawił się na korytarzu, po jego przywitaniu tylko skinął głową nawet na niego nie spoglądając, już z góry dając mu znać, że prawdopodobnie ma wyjebane na jego obecność tutaj.
Kątem oka przyglądał się raczej z nudów niż z ciekawości jak ten kręci się, wystawia jęzor lub gapi się jak ciele w malowane wrota na Karinę.
- Wasza czwórka choćby się nawet starała, to by nie zrobiła takiego burdello jak tamci. Przykro mi. - powiedział i westchnąwszy obrócił w końcu wzrok na Angelo.
Było tam w końcu sześciu "napalonych" (niestety nie tylko w przenośni...) pijanych Niemców z miotaczami ognia, w chuj pijaków reprezentujących Krigen Familie i pewnie jeszcze po drodze uprowadzili jakiś gości od strony teamu Kariny. Czwórka Sergali tyle nigdy nie zdziała.
...A właśnie, czy oni w ogóle mają kciuki?
Powrót do góry Go down
Angelo Allen

avatar



Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:43 pm

Gdy Ralph odezwał się, sergal odwrócił na niego wzrok, z miną mówiącą "oh, really?".
- Nie widziałeś tego, co dzieje się na Kinzart. Na wielu imprezach futrzaki urządzają sobie mass yiff, nie wspominając już o tym, że trochę osobników waszej rasy też się w niego często miesza. - Powiedział znowu wytykając jęzor na chwilę.
On sam jakoś z własnej, nieprzymuszonej woli nie chodził na te mass yiffy, bo musiał spełniać swój psi obowiązek jako ambasador klanu Shigu (I pewnie wolał zwykłe yiffy w odosobnionym pomieszczeniu). Za to jego siostra chodziła tam zawsze, gdy tylko nadarzyła się okazja, a ona akurat przebywała na Kinzart. Gdy siedziała z bratem, próbowała go zazwyczaj tam na siłę zaciągnąć. Istny raep partay.
Odwrócił znowu wzrok na Kari, po czym nie wysilając się zbytnio szturchnął ją ogonem.
- Ciekawi mnie, czy przeżyjesz sylwestra. - Powiedział, spoglądając charakterystycznie na sufit.
- A jeśli tak, to nie pozwolę, byś siedziała gdzieś prawie sama. Pokażemy ci, jak wygląda true furry party. - Dodał wracając wzrokiem na Kari, po czym znowu się uśmiechnął.
Angelo jeszcze nie wiedział, co dokładnie planuje, ale coś planował.
Bywa i tak.
Powrót do góry Go down
Raul de Sousa Cavaco

avatar



BIRTHDAY : 19/01/1983
ORIGIN : Porto Real [Enda]
Age (2016) : 34
Liczba postów : 28


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:45 pm

- Nie obchodzi mnie to wasze Kinzart. Mówię o waszej czwórce. - odparł strzepując popiół z papierosa.
- Po za tym jeśli uważasz, że tamci nie odwalają tego całego yiffu, to chyba coś cię boli. - dodał spokojnie.
Wydawało mu się oczywiste, że w pokoju obok ktoś z kimś się rucha lub jest tego bliski. "Po tym" są już Ziga z Necem, a obstawiał, że "w trakcie" Mar z Niclasem. No i może ktoś jeszcze, ale w zasadzie to go chyba nie obchodziło.
Westchnął głośno, wstał powoli i otworzył drzwi z miną "no i jak tam?". Jednak chwilę później jego oczy się powiększyły, a on sam szybko odskoczył na bok, z wyćwiczonym ruchem capoeirzysty przewracając się i po przewrocie w przód podnosząc.
Powodem jego odskoku było to, że dokładnie w tym momencie co on dotknął ziemi, z drzwi buchnął potężny ogień, a w tle nie było słychać żadnych krzyków, tylko śmiechy. Płomień był tak potężny, że to nie była sprawka jednego Rammsteinowca, tylko zapewne ich wszystkich sześciu i wszystkich tych, którzy mieli moc lub pierścień związany z ogniem.
- Meu Deus. - mruknął po portugalsku, przydeptując upuszczonego na podłogę papierosa.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:48 pm

Na Angelo i jego gadki patrzyła się z miną "You gotta be fucking kidding me". Nie znała zamiarów sergala, ale przez jej zboczone środowisko mogła się domyślać tylko jednego i wcale jej to nie pasowało.
Zwłaszcza, gdy futrzasty zaczął gadać o mass yiffach, patrzyła się tylko na sufit udając, że nie słyszy. Nie mogła nawet pomyśleć o tym, że jej "gatunek" miesza się w te imprezy. Ale myśli, że ktoś właśnie się pieprzy przy większym gronie, na dodatek w pokoju Matta kompletnie nie akceptowała.
Popatrzyła w stronę pokoju Sandersa jeszcze raz, gdy Ralph robił "unik", wręcz przygryzając delikatnie dolną wargę.
- Jak miło, że zwiałam stamtąd. - Uznała, strzelając Yao Minga.
Gdy poczuła, że Angelo celowo ją smyra ogonem, odtrąciła go łagodnym ruchem ręki z półprzymkniętymi oczyma.
Chyba jednak trochę alkoholu wpłynęło na sergala.
- Sylwestra przeżyję, ale nie wiem, czy pojawię się na furry party. Może będę zajęta czymś innym. - Odparła futrzakowi, wzruszając ramionami, chociaż po chwili zorientowała się, jak to zabrzmiało i jebnęła facepalma.
Czas pomyśleć przed wypowiedzią.
Powrót do góry Go down
Angelo Allen

avatar



Liczba postów : 9


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:50 pm

Trochę go Ralph uraził swoimi słowami. Nie to, by był jakoś wielce obrażony, ale nie przepadał za olewką.
- Ależ tak nie uważam. Myślę, że tak może być. - Powiedział odpowiednim do sytuacji tonem, podnosząc jedną z łap na wysokość swojej głowy, po czym zaczął oglądać swoje pazurki z półprzymkniętymi oczyma.
Gdy usłyszał, że Kari była tam choćby przez chwilę, opuścił łapę i spojrzał na nią.
- I ciekawe jak tam się dostałaś... - Mruknął, po czym wydał z siebie stłumiony śmiech.
Wiedział o tym, że Kari z własnej woli raczej by tam nie wlazła, patrząc na to z perspektywy zagrożeń w pomieszczeniu.
Gdy jeszcze usłyszał co do jego "propozycji" odpowiedź Kari, oderwał się od ściany, podszedł do niej i patrząc na nią z góry oparł się rękoma o ścianę po obu stronach Sullivanki.
- Spokojnie, my mamy czas. Na pewno się pojawisz. - Powiedział i nie odrywając rąk od ściany znowu schylił się, by popatrzeć jej w oczy z uśmieszkiem.
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:52 pm

Drzwi od pokoju Matta się otworzyły po raz kolejny, ale tym razem wyszła stamtąd Mar, bez miotaczy ognia i wszystkiego innego, co by mogło wywołać pożar. Twarz miała całą czerwoną od alkoholu, zataczając się ruszyła w kierunku trójki podpierającej ściany. Nagle przyspieszyła kroku, wbrew pijaństwu zaczęła biec, chwilę później wskoczyła na plecy Angelo i zaczęła wymachiwać swoim stanikiem jak lassem.
- Dalej, koniku! Zapierdalamyyy! - krzyknęła i zaśmiała się głośno.
Nie schodząc z pleców Sergala, spojrzała na Ralpha i Karinę.
- I jak się bawicie? - spytała rzucając biustonoszem w Kari, ale przez pijaństwo trafiła między nią a Portugalczyka.
- Zostałam wysłana przez mojego męża, księcia Niclasa-Tuxedo, aby przeprosić was za ten płomień, który wytworzyliśmy. Mamy nadzieję, że nikomu się nic nie stało. - powiedziała i poprawiła nie widoczną dla nikogo do tej pory koronę na swojej głowie.
Powrót do góry Go down
Karina Sullivan

avatar



BIRTHDAY : 13/03/1991
ORIGIN : Bydgoszcz, Polska
Age (2016) : 26
Liczba postów : 249


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:58 pm

Cóż, nie spodziewała się, że sergal spróbuje ją zmusić do przyjścia na partay. I nie spodziewała się też, że tak się przybliży. Miała ochotę dać mu z liścia w pysk, ale... cóż, podroczyć się raz na jakiś czas można, więc zamiast przypierdolić futrzakowi, podniosła tylko rękę i zaczęła go delikatnie drapać w futerko na szyi z uśmiechem i półprzymkniętymi oczyma.
Gdy chce się droczyć - potrafi.
Nie spodziewała się zaś nagłego wyskoku Mar znikąd.
- Oh my god. - Mruknęła tylko, spoglądając na biustonosz lądujący obok niej z WTFem, po czym wróciła wzrokiem na Mar.
- W sumie... dobrze. Przyszłaś w samą porę, iż ten sergal chciał mnie zapewne zyiffić. - Oznajmiła, wskazując na Angelo, po czym zaśmiała się cicho, nawet trochę złośliwie.
Może i on również tylko się droczył, ale... Kari postanowiła wyładować w końcu tłumione w sobie chęci robienia wszystkim na złość, prima aprilis style.
- Ja jestem cała, bo udało mi się teleportować. - Znowu zażartowała, pokazując dwa kciuki.
- Kurwa, jeszcze chwila, a będę mogła robić Teleport do Dalaran... -
Powrót do góry Go down
Marianne Himbeerschmidt

avatar
{ soldat }



BIRTHDAY : 20/05/1991
ORIGIN : Berlin, Niemcy
Age (2016) : 26
Liczba postów : 265


PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   Czw Gru 26, 2013 3:59 pm

Oparła się brodą o czubek głowy Angelo i wysłuchiwała wyżaleń przyjaciółki. Jednocześnie spojrzała na Ralpha, który dawał jej do zrozumienia już samym spojrzeniem, że nie siedzi tam z własnej woli. Skinęła głową w geście pochwały i wróciła spojrzeniem do Kariny.
- Zyiffić? - powtórzyła i dłonią podniosło ucho sergala, po czym zaczęła mówić coś do niego szeptem.
Mar była aktualnie najebana, z tym nie było wątpliwości. Dlatego też zamiast powstrzymywać Futerkowatego, jak by to zrobiła na trzeźwo, zaczęła go wręcz zachęcać, aby yiffnął Karinę. Po powiedzeniu mu wszystkiego o czym myślała, uśmiechnęła się słodko do siedzących na podłodze postaci.
- Dobra... ale na wszelki wypadek uważaj na ewentualne płomienie. Próbujemy zrobić największy, ale nie zagrażający zbytnio otoczeniu... chociaż wiesz, ktoś jebnie "ciut" więcej feuer i wszystko będzie się fajczyć. - mówiła, choć bardziej bełkotała, ale o dziwo jeszcze jej słowa miały jakiś sens.
Powrót do góry Go down
Sponsored content






PisanieTemat: Re: Wigilia 2009   

Powrót do góry Go down
 
Wigilia 2009
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Ongaku Jinsei :: Mojeforum-
Skocz do: